„Problem Niemiec” powraca

0

Faworyt francuskich wyborów prezydenckich Emmanuel Macron oznajmił, że „nie można dłużej akceptować” nadwyżki eksportowej Niemiec. Domaga się od Unii Europejskiej, by jej przeciwdziałała, a w optyce średnioterminowej oczekuje „harmonizacji polityki gospodarczej, finansowej i społecznej”. Jego konkurentka Marine Le Pen zapowiada Frexit i powrót do franka. Nie kryje też, że potęgę Niemiec uważa za zasadniczą przeszkodę w odtworzeniu „grandeur” (wielkości) Francji. On jest z lewicy, ona z prawicy, on z kręgów establishmentu, ona z szeregów fundamentalnej opozycji, on chce skorzystać z dźwigni, jakie daje Unia, ona chce, żeby Francja poszła „własną drogą” narodową. Ale różnice te nie mają znaczenia, bowiem obie strony zgadzają się, że powraca „problem Niemiec”: być może nie w postaci Czwartej Rzeszy, ale jednak politycznego centrum grawitacji, którego przyciąganiu prędzej czy później ulegnie każdy kraj europejski.

Jedną z zasad francuskiej racji stanu jest stawić temu opór. I obojętne, kto wprowadzi się do Pałacu Elizejskiego, śmiało może w tej kwestii liczyć na poparcie innych krajów członkowskich. W podobnym jak Macron tonie uskarżał się ostatnio szef rządu włoskiego: zapowiedział, że chce rewizji traktatów, uwspólnotowienia długów i ratunkowej daniny od Niemców, aby sfinansować notoryczną niegospodarność swego kraju. Pamiętamy też, z jaką krytyką ze strony Polski spotkało się poparcie przez Niemcy nielubianego rodaka, Tuska, i ostre głosy o „arogancji” Berlina, które dało się wówczas słyszeć. Wprawdzie nikt nie podnosi jeszcze dawnych żądań reparacyjnych, jak to było w ostrej fazie kryzysu greckiego, kiedy polityków niemieckich pokazywano z wyciągniętym ramieniem i gębą Hitlera, a na zacnych barwach czarno-czerwono-złotych rysowano swastykę, ale niewiele już brakuje.

W każdym razie nie trzeba być prorokiem, żeby przewidywać możliwość dalszej eskalacji tego procesu. Jego przyczyny tkwią głęboko. Tylko pozornie wiążą się z aktualnymi danymi gospodarczymi. Bowiem różnica poziomów między Niemcami a pozostałymi krajami UE ma przyczyny strukturalne i nadal będzie się utrzymywać – tak samo jak niezdolność do reform w krajach takich jak Francja czy Włochy, i tak samo jak determinacja niemieckiej klasy politycznej, żeby nie przyjmować tego wszystkiego do wiadomości, a obywatelom Niemiec przedstawiać stan rzeczy tak, żeby nie stracili wiary w „Europę”.

Podejmowane w tym celu wysiłki naszych polityków wydają się jednak coraz bardziej desperackie, bo trudno dłużej ukrywać to, co od lat pięćdziesiątych było milczącym założeniem „jednoczenia się”, integracji Zachodu i utrzymania osi Paryż-Bonn czy Paryż-Berlin: Niemcy płacą, kładą uszy po sobie i siedzą cicho. Gotowość do akceptacji ciągłych ustępstw i dyskryminowania Niemiec może i była przez pewien czas mądra, dodatkowo nałożyły się na nią konsekwencje trwałego osłabienia naszej świadomości narodowej, ale przyczyną tej gotowości był ostatecznie i jest nadal autostereotyp Niemców ukształtowany w okresie powojennym. Cechuje go usilne dążenie, by pokazać, że jesteśmy przykładnie moralni i „wyciągnęliśmy wnioski z lekcji historii”. A nauczyliśmy się nie tylko tego, że „nuda jest lepsza niż faszyzm” (Habermas), ale i tego, że (jakoby) przeminęła epoka narodów, suwerenności i „sacro egoismo” – „świętego egoizmu” – państw.

Ale we wnioskach z tej lekcji coś się nie zgadza. Jest ona bowiem tylko fragmentem stale wpajanego nam programu polityczno-pedagogicznego, o którym nikt nie wie, czy podyktowały go głupota czy perfidia, i w którego prawomocność wierzy się tylko u nas. Dlatego w Atenach, Warszawie, Rzymie, Paryżu i prawdopodobnie na całej kuli ziemskiej Niemców, którzy roztaczają wizję Europy, jej jedności, jej przyszłości, uważa się – do wyboru – albo za durniów, albo za inspiratorów szczególnie podstępnego spisku. W Berlinie tymczasem klasa polityczna załamuje ręce, że „nikt jeszcze nie zaszedł tak daleko jak my”. Tyle że w tym akurat przypadku faktycznie i bezwzględnie lepiej byłoby wziąć przykład z innych i zrozumieć, że w niektórych dziedzinach, szczególnie w sferze polityki, nie dokonuje się postęp, ponieważ nie pozwala na to natura rzeczy. August Ludwig von Rochau (1810-1873), jako realista postać wyjątkowa wśród niemieckich ideologów polityki, wyraził to, co mam na myśli, w formule: „życiem państwa rządzi prawo siły tak, jak prawo ciążenia rządzi ciałami fizycznymi”.

Karlheinz Weißmann

Przeł. Jacek Dąbrowski

Źródło: https://jungefreiheit.de/debatte/kommentar/2017/die-wiederkehr-des-deutschen-problems/

Jeśli spodobał ci się ten artykuł podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku i Twitterze! Wesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPolska – kraj fanatycznych rusofobów. Dlaczego Moskwa prowokuje Warszawę i sabotuje próby dialogu?
Następny artykułObyczaje polityczne
Karlheinz Weißmann studiował teologię ewangelicką, pedagogikę i historię na Uniwersytecie im. Georga Augusta w Getyndze i Uniwersytecie Technicznym w Brunszwiku. Doktorat uzyskał w 1989 r. na seminarium historycznym Klausa Ericha Pollmanna na UT w Brunszwiku rozprawą „Rozwój politycznej symboliki niemieckiej prawicy”. Od 1984 r. pracuje jako nauczyciel religii ewangelickiej i historii w Gymnasium Corvinianum w Northeim w południowej Dolnej Saksonii. Jest członkiem Stowarzyszenia Filologów Dolnej Saksonii. Od wielu lat publikuje w tygodniku „Junge Freiheit”. W wydawnictwie Antaios jest współredaktorem serii „Perspektywy”. W 2000 r. wraz z Götzem Kubitschkiem założył Institut für Staatspolitik (Instytut Polityki Państwowej), którego kierownikiem naukowym był do kwietnia 2014 r. Do 2014 r. był współwydawcą, a od 2003 do 2012 r. redaktorem czasopisma „Sezession”. Wcześniej pisał do konserwatywnych czasopism „Criticón” i „MUT” (1987–1992). Napisał: Die Zeichen des Reiches. Symbole der Deutschen (Asendorf 1989), Schwarze Fahnen, Runenzeichen. Die Entwicklung der politischen Symbolik der deutschen Rechten zwischen 1890 und 1945 (Düsseldorf 1991), Druiden, Goden, weise Frauen. Zurück zu Europas alten Göttern (Freiburg im Breisgau 1991), Rückruf in die Geschichte (Berlin/Frankfurt am Main 1992), Der Weg in den Abgrund. Deutschland unter Hitler von 1933–1945 (Berlin 1995), Der nationale Sozialismus (München 1998), Arnold Gehlen. Vordenker eines neuen Realismus (Bad Vilbel 2000), Alles was recht(s) ist. Ideen, Köpfe und Perspektiven der politischen Rechten (Graz/Stuttgart 2000), Nation? (Bad Vilbel 2001) , Die preußische Dimension. Ein Essay (München 2001), Mythen und Symbole (Dresden 2002), Männerbund (Schnellroda 2004), Die Besiegten. Die Deutschen in der Stunde des Zusammenbruchs (Schnellroda 2005), Das Hakenkreuz. Symbol eines Jahrhunderts (Schnellroda 2006), Deutsche Zeichen. Symbole des Reiches, Symbole der Nation (Schnellroda 2007), Das konservative Minimum (Schnellroda 2007), Faschismus. Eine Klarstellung (Schnellroda 2009), Post-Demokratie (Schnellroda 2009), Kurze Geschichte der konservativen Intelligenz nach 1945 (Schnellroda 2011), Armin Mohler. Eine politische Biographie (Schnellroda 2011), Gegenaufklärung. Gedankensplitter – Notate – Sentenzen (Berlin 2013), Deutsche Geschichte für junge Leser (Berlin 2015). Współredagował: Westbindung. Chancen und Risiken für Deutschland (Frankfurt am Main/Berlin 1993), Lauter dritte Wege. Armin Mohler zum Achtzigsten (Bad Vilbel 2000), Götz Kubitschek im Gespräch mit Karlheinz Weißmann: Unsere Zeit kommt (Schnellroda 2006). Oprócz tego zredagował cztery tomy Staatspolitisches Handbuch. Opracował: Hellmut Diwald, Geschichte der Deutschen (Esslingen/München 1999), Armin Mohler, Die Konservative Revolution in Deutschland 1918–1933. Ein Handbuch (Graz/Stuttgart 2005).

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here