Czy Illinois i Portoryko są naszą przyszłością? Czy minęło już apogeum demokratycznego socjalizmu?

0

Jeśli gubernatorowi Bruce’owi Raunerowi i jego administracji w Springfield nie uda się w najbliższym czasie wypracować budżetu, Kraj Lincolna będzie pierwszym stanem w Unii, którego wiarygodność kredytowa na skutek zadłużenia zostanie obniżona do poziomu śmieciowego [*]. Nieuregulowane rachunki Illinois opiewają już na kwotę czternastu i pół miliarda dolarów, niedobory w systemie emerytalnym sięgają stu trzydziestu miliardów, a do tego stan ten nie posiada budżetu. „Nie możemy zarządzać naszymi pieniędzmi”, twierdzi Rauner. „Upodabniamy się do republiki bananowej”. Skoro już mowa o republikach bananowych, Portoryko, które jest winne siedemdziesiąt cztery miliardy dolarów posiadaczom zwolnionych z podatku obligacji tego kraju, a jego nieuregulowane zobowiązania emerytalne wynoszą czterdzieści miliardów, już rozpoczęło postępowania upadłościowe.

Ricardo Rossello, pomysłowy trzydziestoośmioletni gubernator wyspy, znalazł jednak wyjście z tej sytuacji: należy zwrócić się do Wuja Sama. 11 czerwca Rossello przeprowadził referendum. Frekwencja wyniosła dwadzieścia trzy procent, ale dziewięćdziesiąt siedem procent głosujących opowiedziało się za uczynieniem z Portoryko pięćdziesiątego pierwszego stanu.

„Rząd federalny nie będzie mógł dłużej ignorować głosu większości amerykańskich obywateli zamieszkujących Portoryko”, powiedział Rossello. Waszyngton nie może „domagać się demokracji w innych częściach świata i jednocześnie pozostać obojętnym wobec uzasadnionego prawa do samostanowienia, z którego skorzystano dzisiaj w amerykańskim terytorium Portoryko”. Gubernator miałby rację, gdyby mówił o prawie wyspy do wolności i niezależności. O statusie w obrębie Stanów Zjednoczonych decyduje jednak Wuj Sam.

Rossello przywołuje na myśl postać hrabiego Mountjoya z Grand Fenwick, który w filmie „Mysz, która ryknęła” uknuł plan uratowania swojego stojącego na krawędzi bankructwa księstwa. Zamierzał wypowiedzieć wojnę Stanom Zjednoczonym, popłynąć do Ameryki, żeby się poddać i wreszcie zażądać pomocy zagranicznej, którą Ameryka obdarowuje swoich pokonanych nieprzyjaciół. Nie zmienia to faktu, że niewywiązywanie się przez Portoryko z płatności może wkrótce stać się problemem nas wszystkich. Portfele wielu funduszy obligacji, w które Amerykanie zainwestowali swoje oszczędności i pieniądze przeznaczone na emerytury, są wypełnione portorykańskimi obligacjami.

„New York Times” informuje, że w podobnej sytuacji znajdują się amerykańskie Wyspy Dziewicze Stanów Zjednoczonych, Mariany Północne i Guam. Zamieszkane przez sto tysięcy osób Wyspy Dziewicze są winne emerytom i wierzycielom sześć i pół miliarda dolarów. Następnie mamy Connecticut, stan, który pod względem zamożności i dochodu na jednego mieszkańca plasował się przez długi czas w czołówce. A jednak sytuacja Connecticut także wydaje się chwiejna. Rosnące świadczenia emerytalne, koszty obsługi długu stanowego i zmniejszające się wpływy z podatków spowodowane odpływem mieszkańców i wycofaniem się takich firm jak Aetna i General Electric sprawiły, że, jeśli chodzi o perspektywy wzrostu, stan ten osiągnął niemal najniższy poziom w kraju.

„Obniża się liczba mieszkańców stanu: na skutek migracji wewnętrznej od 2015 do 2016 roku jego populacja zmniejszyła się o niemal trzydzieści tysięcy osób. W roku 2016 stan utracił ponad osiem tysięcy mieszkańców i pozostało mu ich zaledwie trzy miliony sześćset tysięcy”, donosi Fox News. „Najnowsze badania przeprowadzone przez firmę przeprowadzkową o ogólnokrajowym zasięgu wskazują, że więcej osób wyjeżdża z Connecticut, niż się do niego przeprowadza. Rok 2016 był trzecim rokiem z rzędu, w którym liczba mieszkańców stanu uległa zmniejszeniu”. Unia Europejska służy nam przykładem bankrutującego państwa opiekuńczego w postaci Grecji. Wszystkie te przypadki zmuszają do zadania kilku pytań. Czy tej tendencji nie można już odwrócić? Czy stara, pochodząca jeszcze z czasów Nowego Ładu formuła: „opodatkowywać i opodatkowywać, wydawać i wydawać, wybierać i wybierać” nareszcie się wyczerpała?

Na całym Zachodzie państwa opiekuńcze stoją przed groźbą spadających dochodów, odpływu podatników, rosnącego udziału zadłużenia w PKB, obniżenia ratingów obligacji i coraz większej niewypłacalności. Rekordowe wydatki na opiekę społeczną są jedną z przyczyn ograniczania przez państwa zachodnie wydatków na obronność. Nawet Amerykanie, którzy w czasie prezydentury Kennedy’ego przeznaczali na ten cel dziewięć procent PKB, a za rządów Reagana sześć procent, obecnie wydają znacznie mniej, choć zobowiązania Stanów Zjednoczonych w dziedzinie bezpieczeństwa są porównywalne z tymi z okresu zimnej wojny.

Stany Zjednoczone, gdzie wydatki rządowe na wszystkich szczeblach władzy pochłaniają mniej niż czterdzieści procent PKB, należą do najmniej socjalistycznych wśród państw NATO. Francja, w której na ten cel odprowadza się pięćdziesiąt siedem procent PKB, znajduje się na przeciwnym biegunie. Jednak nawet w Ameryce tempo wzrostu nie sięga już czterech, a nawet trzech procent rocznie. Wszystko wskazuje na to, że zbliżamy się do punktu, w którym wydatki rządowe będą większe, niż możliwości sektora prywatnego zapewniania funduszy niezbędnych na ich pokrycie. Niektórzy Demokraci zaczynają dostrzegać, że istnieją granice tego, ile majątku narodowego może pochłonąć rząd nie wpływając przy tym negatywnie na ich własne fortuny. Zaś tocząca się debata na temat Obamacare boleśnie uświadamia Republikanom, że odebranie raz przyznanych świadczeń socjalnych może być politycznym samobójstwem.

Rdzenne społeczeństwa Zachodu starzeją się, kurczą i wymierają nie odtwarzając swojej liczebności. Wydatki na emerytury i opiekę zdrowotną dla osób starszych rosną nieubłaganie. Napływający na Zachód imigranci, pochodzący niemal wyłącznie z krajów Trzeciego Świata, ogólnie rzecz biorąc więcej pieniędzy pobierają dzięki świadczeniom z opieki społecznej niż oddają w postaci podatków. Udział deficytów i długów narodowych w PKB stale rośnie. Niemal nigdzie nie widać powrotu starych, stabilnych i mocnych stóp wzrostu. Zachodnia infrastruktura zaś – drogi, mosty, tunele, porty, lotniska, linie metra i tory kolejowe – sypie się z powodu niedoinwestowania. Czasy systemów autostrad międzystanowych i zdjęć z powierzchni księżyca wydają się być już za nami. Czy sytuacja Portoryko i Illinois stanowi prognostyk na przyszłość?

[*] Nie udało się (przyp. tłum.)

Patrick J. Buchanan

Przeł. Karolina Gawlik

Jeśli spodobał ci się ten artykuł, podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here