Wojny informacyjne: o bohaterach przeszłości i dzisiejszej walce

0

„Wojny wygrywa szkolny nauczyciel”. Na tle ogólnej histerii informacyjnej, panującej w prasie, parlamentach narodowych i w prywatnych rozmowach słowa, wypowiedziane przez „żelaznego kanclerza” Imperium Niemieckiego Otto von Bismarcka, poszły nieco w zapomnienie. Gdy Unia Europejska przyjmuje rezolucję, stawiającą na równi ekstremistów ISIS z rosyjską „machiną propagandową”, a Moskwa wypuszcza „w bój” przerażający, lecz na szczęście nieprawdziwy film pokazujący gwałt, dokonany w Niemczech przez imigrantów na rosyjskiej dziewczynie o imieniu Liza, w pamięci milionów ludzi pojawia się widmo zimnej wojny. Mocarstwa zarzucają sobie nawzajem rozmyślne nakręcanie nowej wojny informacyjnej na tle względnego liberalno-demokratycznego spokoju panującego po jej zakończeniu. Temat ten zdominował Monachijską Konferencję Bezpieczeństwa[1]. Lecz czy był to spokój informacyjny? I czy tak szybkie napędzanie nowych konfliktów informacyjnych, jak też odurzenie nimi polityków i zwykłych obywateli po obu stronach konfliktu nie świadczy o tym, że grunt pod nie był przez ostatnie dwadzieścia pięć lat przygotowywany?

Cóż z tego, że po upadku muru berlińskiego odbyły się setki wspólnych kongresów dotyczących historii, otwarto – choćby częściowo – ważne archiwa i napisano od nowa podręczniki. Czynnik ludzki jednak nie zniknął. Szkolni nauczyciele sami wychowywali się w społeczeństwie wyznającym tamte poglądy, czytali tamte książki i oglądali tamte filmy dokumentalne. A w wielu muzeach (z małymi wyjątkami), do których prowadzają nasza dzieci, wciąż królują tamte ekspozycje. Podczas, gdy uwaga rosyjskich uczniów przy omawianiu II Wojny Światowej skupiona jest na bitwie o Stalingrad i blokadzie Leningradu, tak we Francji uczniowie wkuwają w pierwszej kolejności szczegóły lądowania aliantów w Normandii.  I o ile Państwowe Muzeum Historii GUŁagu w Moskwie odwiedza rocznie około tysiąca osób, przeważnie cudzoziemców, o tyle tablica chronologiczna dotycząca eksplorowania kosmosu w Europejskim Centrum Kosmicznym w Belgii zaczyna się nie od wysłania rosyjskiego sputnika w 1957 roku i nawet nie z lotu Gagarina w roku 1962, lecz od razu od Amerykanów, stąpających po księżycu w roku 1969. Nawet takie ledwie widoczne i – wydawałoby się – niezbyt ważne odchylenia w jedną lub drugą stronę mogą prowadzić do zupełnie innego postrzegania świata i odmiennego postrzegania nie tylko historii, ale i współczesności. Tak więc w sytuacji, gdy poszukiwania historycznej prawdy skoncentrowane są w wąskim kręgu specjalistów, zbierających się raz do roku na konferencjach, które odbywają się w dzień powszedni w godzinach roboczych, przy zerowym zainteresowaniu mediów, posługiwanie się takimi i podobnymi im lukami w zbiorowej pamięci społeczeństwa jest dla polityków i dziennikarzy bardzo łatwe. Bywa, że nie zawsze jest to spowodowane złymi zamiarami – wszak oni też uczyli się w tych samych szkołach i chodzili do tych samych muzeów.

Szczególnie interesujące z tego punktu widzenia jest odmienne postrzeganie tych samych postaci historycznych. Bohaterowie z przeszłości stanowią często pryzmat, przez który pojedyncze jednostki i całe społeczeństwa postrzegają związane z nimi wydarzenia, a uzyskane wcześniej informacje wpływają na postrzeganie współczesności.

Napoleon Bonaparte

Napoleon Bonaparte stale plasuje się w rankingach najbardziej wpływowych postaci w historii. W jednym z nich[2]  imperator znalazł się nawet na drugim miejscu w hierarchii ważności – między Jezusem Chrystusem i Prorokiem Mahometem. Jednocześnie stosunek do osoby słynnego Francuza różni się w poszczególnych krajach.

I chociaż wszędzie jest on symbolem małego człowieka, który „sam siebie stworzył”, pokonując drogę od drobnego korsykańskiego szlachcica do władcy Europy – co nadal jest dla wielu natchnieniem – nawet w jego ojczyźnie pamięta się o mniej pozytywnych aspektach tej postaci. W swojej pracy[3] francuski historyk Gerard Siary z uniwersytetu w Montpellier zauważa, iż Francuzi podchodzą dziś do Napoleona dwojako, nawet ci, którzy tęsknią za czasami, w których Francja narzucała swoją wolę całemu światu. Dzieje się tak z powodu wciąż zmieniających się na przestrzeni dwóch wieków interpretacji osoby ich wielkiego przodka. W latach 1814-1830 rojaliści przedstawiali Napoleona światu jako tyrana, który prześladował kościół, przywrócił niewolnictwo w koloniach i utopił Europę we krwi. Następnie, w epoce Ludwika Filipa I, dokonuje się romantyczna sakralizacja Napoleona Bonaparte, jako męża stanu, który położył podwaliny pod wiele instytucji politycznych i ekonomicznych we Francji i wprowadził w krajach Europy pojęcie praw człowieka. W okresie III Republiki Francuskiej znowu wypominają imperatorowi powrót Francji do absolutyzmu, nazywają go „grabarzem Wielkiej Rewolucji Francuskiej”. Podczas I Wojny Światowej podobizna Napoleona nie schodzi z pierwszych stron gazet, eksponowana tam w celu zjednoczenia Francuzów. Natomiast po II Wojnie Światowej pochlebcy Charles’a de Gaulle’a porównywali go do wielkiego dowódcy. W rezultacie dziś mieszkańcy Francji są bardzo podzieleni w ocenie Bonapartego, podobnie jak tamtejsza prasa. Badanie, przeprowadzone w rocznicę koronacji imperatora w 2004 roku pokazało, że chociaż 49% Francuzów uważa go za wielkiego dowódcę[4], to jednocześnie 39% widzi w nim tyrana i awanturnika. Również 39% uważa go za dyktatora, który ze wszystkich sił próbował realizować przede wszystkim swoje cele; z kolei 37% badanych przypomina o milionach ofiar wojen napoleońskich[5]. Niektórzy porównują go nawet z Hitlerem.

W opinii Gerarda Siary o rosnącej obojętności w stosunku do osoby Napoleona mogą świadczyć coraz krótsze wzmianki o nim we francuskich podręcznikach. W książce autorstwa Catherine Dufour L’Histoire de France pour ceux qui n’aiment pas ça[6] poświęcono jego epoce zaledwie dwie strony, natomiast w Histoire de france[7] autor, Ernest Lavisse, poświęca bitwie pod Austerlitz dwie strony. Siary dochodzi do wniosku, że Napoleon budzi obecnie większe zainteresowanie za granicą, niż we Francji, a Rosja nie jest w tej kwestii wyjątkiem.

W ciągu ostatnich dziesięciu lat w kraju, który najbardziej ucierpiał przez tego geniusza zła, jakim był Napoleon (tylko w bitwie pod Borodino zginęło 40 tysięcy rosyjskich żołnierzy, a ogólne straty w tamtej wojnie sięgnęły 200 tysięcy), poświęcono mu dziesiątki sztuk teatralnych, książek, filmów i wystaw. Inwazja na Rosję z 1812 r. należy do pierwszej dziesiątki wydarzeń historycznych najbardziej interesujących się Rosjan. Sam Napoleon zalicza się wreszcie do trójki najbardziej znanych Francuzów wraz z Charles’em de Gaulle’m i Nicolasem Sarcozym[8]. Zachwyt nad imperatorem eksperci wyjaśniają tym, że odegrał on ważną rolę w wielu wydarzeniach związanych z samoidentyfikacją Rosjan i wyraża się w sformułowaniu „wielki wróg – wielkiemu narodowi”.

– Dla nas ważne jest, byśmy wierzyli, że Napoleon był wielkim dowódcą. Im większy był jego geniusz, tym bardziej znaczące było nasze zwycięstwo nad nim i tym wspanialej wyglądamy we własnych oczach. Czując dumę ze zwycięstwa nad Napoleonem, nasze dawne sukcesy i odczuwamy wspólnotę i jedność jako naród – wyjaśnia kierownik katedry socjologii politycznej Państwowego Rosyjskiego Uniwersytetu Humanistycznego (RGGU) w Moskwie, Natalia Wielikaja.

Takie właśnie uczucia dały w swoim czasie impuls ruchowi dekabrystów, którzy żądali zniesienia pańszczyzny i wprowadzenia konstytucji. Jednak nawet wielcy rosyjscy pisarze, po wielekroć przedstawiający Napoleona w negatywnym świetle, nie zwalczyli romantycznego postrzegania jego postaci – ani Tołstoj w Wojnie i pokoju, gdzie Francuz pokazany był jako człowiek „z grubymi udami i krótkimi nogami”, ani Dostojewski, karzący Rodiona Raskolnikowa za jego „kompleks napoleoński”, ani Puszkin, który w Eugeniuszu Onieginie stawiał następującą diagnozę:

Każdy chce błysnąć i w zapędzie

Pogardy gra Napoleona;

Drwiąc sobie z uczuć, chce z miliona

Dwunogów ślepe mieć narzędzie[9].

Według niektórych ekspertów inną przyczyną zachwytu Napoleonem jest właściwe Rosjanom uwielbienie silnych wodzów, będących personifikacją władzy, takich, którzy rozwiązują wszystkie problemy kraju „żelazną ręką”. I właśnie cechami narodowymi i właściwym im normom kulturowym tłumaczy się różne postrzeganie dawnych bohaterów w różnych krajach, w tym przypadku różne zbiorowe postrzeganie postaci Napoleona –  Francuzi uważają, że zwyciężyli w bitwie pod Borodino, Rosjanie twierdzą natomiast, że bitwa nie została rozstrzygnięta, lecz przyczyniła się potem do porażki Napoleońskiej armii. Anglicy stoją zaś na stanowisku, że kluczowa w zwycięstwie nad Bonapartem nie była bitwa pod Borodino, a pod Waterloo.

Józef Stalin

Innym niemniej słynnym dyktatorem, powodującym poważne nieporozumienia pomiędzy Zachodem i Rosją był Józef Stalin.

W krajach Europy negatywny stosunek do jego osoby ma długą tradycję, wywodzącą się z końca lat 20-ych ubiegłego stulecia. Stalinowski reżim przerażał już wtedy terrorem na nieznaną dotąd skalę: krwawą kolektywizacją, rozstrzeliwaniem przeciwników politycznych, a w przeddzień wojny – sposobem dowodzenia Armią Czerwoną. W cieniu represji pozytywne aspekty okresu władzy Stalina traciły na znaczeniu – likwidacja analfabetyzmu, rozwój ruchu stachanowskiego, budowa Dnieprowskiej Elektrowni Wodnej w Zaporożu. Nieprzypadkowo europejscy liderzy mieli cichą nadzieję na wzajemne wojenne wyniszczenie się Stalinowskiej Rosji i Hitlerowskich Niemiec, a amerykański politolog Zbigniew Brzeziński wprost zrównywał Stalina z Hitlerem.

Również sztuka nie pozostawała w tyle, jeśli chodzi o negatywny stosunek do Stalina. George Orwell w powieści Folwark zwierzęcy sportretował Stalina jako świnię o imieniu Napoleon. Świnia ta wprowadziła w powieści totalitarną dyktaturę.

W zagranicznych podręcznikach słynny Gruzin ukazywany jest wyłącznie w negatywnym świetle: „Rosyjski rewolucjonista, który walczył przeciwko carowi Mikołajowi I, a następnie został dyktatorem Związku Radzieckiego. Nazwał się Stalinem, od rosyjskiego słowa oznaczającego „stal”. Bezlitosny człowiek, który najpierw próbował zawrzeć pakt z Hitlerem, a potem przyłączył się do aliantów, gdy Hitler napadł na Związek Radziecki”. Tylko kilka zdań, które bez zbędnych objaśnień opisują „to, co najważniejsze” w podręczniku dla amerykańskich jedenastolatków Everything You Need To Know About American History[10] autorstwa Anne Zeman i Kate Kelly[11].

Z drugiej strony osoba Józefa Stalina zawsze pojawia się w rankingach najpopularniejszych postaci w rosyjskiej historii. O ile w okresie pierestrojki większość, na fali romantycznych mrzonek o wolności i zmianach, odnosiła się do niego negatywnie, o tyle dziś 39% tych, którzy przeżyli chaos lat 90-ych ubiegłego wieku ocenia postać generalissimusa pozytywnie, a wśród uczuć, jakimi jest darzony, dominuje szacunek[12]. W odróżnieniu od Zachodu w Rosji dość szeroko rozpowszechnione jest przekonanie, że Stalin, który zjednoczył naród w walce z faszyzmem był głównym autorem zwycięstwa nad Hitlerem. Wielu jednak zbyt szybko zapomniało, że wódz, którego informowano o zbliżającej się napaści ze strony Niemiec nie zrobił nic, żeby zapobiec nieprzeliczonym ofiarom w 1941 roku. 45% ankietowanych usprawiedliwia represje nadrzędnymi celami[13].

Biorąc pod uwagę powyższe, na fali modnej dziś formy patriotyzmu, który wyraża się w poszukiwaniu „wielkości”, przy którym jakakolwiek próba pociągnięcia władzy do odpowiedzialności za jej czyny uznawana jest za zdradę, w wielu miastach Rosji pojawiają się pomniki wodza jako wzoru wielkiego państwowca, który umocnił potęgę swojego kraju, oraz jako potwierdzenie powszechnego w społeczeństwie przekonania o wyższości interesów kraju nad interesami jego mieszkańców. Stalinowskie lata postrzegane są przez dużą część społeczeństwa jako okres modernizacji i porządku i przeciwstawiane dzisiejszemu korupcyjnemu rozpasaniu i społecznemu niedostatkowi.

Wydaje się, że i tym razem podręczniki historii zagrały w takim postrzeganiu radzieckiego lidera jedną z pierwszych ról. W rzeczy samej – ciekawe zjawisko zauważyli w książce 60-e. Mir sovietskogo czełowieka[14] Piotr Weil i Aleksandr Genis: chociaż w czasie Chruszczowowskiej odwilży władze dążyły do wyeliminowania kultu jednostki, uczniowie nadal uczyli się ze starych podręczników. Nawet po upadku Związku Radzieckiego materiały naukowe z lekkimi kosmetycznymi zmianami były głównymi pomocami naukowymi – np. Istorija oteczestwa[15] Borysa Rybakowa[16] leżała na szkolnych ławkach od lat 70-ych dwudziestego stulecia do początku drugiej dekady obecnego, z lekko zmodyfikowanym tytułem.

Również autorzy bardziej współczesnych podręczników pisanych współcześnie nie zawsze bronią za wszelką cenę obiektywnego spojrzenia na historię. W 2009 roku wybuchł skandal wobec wydanego przez szanowane wydawnictwo „Proswieszczenije” podręcznika dla 11 klasy Istorija Rossii. 1900-1945[17]autorstwa Aleksandra Filippowa i towarzyszącej mu książki pomocniczej dla nauczycieli.

– Nie można pisać podręczników, które przepełniają dzieci strachem i wstrętem do przeszłości własnego narodu. Ogólnie pozytywny ton w nauczaniu historii będzie pobudzać w dorastającym pokoleniu optymizm i pewność siebie[18] – powiedział wówczas Filippow w jednym z wywiadów.

A o to, w czym wyrażał się ten „pozytywny ton”: Stalinowskie masowe represje były, jak się okazuje, w pełni pragmatyczną metodą zarządzania w celu unowocześnienia kraju i zachowania stabilności (o ile pierwsze z tych słów było głównym w prezydenckim słowniku Dmitrija Miedwiediewa, o tyle drugie do tej pory stanowi siłę napędową Władimira Putina). Co więcej, Filippow mówi tylko o 786 tysiącach skazanych na śmierć. Ani całe deportowane narody, ani ci, których zesłano do łagrów na śmierć do represjonowanych się nie zaliczają. Industrializacja omówiona jest na 83 stronach, wielki głód lat 30-ych w jednym akapicie. Przedwojenne „konszachty” Stalina z Hitlerem autor przemilcza. W podręczniku nie ma też ani słowa o Katyniu.

– O samych wydarzeniach, które miały miejsce w lesie katyńskim mówi się w oficjalnej narracji w taki oto sposób: podczas wyzwoleńczego marszu Armii Czerwonej (znów te Stalinowskie sztampy – kogo i z czyich rąk wyzwalała Armia Czerwona w 1939 roku?) wzięto do niewoli dużą ilość polskich żołnierzy (a byli tam przecież nie tylko żołnierze, był tam kwiat polskiego narodu, polskiej inteligencji), których rozstrzelano zgodnie z wyrokiem sądu (nie było przecież żadnego sądu, była decyzja Biura Politycznego, pod którą podpisali się Stalin, Woroszyłow i wielu innych). Następnie wyjaśnia się, że był to sprawiedliwy odwet za bestialskie zamordowanie przez Polaków prawie 60 tysięcy żołnierzy Armii Czerwonej, wziętych do niewoli podczas wojny polsko-radzieckiej w latach 1919-1920. To jest kłamstwo! Rzeczywiście w polskiej niewoli zginęło sporo krasnoarmiejców, którzy umierali z powodu chorób, głodu i fatalnych warunków, w których byli przetrzymywani., czasem dobijali ich polscy chłopi, wściekli na to, że ci żołnierze w ogóle znaleźli się na polskiej ziemi – przecież nikt ich do Warszawy nie zapraszał. Nie było postanowienia o ich rozstrzelaniu, jak u nas. Wszystko to jest straszne i smutne, lecz w żaden sposób nie wolno stawiać tych wydarzeń w jednym szeregu – pisze historyk Irina Karacuba[19].

Inny przykład – Istorija Rossii 1917-2009[20], podręcznik napisany przez profesorów katedry historii ojczystej XX-XXI wieków Wydziału Historii Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego (MGU) Aleksandra Wdowina i Aleksandra Barsienkowa, zalecany jako pomoc dla studentów. Pisząc o Stalinie, autorzy cytują pewną wypowiedź, którą przypisują premierowi Wielkiej Brytanii Winstonowi Churchillowi: „Stalin był postacią wybitną, imponującą jak na tamte okrutne czasy… Był największym, nie mającym sobie równych dyktatorem. Zastał Rosję z sochą, a zostawił z bronią atomową”. Mała poprawka: brytyjski polityk nigdy tego nie powiedział. Są to słowa pewnego brytyjskiego historyka. Człowieka bez porównania innego formatu. Co za tym idzie, inny wpływ na dziecięce umysły miała jego wypowiedź.

Niewielką pociechą jest fakt, że Komisja Izby Społecznej do Spraw Stosunków Narodowościowych i Wolności Sumienia[21] nalegała na usunięcie tego podręcznika z procesu nauczania. Ale nie z półek w księgarniach.

– Takie podręczniki będą dopuszczalne w Rosji dopóty, dopóki zbrodnie Lenina i Stalina nie zostaną prawnie osądzone – z żalem stwierdza zastępca dyrektora Instytutu Historii Rosyjskiej w Rosyjskiej Akademii Nauk, Władimir Ławrow[22].

Michaił Gorbaczow

Zupełnie inaczej rzecz się ma z innym radzieckim liderem – Michaiłem Gorbaczowem. Na Zachodzie dominuje całkiem romantyczne postrzeganie pierwszego prezydenta ZSRR. Uważany jest za bohatera, który przyczynił się do upadku Muru Berlińskiego i końca zimnej wojny, oraz do tego, że ludzie w Związku Radzieckim otrzymali długo wyczekiwaną wolność. Został uhonorowany pokojową Nagrodą Nobla.

Jednak wśród Rosjan działalność Gorbaczowa ocenia pozytywnie jedynie 12% społeczeństwa. Badanie przeprowadzone w 2016 roku przez Wszechrosyjskie Centrum Badania Opinii Publicznej[23] pokazało, że niemal połowa mieszkańców Rosji (47%) uważa, że „nie zrobił nic dobrego dla kraju”, a jeśli nawet troszczył się o jego dobro, to był marnym strategiem i popełnił szereg poważnych błędów (46%). O ile w 2010 roku odsetek osób twierdzących, że Gorbaczow jest „zbrodniarzem, który świadomie doprowadził do upadku wielkie mocarstwo” wynosił 16%, o tyle sześć lat później już 24%. Konkretnie zarzuca mu się bezczynność przy podpisywaniu Porozumień Białowieskich (nawiasem mówiąc, podpisujący je Borys Jelcyn, pierwszy prezydent Federacji Rosyjskiej nie zostaje w tyle, jeśli chodzi o negatywny stosunek rodaków do jego osoby – około 66% Rosjan uważa, że zrobił on dla kraju „więcej złego”[24]). Do negatywnych następstw działalności Gorbaczowa zalicza się zapaść państwa w wielu dziedzinach – w pierwszej kolejności gospodarki i armii (10%), rozpoczęcie pierestrojki (5%) i kampanię antyalkoholową (5%). W opinii większości Gorbaczow nie zakończył zimnej wojny, a lekką ręką ją przegrał. Z nieszczęsnego daru wolności potrafiły skorzystać nieliczne jednostki, w głównej mierze ze skłonnościami przestępczymi. Epoka Gorbaczowa kojarzy się z chaosem w kraju i utratą wszelkich punktów odniesienia: wczorajsi szemrani przedsiębiorcy, którzy „rozkradli wspólny radziecki majątek” nagle okazali się bohaterami naszych czasów, podczas gdy wynagrodzenia lekarzy, nauczycieli i uczonych sięgnęły dna, a bycie wojskowym stało się hańbą. Gorbaczowowi zarzuca się wreszcie to, że pozbawił pełnomocnictw aparat partyjny, ale nie potrafił stworzyć innego efektywnego modelu zarządzania państwem. Dobrą ilustracją oceny wystawionej mu przez rodaków, był jego wynik w wyborach na stanowisko prezydenta Rosji w 1996 roku, kiedy zagłosowało na niego zaledwie 2% wyborców.

– Poczucie żalu z powodu rozpadu ZSRR i przeżytych trudności, które w masowej świadomości wiążą się z Michaiłem Gorbaczowem, nie zmniejsza się – wyjaśnia kierownik projektów badawczych Wszechrosyjskiego Centrum Badania Opinii Publicznej Michaił Mamonow[25].- Przyczyn takiego stanu rzeczy jest kilka. Po pierwsze – skrajnie emocjonalne postrzeganie przełomu lat 80-ych i 90-ych ubiegłego stulecia, gdy kraj wpadł w wir ogromnych zmian. Po drugie – dzisiejsza niełatwa sytuacja gospodarcza w Rosji wyostrza postrzeganie problemów ekonomicznych, które miały miejsce 25 lat temu.

W rezultacie w 2014 roku pięcioro deputowanych Dumy Państwowej z trzech różnych partii (Jedna Rosja, KPRF, LDPR) wystąpiło z inicjatywą pociągnięcia Gorbaczowa do odpowiedzialności karnej.

– Żeby ocenić instytucje dzisiejszej władzy niezbędna jest pełna i wiarygodna analiza wydarzeń z 1991 roku. Należy wziąć pod uwagę również świadomą likwidację organów władzy i fałszowanie dokumentów referendum. Da nam to możliwość zrozumienia dzisiejszej polityki piątej kolumny i jej technologii, które, nawiasem mówiąc, niewiele się zmieniły – powiedział wówczas jeden z inicjatorów pociągnięcia Gorbaczowa do odpowiedzialności, Jewgienij Fiodorow z Jednej Rosji[26].

Fidel Castro

Również kubański lider, Fidel Castro postrzegany jest różnorako. Do tej pory obwinia się Gorbaczowa za zdradę wobec niego, jak i wobec innych sojuszników Moskwy. Główne skojarzenia, jakie nasuwają się moim rodakom odnośnie słynnego rewolucjonisty to wolność, romantyzm, walka. Właśnie takie słowa słychać było z ust rosyjskich polityków w związku ze śmiercią kubańskiego przywódcy w listopadzie ubiegłego roku.

– Zbudowana przez niego i jego towarzyszy broni wolna i niezależna Kuba stała się znaczącym członkiem wspólnoty międzynarodowej i impulsem dla wielu krajów i narodów. Fidel Castro był szczerym i wypróbowanym przyjacielem Rosji – mówił Władimir Putin[27].

– Imię wielkiego comandante Fidela Castro stało się symbolem walki o wolność i niezależność. Zyskał sobie szczere uwielbienie swojego narodu, poświęcił całe życie pełnej poświęceń służbie dla ojczyzny – wtórowała prezydentowi przewodnicząca Rady Federacji Walentina Mawijenko[28].

Jednocześnie oficjalne oświadczenia zachodnich liderów pełne były optymizmu i Schadenfreude:

– W dniu dzisiejszym cały świat mówi o śmierci okrutnego dyktatora, który dławił własny naród prawie sześćdziesiąt lat… Podczas gdy Kuba pozostaje redutą totalitaryzmu, mam nadzieję, że dzisiejszy dzień będzie stanowił cezurę pomiędzy okropieństwami, jakie wspaniały naród kubański cierpiał tak długo, a przyszłością, w której otrzyma on wreszcie upragnioną, zasłużoną wolność… Tragedie, śmierć i cierpienia, spowodowane przez Fidela Castro, nie mogą pójść w zapomnienie. Nasza administracja zrobi wszystko, żeby naród kubański rozpoczął nareszcie marsz ku dobrobytowi i wolności – słowa nowo wybranego prezydenta USA Donalda Trumpa najbardziej wyraziście prezentują wspomniane stanowisko.

Z drugiej strony kanadyjski premier Justin Trudeau, który śmiał określić Fidela Castro mianem „wybitnego lidera” poddany został niebywałej krytyce[29].

Przyczyna leży w niewiedzy. W Rosji i krajach zachodnich na przestrzeni dziesięcioleci kształtowany był krańcowo różny wizerunek rewolucjonisty. Nawet po zakończeniu zimnej wojny i otwarciu wielu archiwów ukształtowane przekonania bardzo trudno jest zwalczyć. Tym bardziej, że nikt się tym nie zajmował: każdy ma wystarczająco dużo własnych problemów, by tracić jeszcze czas na starca, który nie rządził krajem już od niemal dziesięciu lat. Jego śmierć jeszcze raz podkreśliła te różnice.

Kubański rum, cygara i porywające rytmy- wszystko to napłynęło do Związku Radzieckiego wraz z nawiązaniem przyjacielskich stosunków Moskwy i Hawany. To był powiew wolności. W 1960 roku hitem, rozbrzmiewającym w całym kraju, była piosenka Kuba- liubow moja[30], skomponowana przez Aleksandrę Pachmutową do słów poety Nikołaja Dobronrawowa. Zamiast etiud gimnastycznych pionierzy uczyli się żywiołowych kubańskich tańców. Później również akcent na to akurat oblicze osobowości comandante był kładziony w wielu filmach i książkach dokumentalnych: antyimperialista i żołnierz, który walczył z dyktaturą wojskową Fulgencio Batisty i wywalczył niepodległość dla rodzinnego kraju, uwolniwszy ją spod amerykańskich wpływów. W rzeczy samej, na skutek wojny amerykańsko-hiszpańskiej w 1898 roku Kuba stała się faktycznym protektoratem Stanów Zjednoczonych, które kontrolowały główne gałęzie jej gospodarki i przekształciły wyspę w raj dla amerykańskiej mafii. Przyjeżdżali tu turyści w poszukiwaniu taniej miłości i hazardu. Totalna korupcja i bezprawie w stosunku do własnych obywateli w wykonaniu Batisty sprawiły, że rewolucja była nieunikniona. A przewodzić jej miał czelność Castro. Waszyngton nie chciał dopuścić do pojawienia się pierwszego państwa socjalistycznego na zachodniej półkuli, ani też tracić swoich zysków, dlatego też przeprowadzał kolejne zamachy na nowego lidera i przewroty państwowe, np. znaną operację w Zatoce Świń; w końcu wprowadził gospodarcze embargo wobec Kuby. W konsekwencji Hawana zacieśniła stosunki z ZSRR. Rozmieszczenie rakiet jądrowych i kryzys kubański, który nastąpił po tym fakcie nie jest przez Rosjan postrzegany jako wynik nieprzemyślanych działań trzech stron, lecz jako rezultat imperialistycznych zapędów USA. A biedy, panującej w kraju nie tłumaczy się fatalnymi następstwami polityki rewolucjonisty Castro, ale dumą mieszkańców Kuby, gotowych pogodzić się z trudnościami w imię idei (nasuwa się tu analogia z poglądami wielu Rosjan odnośnie zachodnich sankcji).

Ciemna strona kubańskiego lidera często niestety pozostaje niezauważana. Na zachodzie natomiast autorzy filmów dokumentalnych i podręczników historii uwypuklają jego zbrodnie w okresie Zimnej Wojny, zapominając o pierwszych krokach. Wszak po dojściu do władzy w 1959 roku Castro zniósł konstytucję oraz wybory i przystąpił do nacjonalizacji. Dość szybko rozpoczął represje wobec przeciwników politycznych, często bez postępowania sądowego. Według niektórych źródeł już w pierwszych latach jego reżimu poddanych prześladowaniom zostało 17 tysięcy osób. W 1965 roku Fidel sam mówił o 20 tysiącach więźniów politycznych, przetrzymywanych w ciężkich obozach pracy. Jednocześnie nie potrafił stworzyć efektywnego systemu gospodarczego, do lat 90-ych XX stulecia Kuba była na utrzymaniu ZSRR. Konsekwencją tego były (po rozpadzie wielkiego sojusznika) bieda i głód na niespotykaną skalę, a z kraju wyjechało nielegalnie, bez wymaganej wizy wyjazdowej, około 1,2 mln ludzi.

Pogodzić oba spojrzenia na Fidela Castro będzie niełatwo zapewne również po jego śmierci. Wydaje się, że najlepiej dwoistość el comandante, właściwą zresztą każdemu człowiekowi, najlepiej wyraził francuski prezydent Francois Hollande, mówiąc o zmarłym, że „symbolizował kubańską rewolucję, nadzieje, które stworzyła oraz rozczarowania, których dostarczyła”[31]. Człowiek ten, jako jeden z niewielu potrafił wpłynąć na historię, i choćby dlatego satysfakcja na wieść o jego śmierci wygląda jak zawiść z niewiedzy i niemożności zdobycia się na to, czego być może w sposób nieudany, ale próbował dokonać.

Aleksandr Sołżenicyn

Przejawiające się w różnych interpretacjach i różnym postrzeganiu przeżytki zimnej wojny nie dotyczą wyłącznie polityków. Wielu popularnych za granicą pisarzy radzieckich i poetów dysydentów nie cieszy się powszechnym uznaniem w dzisiejszej Rosji. Niektórzy upatrują nawet ideologicznego podłoża przy przyznawaniu Nagrody Nobla. I rzeczywiście – spośród pięciu Rosjan – laureatów nagrody w dziedzinie literatury, czterech pozostawało w konflikcie z władzą radziecką. Iwan Bunin i Josif Brodski byli emigrantami. Borys Pasternak, choć odmówił przyjęcia nagrody z powodu nagonki w ojczyźnie, po raz pierwszy opublikował Doktora Żywago we Włoszech. W celach antykomunistycznej propagandy książkę próbowały wykorzystać także zachodnie wywiady – w 1958 roku wydanie powieści w Holandii, Wielkiej Brytanii i USA, jak również jej bezpłatne rozdawanie turystom radzieckim na Wystawie Światowej w Brukseli (EXPO) w tym samym roku oraz na festiwalu młodzieży i studentów w Wiedniu organizowała CIA, natomiast pod koniec lat 50-ych ubiegłego stulecia brytyjskie MSZ finansowało wydanie powieści w języku farsi. I wreszcie, Aleksandr Sołżenicyn był dysydentem, który porzucił, choćby i niedobrowolnie, swoją ojczyznę. Jego przykład w sposób najbardziej jaskrawy pokazuje istniejące różnice w postrzeganiu poszczególnych postaci, w tym twórców, w Federacji Rosyjskiej i poza jej granicami.

Dla Zachodu Sołżenicyn jest jednym z symboli Rosyjskiej Emigracji XX wieku. Założony przez niego niemal dwadzieścia lat temu Dom Rosyjskiej Emigracji nieustannie organizuje konferencje i wystawy[32].  Sołżenicyn ma ulice swojego imienia w miastach Francji i Włoch. Na początku lat dwutysięcznych otrzymał nagrody i odznaczenia w Bułgarii i Serbii.

Ma Sołżenicyn także swoją ulicę i w Moskwie. Oczywiście pozostaje autorem wielkiej książki Archipelag GUŁag. Do obowiązkowych lektur szkolnych należy Jeden dzień Iwana Denisowicza. Rosjanie doceniają, podobnie jak mieszkańcy Zachodu, ważną rolę, jaką odegrał Sołżenicyn w pojmowaniu przez nich zbrodni reżimu, był symbolem przeciwstawiania się człowieka machinie państwowej, budził pamięć historyczną, wzywał do „życia bez kłamstwa”.

Jednocześnie wielu moich rodaków oskarża pisarza o nieszczerość i nawet autokreację. Wiele osób twierdzi, że Archipelag GUŁag, choć piękny literacko, jest zbiorem plotek i zmyślonych historii, którego celem jest negowanie państwowości rosyjskiej. Zarzucano także Sołżenicynowi wykorzystywanie jako źródeł informacji propagandowych materiałów Wehrmachtu.

Działalność Sołżenicyna to kombinatorstwo, nakierowane wyłącznie na sukces osobisty ze wszystkimi prowokacyjnymi rekwizytami właściwymi tego typu przedsięwzięciom – twierdził autor cyklu opowiadań o życiu w sowieckich łagrach Warłam Szałamow.

W zasadzie trudno jest uznawać za bohatera człowieka, który, jak twierdzą niektóre źródła, był w łagrze donosicielem. Sam zresztą pisze o tym w Archipelagu GUŁag. Z jego donosem związane jest rozstrzelanie rzekomo szykujących się do ucieczki więźniów z obozu Piesczanyj w pobliżu Karagandy w 1952 roku.

Nie mogą wybaczyć Sołżenicynowi także tego, że gdy opuścił ojczyznę, wzywał zza granicy cudzoziemców do walki z ZSRR. Ciężko się tu dopatrywać wyłącznie walki ze stalinizmem i przejawów patriotyzmu. Tym bardziej trudno dostrzec patriotyzm i humanitaryzm u człowieka, który usprawiedliwiał współpracę z Niemcami wziętych do niewoli żołnierzy radzieckich podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, oraz popierał inne nieludzkie reżimy – Pinocheta, Franco itd.

Poglądy autora Archipelagu GUŁag miały ponadto zbyt nacjonalistyczny charakter.

I wreszcie – jego powrót do ojczyzny w 1994 roku nie spotkał się z entuzjazmem, jakiego można było oczekiwać. Opłacony z zagranicy pociąg z Władywostoku do Moskwy, oczekiwanie na filmowe sceny wiwatujących na stacjach tłumów, zdjęcia BBC – czy był to powrót bezinteresownego poszukiwacza prawdy, czy gwiazdy show-biznesu? W kraju panował chaos – rozpad ZSRR, jeszcze nie umilkło echo strzałów pod Białym Domem, ludzie nie mieli pieniędzy na zakup towarów po uwolnionych cenach… Któż w takich warunkach przykłada wagę do słów człowieka, który od dwudziestu lat mieszka w spokojnym, stabilnym amerykańskim Vermoncie i zwyczajnie nie jest w stanie zrozumieć rzeczywistości, w której znaleźli się jego rodacy. Oni zaś, z głodnymi żołądkami i pustymi kieszeniami nie mogli zrozumieć jego filozofii.

Putin, Trump i inni

Przez pryzmat interpretacji wizerunków z przeszłości łatwiej jest, choć towarzyszy temu większy niepokój, obserwować kreowanie wizerunku współczesności w prasie, telewizji i książkach. Czy Aleksiej Nawalny walczy z korupcją, czy też jest nacjonalistą, który w celu walki o władzę zmonopolizował główny „trend” polityczny? Czy Barack Obama jest zasłużonym laureatem pokojowej Nagrody Nobla, czy też prezydentem, za którego kadencji USA nie tylko nie wyprowadziły wojsk z Afganistanu, ale wplątały się w nowe konflikty w Libii, Syrii i Iraku? Czy Donald Trump jest rasistą i mizoginem, który zabrania wjazdu do Stanów Zjednoczonych obywatelom szeregu muzułmańskich państw, czy przywódcą prowadzącym samodzielną politykę, niezależną od uprzedzeń odziedziczonych z czasów Zimnej Wojny? I w końcu – Władimir Putin. Czy jest dyktatorem, który sadza w więzieniu członkinie Pussy Riot i wywołuje wojnę w środku Europy, czy też człowiekiem, który „zbiera ziemie rosyjskie”? Przywódcą, który przywrócił Rosjanom nie tylko Krym, ale też szacunek do samych siebie?

Nie wiadomo na razie, co będzie się o bohaterach naszych czasów pisać w przyszłych podręcznikach i czy kontynuowane będą tradycje narodowe, obecne w dzisiejszych pomocach naukowych. W tym świetle, jak zawsze, najbardziej aktualnie brzmią słowa klasyków: „Błąd nie przestaje być błędem przez to, że większość go podziela”, pisał Lew Tołstoj. A więc – błądzić czy nie – niech każdy niech sam podejmie decyzję.

Maria Gorkowskaja

Przełożył Sebastian Markiewicz

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

 

[1]   W tekście oryginalnym jest: ma zdominować, tekst pisany był przed wspomnianą konferencją (przyp. Tłumacza)

[2] http://www.thelocal.fr/20131216/napoleon-second-most-important-person-in-history

[3] http://cyberleninka.ru/article/n/obraz-napoleona-vo-frantsii

[4] http://cyberleninka.tu/article/n/obraz-napoleona-vo-frantsii

[5] http://pasiion-histoire.net/viewtopic.php?f=55&t=5048&start=105

[6]  Historia Francji dla tych, którzy historii nie lubią (przyp. tłumacza)

[7]  Historia Francji (przyp.tłumacza)

[8] http://bd.forum.ru/report/cat/count_France/of012305

[9] Fragment Eugeniusza Oniegina w tłumaczeniu Adama Ważyka.

[10] Wszystko, co musisz wiedzieć o historii Ameryki (przyp. tłumacza)

[11] http://vz.ru/world/2015/5/8/744016.html

[12] http://www.levada.ru/15-04-2015/ukraina-snimaet-lenina-rossiya-slavit-stalina

[13] http://www.levada.ru/31-03-2015/stalin-i-ego-rol-v-istorii-strany

[14] Lata sześćdziesiąte. Świat człowieka radzieckiego [przyp. Tłumacza]

[15] Historia ojczyzny [przyp. Tłumacza]

[16] Współautorem podręcznika był Aleksandr Prieobrażeński [przyp. Tłumacza]

[17] Historia Rosji. 1900-1945 [przyp. tłumacza]

[18] http://www.inopressa.ru/article/01Dec2009/times/history.html

[19] https://openuni.io/course/5-course-4/lesson/17/material/537

[20] Historia Rosji 1917-2009 [przyp. Tłumacza]

[21] Część struktury o nazwie Izba Społeczna Federacji Rosyjskiej [przyp. tłumacza]

[22] https://ria.ru/analytics/20100908/273522924.html

[23] https://newdaynews.ru/society/559467.html

[24] https://ria.ru/society/20130508/936537175.html

[25] https://wciom.ru/index.php?id=236&uid=115603

[26] http://izviestia.ru/news/568959

[27] http://www.golos-ameriki.ru/a/castro-obit/3612612.html

[28]] http://tass.ru/politika/3816526

[29] http://www.interfax.ru/world/538778

[30] Kuba, moja miłość [przyp. tłumacza]

[31] https://ren.tv/novosti/2016-11-26-olland-vyrazil-soboleznovaniya-v-svyazi-so-smertyu-fidelya-kastro?page=1

[32] http://www.bfrz.ru/?mod=afisha

 

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWielokulturowość na przykładzie Kanady. Ubóstwienie Obcego
Następny artykułO Ireneuszu Jabłońskim, Januszu Korwin-Mikkem i innych osobach
Maria Gorkowskaja (Мария Горковская) - dziennikarka- freelancerka, publikuje w rosyjskich i zachodnich mediach. Wcześniej korespondentka działu międzynarodowego dziennika „Izwiestia”. Z wykształcenia prawnik, absolwentka Université Panthéon-Assas w zakresie prawa międzynarodowego, zajmuje się współczesną polityką zagraniczną Federacji Rosyjskiej, zwłaszcza wobec Europy oraz krajów byłego Związku Radzieckiego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here