Jak liberałowie mogą odzyskać Utopię

0

W obliczu populistycznych fantastów i pretendentów do władzy autorytarnej, musimy czerpać inspirację z Cycerona i Jeffersona i wzmocnić wiarę w moc demokracji.

Polityka w najlepszym wydaniu opiera się na nadziei. Utopijnym impulsem jest nadzieja, że wszystko może ulec polepszeniu. Dzisiejsza polityka nie jest jednak specjalnie natchniona. Wraz z pojawieniem się populizmu, wydaje się, że inspirujące słowa zaginęły wraz z utopijną nadzieją. Dla dobrego zdrowia liberalnych demokracji kluczowe znaczenie ma to, że ich politycy nie schodzą do poziomu szarego, technokratycznego języka. Demokracja sama w sobie jest utopijną ideą i trzeba ją argumentować słowami, które poruszają.

W 1516 r. Tomasz More opublikował swoją dziwną i niezwykłą Utopię. Co ciekawe, jak na kogoś kto całe życie pokutował, More lubił dowcipy, a tytuł jego najbardziej znanej książki to żart. Czy More miał na myśli słowo „eutopia”, czyli „dobre miejsce”, czy też „outopia” – „nieobecność”? Autor dodaje zagadkowości, nadając swojemu narratorowi imię Raphael Hythloday, co tłumaczy się jako „mówca nonsensu”. Klucz do zagadki Utopii znajduje się w podtytule „De optimo rei publicae”, co oznacza „O najlepszym stanie republiki”. Jeśli opisujemy to jako doskonały stan unii, zaczynamy również dostrzegać związek między Utopią More’a, a republiką amerykańską.

Cyceron dostarcza w tej kwestii dopełnienia. W 14 przemowach skierowanych do Marka Antoniusza w 44 r. przed Chrystusem, Cicero wygłosił obronę Republiki Rzymskiej, która została nam przekazana za pośrednictwem More’a. Cyceron twierdził, że pokój można zagwarantować sprawiedliwie, jeśli obywatele są wolni. Nie może być wyjątków od wolności w republice, a obywatelem wolnej republiki jest człowiek zaangażowany w politykę. To społeczeństwo zostało udramatyzowane w Utopii More’a, a wizja wolnego społeczeństwa wpłynęła na klasycznie wykształconych założycieli amerykańskiej republiki.

Inauguracyjne przemówienie Thomasa Jeffersona z 1801 r., które wzywało do „równej i dokładnej sprawiedliwości dla wszystkich”, jest litanią cnót republikańskich. Jefferson zrównoważył prawa mniejszości wobec woli większości i wprowadził frazę, która była powielana przez wielu prezydentów: „Wszyscy jesteśmy republikanami, wszyscy jesteśmy federalistami”. 19 listopada 1863 r. twierdzenie Jeffersona dotyczące republiki zostało poprawione przez Abrahama Lincolna. „Rządy ludzi, przez ludzi, dla ludzi” to proste zdanie, którego wytłumaczenie jest tak skomplikowane, że zajmuje całe książki. Jako syn pogranicznika z Kentucky, Lincoln był ucieleśnieniem rzymskiej idei, że cnota pochodzi nie ze szlachetnego urodzenia, ale z publicznej służby. Lincoln prosto opisując „nowy naród, poczęty w wolności”, powtarza argument Cycerona, że jedynym ustrojem, w którym obywatel może się rozwijać, jest republika.

John F. Kennedy podchwycił ten temat w swoim inauguracyjnym przemówieniu z 1961 r. („Nie pytaj, co twój kraj może dla zrobić dla ciebie…”). Konstrukcja „nie pytaj” była echem przekonania Jeffersona, zaczerpniętego z Cycerona, że udział w republice definiuje amerykańskie obywatelstwo. W swoim przemówieniu wygłoszonym w 2012 r. w Chicago, Barack Obama powtórzył Cycerona, Jeffersona i Kennedy’ego z jego żądaniem aktywnej postawy obywatelskiej. Demokracja jest raczej kulturą i wzorcem zachowań niż ramą praw konstytucyjnych.

Dzisiejsza polityka nie wydaje się zbytnio hołdować tej szlachetnej tradycji. Demokracja opanowana jest przez trzy równoległe kryzysy: dobrobytu, strachu i pewności siebie. Larry Summers, były amerykański sekretarz skarbu, zauważył, że kiedy Ameryka rozwijała się najszybciej, standardy życia podwajały się co 30 lat. W ciągu ostatnich 30 lat Chiny podwoiły poziom życia trzykrotnie. Rozwój Chin grozi przełamaniem monopolu, jaki demokracje miały na kapitalistyczny dobrobyt. Gdy tylko zaczęliśmy czerpać lekcje z popełnionych błędów, rozwinięty kapitalizm ucierpiał z powodu samookaleczenia przez kryzys finansowy. Przez dwie dekady w USA i jedną w Wielkiej Brytanii płace realne uległy stagnacji.

Wraz ze spadkiem zaufania ekonomicznego, liberalne demokracje stanęły przed jeszcze bardziej fundamentalnym zagrożeniem. Wojny w Afganistanie i Iraku przekształciły się w katastrofę militarną. Kolejne problemy w Ukrainie i Syrii, zdają się przekazywać władzę z rąk demokratów na rzecz gorliwych tyranów. Rosja i Chiny opracowują własne zasady dla światowego porządku dyplomatycznego. Najsilniejszym ze wszystkich jest lęk przed terrorem. W powieści z 1907 r. „The Secret Agent”, Joseph Conrad opisał niewidzialny, ale wyczuwalny lęk, który rządzi społeczeństwem pod groźbą ataku terrorystycznego.

Po stuleciu postępu demokracja wydaje się być w odwrocie. Turcja, która kiedyś wydawała się łączyć umiarkowany islam z demokracją, pogrąża się w korupcji pod przywództwem Recepa Tayyipa Erdogana, który rozpoczął przełamywanie świeckiego liberalizmu. W Bangladeszu, Tajlandii i Kambodży partie opozycyjne zbojkotowały ostatnie wybory lub odmówiły zaakceptowania ich wyników. Na Węgrzech Viktor Orbán otwarcie ogłosił, że potrzeby narodowościowe są ważniejsze niż wartości liberalne. W Polsce oskarżono PiS o deptanie konstytucji i ustanowienie „nieliberalnej demokracji”. W Rosji Władimir Putin, były agent KGB, był jednocześnie premierem i prezydentem. Ograniczył wolność prasy i uwięził przeciwników politycznych.

***

Populizm jest także obecny w ugruntowanych demokracjach. Syriza w Grecji, Podemos w Hiszpanii, głosowanie w Wielkiej Brytanii w sprawie opuszczenia Unii Europejskiej i wybór Donalda Trumpa, wiążą się z roszczeniem do reprezentowania ludzi. Wszyscy udają, że polityka jest łatwa i że nie ma potrzeby komplikowania procedur. To nie przypadek, że populiści, tacy jak Hugo Chávez w Wenezueli, Alexis Tsipras w Grecji i Trump, okazali się nieudolnymi przywódcami. Niepowodzenie jest wpisane w ich arogancję.

Populizm to ciemny cień Utopii. Udawanie, że polityka jest łatwa, jest pospolitym ruchem literackich utopii, które wymazują wszelkie konflikty. W Utopii wszystkie pragnienia zostały zaspokojone. Wszystkie cnoty cudem łączą się w krainie bez niedoboru i obfitego szczęścia. W „News of Nowhere” Williama Morrisa, Izba Gmin została przekształcona w magazyn na obornik. Polityka została odwołana z powodu fantazji, że wszystkie dobre rzeczy można uzyskać jednocześnie. Robert Nozick ujął to w sposób szczególny w swojej książce z 1974 r., „Anarchy, State and Utopia”, kiedy zasugerował, że nie można wyobrazić sobie żadnego społeczeństwa, w którym wszyscy: Hugner, Budda i Ludwig Wittgenstein byliby równie szczęśliwi. Życie w Utopii to życie pośród doskonałości już osiągniętej i nie trwa to długo, gdy lider zaczyna męczyć się ograniczeniami, które wbudowane są w aparat konstytucyjny. Dlatego jest zobowiązany zaatakować wolną prasę, prawa mniejszości i nadzór sądowy jako instytucji, które starają się przeciwstawić woli narodu.

Właśnie dlatego utopijne wyjaśnienie, w jaki sposób nastąpi zmiana, jest tak niedorzeczne. W Utopii More’a, podróżnik, mówca nonsensu, znajduje idealne społeczeństwo w funkcjonującym porządku w oceanie. W miejscu, gdzie powinna zachodzić zmiana, utopijny populista zastępuje najwyższego przywódcę. Albert Camus powiedział kiedyś, że demokracja jest systemem dla ludzi, którzy wiedzą, że nie wiedzą wszystkiego. Populista utopijny ma wszystkie odpowiedzi. Wszechwiedzącymi postaciami byli kapłani, filozofowie, intelektualiści, naukowcy lub partia. Platon wierzył w rządy mędrców, Stoicy w potęgę rozumu, XVII-wieczni racjonaliści w metafizyczny wgląd i XVIII-wieczni empiryści w naukę. Populista wierzy w siebie.

Populista przede wszystkim wie, że ludzie zostali oszukani przez elitę. W literaturze utopijnej najbezpieczniejszym schronieniem przed skorumpowaną teraźniejszością jest błogosławiona przeszłość. Populizm jest obietnicą powrotu do popularnej mądrości, zanim zostanie skorodowana, jeśli nie przez elitę, to przez imigrantów. Prezydent Trump zaproponował deportację nieudokumentowanych imigrantów i chce muru, który miałby odgrodzić USA od Meksyku. W Holandii Geert Wilders chce uchylić ustawodawstwo dotyczące mowy nienawiści. W Polsce Jarosław Kaczyński postulował o karalność używania frazy „polskie obozy śmierci”.

Przykładem tej tezy była kampania prezydencka w USA w 2016 r. Tradycją amerykańskiej polityki stało się, że każdy prezydent odwiedza pole bitewne wojny domowej w Gettysburgu, aby złożyć hołd republice amerykańskiej. Najważniejszym wystąpieniem po Lincolnie, było to z 1963 r. Prezydent John F Kennedy poprosił swojego poprzednika, Dwighta D Eisenhowera, mieszkańca miasta, o poparcie go. Kennedy musiał udać się do Dallas, skąd nigdy nie wrócił. Przemówienie Eisenhowera, trzy dni przed zamordowaniem Kennedy’ego, było hymnem do amerykańskiej republiki, jak wszystkie przemówienia z Gettysburga.

Jednak 22 października 2016 r. tradycja ta została zapomniana. Na kilka tygodni przed wyborami prezydenckimi, Donald Trump wygłosił swoje przemówienie w Gettysburgu. Po otwarciu w konwencjonalny sposób, przyłączając się do walki Lincolna z dywizją („święte miejsce … niesamowite miejsce””), Trump skrytykował Waszyngton i Wall Street za manipulowanie „codziennymi Amerykanami”. Nazwał Hillary Clinton przestępcą, oskarżył o masowe oszustwa wyborcze bez żadnych dowodów i potępił nieokreśloną korupcję. Trump wybrał miejsce najważniejszego przemówienia na temat cnót republiki, aby poprosić obywateli, aby nie ufali własnemu rządowi: „Wysuszymy to bagno w Waszyngtonie i zastąpimy je nowym rządem, dla ludzi i przez ludzi. Uwierzcie mi.”

W obliczu tego nonsensu musimy wezwać bunt i potwierdzić, że demokracja jest wielkim filozoficznym sukcesem współczesnych czasów. W 1799 r. nie było pełnych demokracji. W ciągu XIX wieku ponad jedna trzecia ludności świata żyła w krajach rządzonych przez imperialne mocarstwa, a prawie wszyscy byli rządzeni przez despotów. Pierwsza fala nowoczesnej demokracji została zmiażdżona przez złośliwych populistów lat 30 XX wieku. Wielki rozkwit nastąpił w drugiej połowie XX wieku. Dziś co druga osoba żyje w demokracji.

Musimy ponownie odtworzyć utopijny argument Cycerona na rzecz wolności i sprawiedliwości w republice. Potrzebujemy podnoszących na duchu słów Jeffersona o zdolności polityki do powstrzymywania ludzi od wzajemnych szkód i ochrony praw mniejszości. Potrzebujemy niezniszczalnej formuły Lincolna, rządu ludu, narodu i ludu, a także ostrzeżenia Kennedy’ego, że dobry rząd tworzony jest przez ludzi, a nie wobec ludzi. Mamy też przypomnienie od Obamy, że nadzieja musi łączyć się z władzą. Są to niezapomniane kadencje, które pochwalają polityczną cnotę przyznania władzy ludziom. Są to głosy Utopii.

O autorze:

Philip Collins pisze dla the Times i jest autorem “When They Go Low, We Go High: Speeches That Shape the World – and Why We Need Them”. Jest także przewodniczącym rady nadzorczej niezależnego think tanku Demos. Przed dołączeniem do The Times był głównym autorem przemówień premiera Tony’ego Blaira. Był też dyrektorem think tanku Social Market Foundation oraz był odpowiedzialny za strategię w dwóch bankach inwestycyjnych.

Tekst pierwotnie ukazał się na portalu New Statesman

Jeśli spodobał ci się ten artykuł, podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

 

Komentarze

Komentarze

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here