Putin przemawia po niemiecku

0

Tak, Putin bardzo dobrze mówi po niemiecku, także w dosłownym sensie – zawdzięcza to służbie w KGB, którą przez pewien czas odbywał w NRD. Po upadku Żelaznej Kurtyny, już jako prezydent Rosji, zrobił furorę w Bundestagu, przemawiając tam po niemiecku, co jest wyjątkowo rzadkie wśród zagranicznych liderów.

Podczas tamtego przemówienia, słowa Putina były bardzo przyjazne. Wyrażał aprobatę i zadowolenie z trwającej integracji europejskiej i mówił z nadzieją, że Rosja kiedyś do niej dołączy. Jednak już 6 lat później, jego wystąpienie w Monachium miało zupełnie inny wydźwięk. Putin wskrzesił długo zapomnianą retorykę zimno-wojenną, w ostrych słowach wypowiadając się o konfrontacji Rosji i Zachodu.

Co wypłynęło na taką zmianę nastawienia? Istotnie, w 2007 roku, ceny ropy naftowej i gazu (czyli najważniejsze pozycje rosyjskiego eksportu) były wysokie, a Europa chętnie je kupowała, co z kolei stanowiło główną inwestycję w rosyjską gospodarkę. Nie było obiektywnych powodów do konfrontacji, wręcz przeciwnie – perspektywa coraz ściślejszej integracji wydawała się oczywista.

Najwyraźniej miał tu znaczenie czynnik subiektywny. W prezydencie Federacji Rosyjskiej obudziła się mentalność oficera KGB. Gigantyczne dochody ze sprzedaży surowców nie miały służyć do modernizacji kraju, a do odbudowy imperialnych ambicji. Modernizacja wydawała się Putinowi niebezpieczna, gdyż nieuchronnie wiodła społeczeństwo rosyjskie ku europeizacji i liberalizacji. Idee te są przeciwstawne wizji Putina, który najwyraźniej zapragnął zasiąść na kremlowskim „tronie”.

W 2008 roku rosyjskie wojska weszły do Gruzji i „zaanektowały” dwa regionu tego kraju – Abchazję i Osetię Południową. Społeczeństwo międzynarodowe zareagowało na te wydarzenia dość łagodnie, dlatego Putin doszedł do wniosku, że ma wolną rękę w działaniach na całym terytorium posowieckim. W 2014 roku Rosja przejęła terytorium Krymu oraz przy pomocy swoich najemników dwa miasta na wschodzie Ukrainy – Donieck i Ługańsk, powołując tam do życia prokremlowskie „republiki narodowe”. Kraje zachodnie musiały w końcu zareagować nakładając na Rosję sankcje gospodarcze. Jednak w rosyjskiej propagandzie sytuacja ta jest przedstawiana zupełnie na odwrót – rosyjska agresja, jak się okazuje, była odpowiedzią „obronną” na posunięcia Zachodu, który zaczął stanowić dla Rosji „zagrożenie”!

Takie przekręcanie faktów do złudzenia przypomina „niemiecki język”, który przywołuje nienajlepsze skojarzenia historyczne… Jak wiemy, nazistowskie Niemcy napadały na inne kraje, usprawiedliwiając się właśnie taką „obroną”.

Dzisiaj, Rosja prowadzi „gorącą” wojnę tylko w Ukrainie i Syrii. Jeśli chodzi o Zachód, to trwa tu „zimna wojna” – informacyjno-propagandowa. Różni się ona jednak od tej, z czasów sowieckich, kiedy to ZSRR „walczył” z Zachodem. Tamtą „zimną wojnę” ZSRR przegrał – w ideologię „zwycięstwa komunizmu” nie wierzyli wówczas nawet sowieccy propagandyści. W nowoczesnej wersji „zimnej wojny” Kreml posługuje się innymi ideami i metodami.

W 2015, w Sankt Petersburgu, z poparciem władzy, odbyło się „Międzynarodowe Konserwatywne Forum”, w którym wzięli udział przedstawiciele ultraprawicowych ruchów z Niemiec, Wielkiej Brytanii, USA, Włoch i innych krajów. Wszyscy byli zjednoczeni przez poparcie dla Putina i krytykę zachodnich demokracji. Łatwo znaleźli wspólny język z rosyjskimi nacjonalistami i konserwatystami, którzy również uczestniczyli w forum.

To wydarzenie stało się punktem zwrotnym w ewolucji światopoglądu rosyjskiego rządu. Jeśli w czasach radzieckich komuniści uznawali za swoich zagranicznych sojuszników „lewicowe i progresywne siły”, tak pod rządami Putina Kreml zaczął aktywnie współpracować z tymi, których zwano wcześniej „faszystami i reakcjonistami”. Jedyne wymaganie to lojalna akceptacja rosyjskiej polityki imperialnej.

Sam Putin nazywa siebie „konserwatystą”, a w swoich wystąpieniach często cytuje rosyjskich konserwatywnych filozofów. W czasach radzieckich należał do partii komunistycznej – ale dziś stara się o tym nie pamiętać. Wielu byłych komunistów w dzisiejszej Rosji wyhodowało brody i nazywało się „prawosławnymi konserwatystami”. Pomimo zmiany ideologii, główną wartością dla władzy pozostaje obraz imperium.

Dzisiaj rosyjska propaganda lubi krytykować Europę za „odchodzenie od tradycyjnych wartości”. Fakt, że ta krytyka wypowiadana jest przez byłych komunistów, nie dziwi nikogo. Jednak takie informacje i ataki propagandowe okazują się skuteczniejsze niż w czasach sowieckich. Zabieg ten nie posługuje się abstrakcyjną ideą „komunizmu”, ale odnosi się do konserwatywnych uczuć mieszkańców krajów, przeciwko którym jest kierowana. Jednocześnie Rosja jest przedstawiona jako główny obrońca „tradycyjnych wartości”, które na Zachodzie są rzekomo „utracone”.

Dla europejskiej ultra-prawicy powstaje atrakcyjny obraz Putina jako aktywnego bojownika przeciwko muzułmańskiej migracji. Jednak propaganda nie chce zbytnio reklamować faktu, że na swoim terytorium Rosja ma własne „państwo islamskie” – despotyczny reżim Ramzana Kadyrowa w Czeczenii.

Kreml od dawna utrzymuje relacje z francuskim „Frontem Narodowym”. Marine Le Pen otrzymuje pożyczki z rosyjskich banków, a przed francuskimi wyborami prezydenckimi w tym roku obiecała, że w przypadku jej zwycięstwa, uzna Krym jako część Rosji i będzie dążyć do zniesienia europejskich sankcji. Podobne obietnice składa Kremlowi inny przyjaciel, konserwatywny premier Węgier, Wiktor Orban.

Największą aktywność działań kierowanych przez Kreml można było zauważyć w próbach wpływania na politykę europejską podczas ostatnich wyborów do niemieckiego Bundestagu. Zwycięstwo prawicowo-populistycznej i sympatyzującej z Putinem partii „Alternatywa dla Niemiec”, mogłoby radykalnie zmienić całą politykę UE wobec Rosji. Jednak ostrożni Niemcy oddali na nią tylko 13% głosów, pozbawiając więc możliwości powołania przez nią miejsc w rządzie. Niemniej jednak „Alternatywa” zajęła trzecie miejsce – co jest bardzo niepokojącym wskaźnikiem tego, jaka duży wpływ ma propaganda rosyjska na sytuację polityczną w Niemczech.

Podczas kampanii wyborczej politycy „Alternatywy” byli stałymi gośćmi kanału niemieckojęzycznej telewizji Russia Today i portalu Sputnik, gdzie wzywali do natychmiastowego zniesienia sankcji wobec Rosji. W jaki sposób można wyjaśnić takie zajścia? Zamieszkały w Niemczech rosyjski opozycyjny socjolog Igor Eidman uważa, że ​Kreml stworzył „korupcyjny system niemieckich elit”. Na przykład, były kanclerz Gerhard Schroeder jest obecnie przewodniczącym zarządu dyrektorów firmy „Rosnieft” i mocno lobbuje w sprawie rosyjsko-niemieckiego gazociągu „Nord Stream-2”, który ma być wybudowany na dnie Morza Bałtyckiego.

Znaczna część wyborców „Alternatywy dla Niemiec” to również rosyjskojęzyczni mieszkańcy tego kraju, dla których przeprowadzono specjalną kampanię propagandową. Ten fakt powinien być przedmiotem analizy dla zainteresowanych polityków. Okazuje się, że rosyjska propaganda dotyka nawet tych, którzy wyjechali z Rosji – a czasami nawet silniej niż mieszkańców Federacji Rosyjskiej! Faktem jest, że w przeciwieństwie do Rosjan, którzy znają rzeczywisty stan rzeczy w swoim kraju, wielu emigrantów wierzy, że propagandowe klipy przedstawianie w rosyjskiej telewizji to rzeczywistość.

Niemniej jednak błędem byłoby stwierdzenie, że w wyborach niemieckich rosyjska propaganda była kierowana tylko do „prawicowego” wyborcy. Partia „Die Linke”, która zajęła piąte miejsce, również wyraża sympatię wobec polityki rosyjskiej. Wynika to z nostalgii za erą sowiecką.

Obecne metody rosyjskiej propagandy w krajach europejskich mają na celu stworzenie i zmaksymalizowanie społecznych i narodowych sprzeczności. Celem tej strategii jest wzbudzenie wątpliwości co do skuteczności liberalnego systemu politycznego, stworzenie społeczeństwa „eurosceptyków”, którzy patrzą z nadzieją na Rosję, która twierdzi, że jest „światowym supermocarstwem”.

Sprzeczności widać także w działaniach i reakcjach Rosji w stosunku do niedawnych wydarzeń w Katalonii. Z jednej strony rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych formułuje oficjalne oświadczenie popierające integralność Hiszpanii. Z drugiej strony rosyjska propaganda telewizyjna otwarcie złowieszczy wytykając kolejną „niestabilność”” w Unii Europejskiej.

W Estonii zbliżają się wybory lokalne, zaplanowane na 15 października. Tu również nie można wykluczać działań rosyjskiej machiny informacyjno-propagandowej, mających na celu eskalowanie sprzeczności społecznych i politycznych. Oczywiście partie prawicowe w krajach bałtyckich są tradycyjnie bardzo krytycznie nastawione do imperialnej polityki Kremla i nie mogą stać się ich sojusznikami jak „Front Narodowy” czy „Alternatywa dla Niemiec”. Jednak niektóre zbyt konserwatywne slogany partii prawicowych mogą przestraszyć wyborcę i pchnąć go „na lewo”. Tam zaś czekają na niego wszystkie „zjednoczone partie lewicowe”, które otwarcie głoszą prokremlowski kurs polityczny…

I tak jest to w końcu klasyczna, imperialistyczna polityka: „Dziel i rządź!”

Wadim Sztiepa

 

Jeśli spodobał ci się ten artykuł, podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here