Rewolucja październikowa sto lat później: ściana żalu czy niezrozumienia?

0

Kiedy miałam dziewięć lat po raz pierwszy obejrzałam film Edmonda Keosayana Nieuchwytni mściciele, który opowiada o przygodach czterech nastolatków podczas wojny domowej w Rosji. Byłam zaskoczona śmiałością i poświęceniem młodych bohaterów i już wyobrażałam sobie, jak własnymi bohaterskimi wyczynami mogłabym dopełnić historię, znajdując się w ich szeregach. Pozostawało mi jedynie wyjaśnić jedno: w walce przeciwko komu miałabym zdobyć szacunek swoich towarzyszy. Faktycznie, przeciwnikami młodych bohaterów nie byli do końca niemieccy okupanci, o których mówiono mi od wczesnego dzieciństwa. Mieli oni bowiem zdecydowanie rosyjskie imiona. Jednak nazywano ich „białymi”, a kolor ten w mojej dziecięcej świadomości był zupełnie przyzwoity. Kiedy poprosiłam babcię, aby wyjaśniła mi tę sytuację, niewyraźnie wybełkotała, że tak zadecydował „dziadek Lenin”. Zdaje się, że poszukiwania prawdy, zarówno dla mnie, jak i dla większości moich rodaków, zakończyły się totalnym fiaskiem.

Dualizm w głowach

W centrum miasta, 30 października, na Prospekcie Sacharowa został odsłonięty pomnik poświęcony ofiarom masowych represji politycznych reżimu radzieckiego. „Ściana żalu” zaprojektowana przez rzeźbiarza Grigorija Frangulana przedstawia idące do nieba ludzkie postacie z brązu. Na płaskorzeźbie jest tylko jedno słowo – „Pamiętaj”, przetłumaczone na dwadzieścia dwa języki. Przestrzeń przed płaskorzeźbią wyłożona jest kamieniami z GUŁagu. Jak mówi przewodniczący Fundacji Pamięci oraz dyrektor Muzeum Historii GUŁagu Roman Romanow, część pieniędzy przeznaczonych na budowę pomnika była pozyskana z darowizn, w sumie- 45 282 138, 76 rubli. Ludzie pomagali w miarę swoich możliwości: pewien mężczyzna przyniósł kawał brązu, kobieta – worek miedzianych monet…[1]

Inny plac. Inny pomnik. Przed Mauzoleum, gdzie wystawione na pokaz spoczywają zwłoki Władimira Lenina, kolejka ciekawskich gości rosyjskiej stolicy nie topnieje. Tradycyjne, niemalże coroczne i z góry skazane na porażkę inicjatywy przedstawicieli Dumy Państwowej w sprawie pochowania Lenina, nie wychodzą poza wąskie ramy pijarowskich sporów. Czy to już czas? Sondaże wskazują na to, że sympatia społeczna do wodza rośnie. Podczas, gdy Centrum analityczne im. J. Lewady podaje jej wskaźnik na poziomie 44 %[2] wśród Rosjan, to ostatnie sondaże Ogólnorosyjskiego Centrum Badania Opinii Publicznej (WCIOM) takich osób jest 53%[3].

Wciąż brakuje społecznego konsensusu wokół tego, co dokładnie stało się z państwem sto lat temu. Dualizm w stosunku do rewolucji 1917 roku w Rosji przejawia się nie tylko w istnieniu w państwie wykluczających się nawzajem pomników. Pomniki mają swoją misję: nie pozwolić, by zapomniano o historii, bez względu na to, jak odrażającą by ona była. Dualizm przede wszystkim panuje w naszych głowach.

W świadomości większości Rosjan odsłonięcie „Ściany Żalu” nie jest powiązane z rocznicą rewolucji październikowej. Dla większości represje to czyny popełnione przez konkretne osoby – Stalina, Berię – a nie przez cały reżim, zbudowany w państwie przez bolszewików sto lat temu.

„To są ogniwa jednego łańcucha – mówi rosyjski dziennikarz Saprykin[4]. – Represje nie zaczęły się w 1937 r. i nie skończyły w 1938. Represję zaczęły się w grudniu 1917 r., kiedy została powołana do życia Czeka. Była to pierwsza rzecz, którą zrobiła nowopowstała władza bolszewicka: zamiast oddać robotnikom fabryki, a chłopom ziemie – stworzyła komisję nadzwyczajną do walki z kontrrewolucjonistami i sabotażystami. I od tamtej pory się zaczęło. Represje – to nie tylko obraz Stalina– krwawego tyrana, który zadecydował się zabić wszystkich. Represje – to wojna z własnym narodem, prowadzona przez eschatologiczną sektę, znaną pod nazwą partii bolszewickiej, która postanowiła całkowicie przebudować świat i naturę ludzką, w imię czego gotowa była wysyłać do grobu.”

Rosyjskie społeczeństwo nie przeanalizowało skutków wydarzeń 1917 roku ani następnych, które pojawiły się w ich konsekwencji niczym „kula śnieżna”. W efekcie, mniej lub bardziej poważna dyskusja na temat rewolucji niezmiennie wywołuje ostre spory. Czy bolszewicy wyzwolili cierpiący naród czy powystrzelali najlepszą jego część? Czy Lenin był wielkim strategiem czy niemieckim szpiegiem? Czy Dzierżyński walczył z bezdomnością wśród dzieci czy był „żelaznym Feliksem”? Czy polityka gospodarcza polegała na industrializacji państwa, która pozwoliła przezwyciężyć Hitlera czy doprowadziła do Wielkiego Głodu?

45% Rosjan uważa dzisiaj, że rewolucja październikowa wyrażała wolę większości narodów, które zamieszkiwały rosyjskie terytorium; natomiast 43% zupełnie nie zgadza się z tym stwierdzeniem[5]. Przy czym różnica w poglądach rośnie: w roku 1990 liczby te wynosiły odpowiednio 36% i 37%. Rosjanie są podzieleni także w kwestii tego, czy rewolucja październikowa odbywała w interesach większości społeczeństwa. Przeciwnicy i zwolennicy tego podejścia wynoszą po 46 %.

Od niewiedzy do przemocy

Gdzie tkwi przyczyna? Wydaje się, że w szczegółach. A dokładniej – w niewiedzy o nich. Większość osób do tej pory nie może określić celów zwolenników rewolucji (45%). Zazwyczaj mówi się o „zamachu stanu, zmianie porządku politycznego” (19%), realizacji hasła „władza – narodowi, fabryki – robotnikom, ziemia – chłopom” (13%) oraz o „zmianie życia na lepsze” (10%).

Do tej pory wydarzenia sprzed stu lat są postrzegane jako dzieło bolszewików. Nieliczni mogą nazwać rolę przedstawicieli innych partii i ruchów w tym przełomowym dla Rosji momencie. Nawet dzisiaj większość literatury historycznej i programów telewizjach skupia się na roli bolszewików, zwykle nawet nie wspominając o przedstawicielach innych nurtów politycznych. Na przykład, nie każdy pamięta o tym, że decyzja z października o wystąpieniu zbrojnym została podjęta na posiedzeniu KC WKP(b) w mieszkaniu mieńszewika Nikolaja Suchanowa, który leninowskie „tezy kwietniowe” nazywał „bezczelnym anarchiczno-buntowniczym systemem”.

Na ogół rzecz biorąc stosunek Rosjan do działaczy tego okresu przypomina „historyczny miszmasz”. Badania opinii publicznej pokazują, że między 2005 a 2017 rokiem poważnie wrosła sympatia społeczeństwa wobec tak przeciwstawnych sobie osobowości, jak, m.in. Mikołaj II (od 42% do 60%) Stalin (37% – 52% odpowiednio), Kolczak (20% – 35%) i Dzierżyński (44% – 57%).

Dzieje się tak, dlatego że w kraju do tej pory nie tylko nie prowadzono głębokiej dyskusji publicznej wokół wydarzeń 1917 r. nawet przy okazji setnej ich rocznicy, ale również dlatego, że wewnątrz państwa nie doszło do prawnego osądzenia zbrodni dokonanych przez reżim przeciwko własnemu (i nie tylko) narodowi.

Do programu nauczania wprowadzono Opowieści kołymskie Warłama Szałamowa oraz Archipelag GUŁag Aleksandra Sołżenicyna, ale w podręcznikach do historii[6] Stalin wciąż prezentowany jest jako wielki modernizator kraju, z pominięciem jego przedwojennej „przyjaźni” z Hitlerem, a jedynie krótko wspominany jest Wielki Głód z lat 30. XX wieku. „Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą” – tak ponoć lubił mówić wódz, a naśladują go Rosjanie w XXI wieku.

Jednoznacznego stanowiska brak również wśród przedstawicieli władzy. Putin nie raz wspominał o swojej antypatii wobec Lenina jako do osoby, która zniszczyła Imperium[7]. Jednocześnie decyzji o przeniesieniu ciała Lenina z najważniejszego placu w państwie do tej pory nie ma. Jego pomnik góruje nad jednym z głównych placów Moskwy – Kałużskim. Jednocześnie rosyjski prezydent w pewnym sensie broni Stalina[8], przede wszystkim przedstawiając go jako silnego państwowca.

A to znaczy, że obecne debaty prowadzone w średniowiecznym duchu o wybranych historycznych wydarzeniach i postaciach są całkiem logicznym zjawiskiem w społeczeństwie. Przykładem jest, chociażby, skandal, który wybuchł wokół filmu Matylda Aleksieja Uczitiela.

Film opowiadający o romansie Mikołaja II z baletnicą Matyldą Krzesińską wywołał poważny protest wśród radykalnych prawosławnych, którzy w opowieści o pozamałżeńskim związku młodego cara dostrzegli obrazę uczuć religijnych. I chodzi nie o „krzyżowe” protesty, lecz o zupełnie poważne groźby. W dniu, kiedy w Moskwie miał się odbyć przedpremierowy pokaz filmu, doszło do podpalenia dwóch samochodów pod biurem byłego senatora Konstantina Dobrynina, będącego aktualnie adwokatem Uczitiela. Ponadto, napastnicy rozrzucali ulotki z napisem „Za „Matyldę” – spalić!”. Nikt nie został zatrzymany, a pokaz filmu odwołano. Ponadto największe w kraju sieci kin Sinema Park oraz Formula Kino zrezygnowały z pokazu w obawie o bezpieczeństwo widza. Z kolei reklamowania Matyldy, jak twierdzi reżyser, odmówiły państwowe stacje telewizyjne[9]. Na koniec, skandal dotarł do innych regionów. Jakoby w rezultacie „stanowczej prośby” lokalnej eparchii Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego odwołano pokazy w niektórych kinach na Kamczatce, a w Chanty-Mansyjskim Okręgu Autonomicznym podobna „rada” nadeszła z departamentu kultury.

Przy tym nikt z przedstawicieli ruchu Państwo Chrześcijańskie – Święta Ruś, które wysyłało do kin pisma z groźbą o podpaleniu budynku w razie pokazu filmu, nie był oskarżony o ekstremizm. Postępowanie karne zostało wszczęte przeciw przewodniczącemu organizacji – Aleksandrowi Kalininemu – z powodu „wyrządzenia krzywdy i poniesienia szkody przez właścicieli kin”[10]. Natomiast w maju tego roku ekstremizm i obrazę uczuć religijnych dostrzeżono w nagraniach pewnego mało roztropnego blogera, szukającego w cerkwi pokemona[11].

Reasumując: 48% obywateli opowiada się przeciwko zakazowi pokazu filmu Matylda, podczas gdy 52% osób jest przeciwnego zdania, a spośród nich 17% kategorycznie opowiada się za zakazem. 35% zaś „nie mogą się zdecydować”[12].

Na poziomie władz cerkwi również dostrzegalna jest niejednoznaczność. Mimo że Rosyjski Kościół Prawosławny odżegnywał się od związków z „podpalaczami”, dla niektórych ekspertów przedstawiciele cerkwi niewystarczająco zdecydowanie osądzili radykałów. Natomiast osądził ich Wladimir Legojda, przedstawiciel synodalnego zespołu Patriarchatu Moskiewskiego, ds. współpracy cerkwi ze społeczeństwem i mediami. Cerkiew przygotowuje poprawki do prawa federalnego „O wolności sumienia i stowarzyszeń religijnych”, zabraniające organizacjom pozarządowym, niezwiązanym z Rosyjskim Kościołem Prawosławnym, zawierać w swojej nazwie słowo „prawosławny”[13]. Przy tym ostre wypowiedzi znanych duchownych przeciwko Matyldzie nie spotkały się z osądem ze strony oficjalnych przedstawicieli cerkwi.

„Niewątpliwie, film Matylda musi być zakazany. Jeśli pojawi się kinach, Rosja zaginie i będzie to sprawiedliwość Boża” – powiedział protojerej Wsewolod Czaplin, nazwawszy pokaz filmu grzechem, za który należałoby wykluczyć z Kościoła i ogólnie z chrześcijaństwa. Te słowa nie pociągnęły ze sobą żadnych konsekwencji.

To samo dzieję się w otoczeniu władz państwowych. Natalia Poklonskaja wypowiadała się przeciwko ekranizacji. A przecież 25% z budżetu wielkości 15 mln dolarów, to kwota, przyznana Aleksejowi Uczitielowi bezpośrednio przez państwo.

Ostatnie dzieła o tematyce rewolucyjnej, które uzyskały dofinansowanie od państwa, charakteryzują się różnorodnością. Z jednej strony, jest to Admirał Andreja Krawczuka, który opowiada o generale i Udar słoneczny Nikity Michałkowa – film o zniszczonym przez „szewców i katów” przedrewolucyjnym „bezchmurnym i szlachetnym” szczęściu dobrych arystokratów. Z drugiej strony- wieloodcinkowe filmy Dziewięć żyć Nestera Machno Nikolaja Kaptana oraz film Aleksandra Kotta i Konstantina Stackiego Trocki, który opowiada o bohaterach innych obozów politycznych w tamtych czasach. Być może w taki sposób państwo wreszcie próbuje trzeźwo spojrzeć na przeszłość kraju i przyciągając do kina widza, usiłuje zwalczyć jej niewyraźny obraz w społecznej świadomości.

W ten format wpisują się także liczne wydarzenia i wystawy, organizowane z okazji obchodów stuletniej rocznicy rewolucji październikowej. Czy to ekspozycja w Państwowym Muzeum Historii Współczesnej pt.: „1917. Kod rewolucji”, gdzie pokazywane są bulaje okrętu Aurora oraz telefony rewolucjonistów; czy odsłonięcie pomnika z imionami ofiar represji stalinowskich na poligonie strzeleckim w Butowo; a także wystawa[14] w Państwowym Muzeum Historycznym w Moskwie obrazów i tekstów uczniów Gimnazjum im. Łomonosowa oraz Uczelni I.I. Aleksandrowa, którzy upamiętnili w nich wydarzenia z października i listopada 1917 r. To także akcja Przywrócenie imion[15], będąca już swoistym obrzędem, podczas której zwykli ludzie wyczytują imiona ofiar reżimu.

„Ściana Żalu”: wczoraj i dziś

Fakt, że akurat dzisiaj odsłonięto pomnik „Ściana Żalu” jest logiczną konsekwencją wspomnianej tendencji. Przecież o jego budowie mówiono prawie 60 lat temu. O konieczności wzniesienia pomnika ofiarom represji mówiono jeszcze na XXII Zjeździe KPZR. Wokół tej idei w latach 80. XX wieku zjednoczyli się obrońcy praw człowieka, tworząc następnie organizację „Memoriał”. I dopiero w 2017 r. pomysł został ostatecznie zrealizowany. Przy czym nie po cichu, w ukryciu od ludności, ale w ramach stuletniej rocznicy rewolucji październikowej, w obecności prezydenta i patriarchy, jako element „Koncepcji polityki państwowej na rzecz pielęgnacji pamięci o ofiarach represji politycznych[16].

Podczas uroczystości pod pomnikiem Władimir Putin powiedział, że nie ma usprawiedliwienia dla represji politycznych i „zmyślonych oraz totalnie absurdalnych oskarżeń”. „Tej okropnej przeszłości nie da się wymazać z pamięci narodowej, a tym bardziej nie ma dla niej żadnego usprawiedliwienia. Żadne, tak zwane wyższe intencje nie mogą tego usprawiedliwić” – oświadczył.

Rada ds. Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego i Praw Człowieka przy Prezydencie Federacji Rosyjskiej wystąpiła z propozycją, aby w rocznicę rewolucji 1917 r. dokonać karnej i administracyjnej amnestii.

„Bardzo często to nie zapotrzebowanie społeczne lub powstały konsensus doprowadzają do postawienia pomników, lecz same pomniki kreują ten konsensus. Jaki by nie był nasz stosunek do dzisiejszej władzy, to fakt, że pomnik został odsłonięty w obecności Putina i Cyryla jest dosyć poważnym narzędziem i poważnym instrumentem, zastosowanym, być może nie w celu wykreowania porozumienia, ale przynajmniej dla przedstawienia tego, co się w historii wydarzyło” – mówi Saprynin.

W taką tendencję wpisuje się stanowisko, przedstawione przez prezydenta jeszcze w 2016 r. podczas przemówienia dla Zgromadzenia Federalnego, w którym wezwał on do uczciwej analizy wydarzeń z 1917 r.: „Przyszły, 2017 rok to rok rocznicy rewolucji lutowej i październikowej. Jest to istotny powód, aby po raz kolejny przypomnieć sobie przyczyny i naturę rewolucji w Rosji. Jest to powód nie tylko dla historyków czy badaczy. To rosyjskie społeczeństwo potrzebuje obiektywnej, uczciwej oraz dogłębnej analizy tych wydarzeń… Lekcje historii potrzebne nam przede wszystkim dla pojednania, dla wzmocnienia społecznego, politycznego oraz obywatelskiego porozumienia”.

Jednocześnie, nawiązanie do tragedii podczas przemówienia przed Zgromadzeniem Federalnym, czy też obok „Ściany Żalu”, brzmi w ustach prezydenta raczej jak trwająca dziesięciolecia klęska żywiołowa, aniżeli jako rezultat działań konkretnego reżimu. Nie należy zapominać, że Putin jako były pracownik służb specjalnych, jest spadkobiercą stworzonego przez ten reżim systemu, który do tej pory czci tradycje radzieckie. M.in., w ramach walki z „myślącymi inaczej”, zarówno na papierze, o czym świadczą nowe przepisy o ekstremizmie, jak też w działaniu, o czym świadczy istnienie więźniów politycznych. A ku złośliwej politycznej ironii losu, są oni także w gronie członków „Memoriału” – osób, które przyłożyły starania do odsłonięcia pomnika ofiarom represji. Władimir Łukin, członek Rady Federacji i przewodniczący Fundacji Pamięci właśnie podczas odsłonięcia danego pomnika wspomniał o przypadku jednego z więźniów, wobec którego oskarżenie wzbudziło „w społeczeństwie poważne wątpliwości”.

Ostatnio w Pietrozawodzku rozpoczęło się postępowanie karne przeciwko Jurija Dmitrijewa, przewodniczącego karalskiego oddziału „Memoriału”. Dmitrijew jest odkrywcą jednego z największych miejsc spoczynku ofiar represji politycznych w Karelii, będącego dzisiaj cmentarzem Sandarmoch[17]. To także autor opublikowanej w listopadzie 2016 r. encyklopedii[18] 40 tysiący oprawców NKWD z lat 1935-1941. Został on oskarżony o zrobienie dziewięciu zdjęć o treści pornograficznej z wizerunkiem jego przybranej córki oraz o nielegalne posiadanie broni (elementy starej broni, znalezionej podczas wykopalisk). Przebieg sprawy sądowej ma charakter zamknięty. Oskarżonemu grozi 15 lat pozbawienia wolności. „Memoriał” jest pewny, że sprawa została sfałszowana i ma za zadanie podważać wiarygodność przede wszystkim samej organizacji. Znajomi Dmitrijewa mówią, że po publikacji książki Wielki terror nie raz dostawał on pogróżki przez telefon. Chwilę przed aresztowaniem niemalże ukończył pracę nad książką o losie przesiedleńców, przymusowo wysłanych do Karelii i innych regionów ZSRR bez wyroku sądowego.

Nawiązanie do aresztu Dmitrijewa ze strony Łukina podczas konferencji prasowej, poświęconej „Ścianie Żalu” nie pojawiło się na żadnym z państwowych kanałów telewizyjnych.

Podobne rzeczy dzieją się w życiu przedstawicieli innych sfer. Przykładem jest areszt reżysera Kiriła Serebrennikowa oraz Sofii Apfilbaum – dyrektorki Rosyjskiego Akademickiego Teatru Młodzieżowego[19], oskarżonych o machinacje finansowe i zmowę[20]. Podejrzani są o przywłaszczenie co najmniej 68 mln rubli, przeznaczonych na realizację projektu Platforma. Zgodnie z wersją śledztwa, ilość i cena organizowanych wydarzeń były zawyżone, zawierano umowy fikcyjne w celu realizacji fikcyjnych przedsięwzięć, a środki finansowe przywłaszczano. Oskarżyciel twierdzi, że spektakl Sen letniej nocy nigdy się nie odbył, mimo że jego premiera miała miejsce w listopadzie 2012 r. i jest pokazywany do tej pory. Jednocześnie, zdaniem większości rosyjskich pracowników teatrów, zatrzymani wypełnili sprawozdania finansowe dokładnie zgodnie z praktyką, stosowaną w całym kraju. Problem polega na tym, że tą praktykę można interpretować zarówno jak próbę optymizacji, jak też uchylenie się od podatków i oszustwo finansowe, w zależności od indywidualnego wyroku sędziego. Akurat w przypadku sprawy Serebrennikowa i Apfelbaum ma miejsce ta druga interpretacja. Wielu ekspertów uważa, że nie jest to kwestia finansowa, lecz polityczna. I stanowi sygnał wobec zbyt niezależnych działaczy sztuki: żadnej propagandy homoseksualizmu, wyśmiewania prawosławia, czy też dokuczania władzy.

„Zawsze znajdzie się coś, do czego mogą się przyczepić: przestańcie udawać, że żyjecie w wolnym kraju i zajmujecie się absolutnie niezależną sztuką. Takie same intencje jeszcze 5-10 lat temu mieli akcjonariusze, członkowie zarządu bądź dyrektorowie przeróżnych koncernów mediowych, kiedy wchodzili do gabinetu swoich przełożonych. Szczególnie po przejęciu kontroli nad stacją telewizyjną NTV i po tym wszystkim, co doskonale pamiętamy. Mechanizm jest dokładnie taki sam – cenzury nie ma. Nikt nie cenzuruje ani portali Lenta.ru, Gazeta.ru, ani telewizyjnego Kanału Pierwszego. Po porostu zarząd już sam wie, jak ma temperować redakcję, aby uniknąć różnych nieprzyjemności” – mówi Saprykin[21].

Więc czy nie należałoby właśnie dlatego, faktu, że władze państwowe bez pompy obchodzą rocznicę Czerwonego Października i stawiają akcent na ofiary represji jako konsekwencje podziału kraju, rozpatrywać go jako obawy Kremla przed powtórką zamieszek rewolucyjnych?

„Ostatnia rzecz, której potrzebuje Kreml to kolejna rewolucja. Ostania rzecz, której potrzebuje Rosja to kolejna rewolucja. Huczne obchody rocznicy świadczyłyby o tym, że władza akceptuje to, z czym sama nie chce mieć do czynienia. Dlatego «wierchuszka» czuje się obecnie zagubiona” – mówi Aleksiej Rodzianko[22], przewodniczący Amerykańskiej Izby Handlowej w Federacji Rosyjskiej.

Abstrahując od faktu „zagubienia” także w społeczeństwie w kwestii oceny wydarzeń sprzed stu lat, jedyna rzecz w związku z rewolucją, która dzisiaj naprawdę jednoczy wszystkich Rosjan między sobą i z władzą, to absolutna niechęć jej powtórki. Mimo że 51% Rosjan ocenia rezultat października 1917 r. pozytywnie („był to bodziec dla społecznego i ekonomicznego rozwoju kraju” zdaniem 38% ankietowanych, „rewolucja dała początek nowej epoce w historii Rosji” według 23%), a sondaże z 2016 r. pokazują, że większość uważa daną rewolucję za konieczność historyczną (57%), co więcej, niosącą pozytywne aspekty (m.in. „odnowienie społeczeństwa” – 11%), to jednak 92% mieszkańców Rosji opowiada się przeciwko kolejnej rewolucji w kraju, uważając, że jest ona niemożliwa (61%), a część boi się nowych wstrząsów i ofiar (25%)[23].

Maria Gorkowskaja

Jeśli spodobał ci się ten artykuł, podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

 

[1] https://www.novayagazeta.ru/articles/2017/10/27/74350-ne-dlya-pamyati-a-dlya-covesti

[2] https://www.levada.ru/2017/04/19/vladimir-lenin/

[3] https://wciom.ru/index.php?id=236&uid=116446

[4] https://echo.msk.ru/programs/personalno/2081658-echo/

[5] https://wciom.ru/index.php?id=236&uid=116446

[6]  „Oświecenie”, „Książki dla nauczycieli” oraz podręczniki dla 11 klasy „Historia Rosji. 1900-1945” pod red. Aleksandra Filippowa.

[7] http://www.interfax.ru/russia/490856

[8] https://ria.ru/politics/20170616/1496623625.html

[9] Dotyczy to Kanału Pierwszego, Rosja 1 oraz NTV. http://www.bbc.com/russian/news-41602154

[10] http://www.interfax.ru/russia/580283

[11] https://meduza.io/feature/2017/05/11/prigovor-ruslanu-sokolovskomu-za-lovlyu-pokemonov-v-hrame-glavnoe

[12] https://wciom.ru/index.php?id=236&uid=116477

[13] Według danych Ministerstwa Sprawiedliwości FR ponad 550 niereligijnych organizacji pozarządowych w swojej nazwie zawiera słowo „prawosławny”. https://www.znak.com/2017-09-15/v_rpc_predlozhili_zapretit_obchestvennym_obedineniyam_imenovat_sebya_pravoslavnymi

[14] https://ria.ru/revolution_documentary_footage/20171006/1501097954.html?inj=1

[15] https://meduza.io/slides/aktsiya-vozvraschenie-imen-29-oktyabrya-pochemu-tuda-nado-idti

[16] https://www.novayagazeta.ru/articles/2017/10/27/74350-ne-dlya-pamyati-a-dlya-covesti

[17]  W tym miejscu w latach 1937–1938 rozstrzelano i pochowano ponad 9,5 tysiąca osób 60 narodowości.

[18]  http://nkvd.memo.ru/index.php?title=%D0%9A%D0%B0%D1%82%D0%B5%D0%B3%D0%BE%D1%80%D0%B8%D1%8F:%D0%A0%D0%B5%D0%BF%D1%80%D0%B5%D1%81%D1%81%D0%B8%D1%80%D0%BE%D0%B2%D0%B0%D0%BD%D0%BD%D1%8B%D0%B5&from=%D0%93

[19] Rosyjski Akademicki Teatr Młodzieży w Moskwie. Przyp. tłum.

[20] http://www.bbc.com/russian/news-41773683

[21] https://echo.msk.ru/programs/personalno/2081658-echo/

[22] http://ru.euronews.com/2017/11/06/russian-revolution-descendants-speaking

[23] https://wciom.ru/index.php?id=236&uid=116446f

Komentarze

Komentarze

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułO Piotrze Szczęsnym, Reinholdzie Elstnerze, Dominiku Venner oraz innych sprawach i osobach
Następny artykułImigracyjne doświadczenie emigracyjnego państwa
Maria Gorkowskaja (Мария Горковская) - dziennikarka- freelancerka, publikuje w rosyjskich i zachodnich mediach. Wcześniej korespondentka działu międzynarodowego dziennika „Izwiestia”. Z wykształcenia prawnik, absolwentka Université Panthéon-Assas w zakresie prawa międzynarodowego, zajmuje się współczesną polityką zagraniczną Federacji Rosyjskiej, zwłaszcza wobec Europy oraz krajów byłego Związku Radzieckiego.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here