O George`u Sorosu

0

George Soros bardziej niż realną osobą jest dziś ideą, symbolem, znakiem. Doszło nawet do tego, że pewien przedstawiciel środowisk narodowo-radykalnych spalił na wrocławskim rynku kukłę, która – jak wyjaśniał – symbolicznie przedstawiała tego amerykańskiego finansistę i politycznego aktywistę. Było to oczywiste złamanie prawa, które zabrania samowolnego rozpalania ogniska w miejscach publicznych, jednakże – o dziwo – nie dostał mandatu za wykroczenie, ale sąd skazał go na karę trzech miesięcy więzienia bez zawieszenia za spalenie kukły Sorosa! Nasuwa się podejrzenie, iż niektórzy wrocławscy sędziowie są wyznawcami religii wudu, wierzącymi, że spalenie dwóch zbitych tyczek, trochę szmat i słomy może realnie wywołać rozległe oparzenia czwartego stopnia u osoby, którą kukła miała przedstawiać. Kto by pomyślał: wudu we Wrocławiu!

Jak wiemy, filozoficzne podstawy politycznej działalności George`a Sorosa stanowią koncepcje Karla Poppera zaprezentowane w książce Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie. To one sprawiły, że młody George postanowił zostać Wielkim Budowniczym Społeczeństwa Otwartego, czyli czegoś, czego sam Popper nie za bardzo potrafił bliżej i precyzyjniej określić. Bardzo pięknie zdefiniowała je posłanka do PE Róża Thun: „Społeczeństwo otwarte, to społeczeństwo otwarte na drugiego człowieka i na miłość bliźniego”. Tego typu laudacje „agenci społeczeństwa otwartego” rozsiewają po całym świecie, natomiast w opinii ludzi racjonalnych, sceptycznych i krytycznych (czyli stosujący się do postulatów poznawczych Poppera) „społeczeństwo otwarte” to nic nie znaczący slogan, pusta łupina werbalna bez żadnego treściowego jądra. Co bardziej podejrzliwi sugerują, że jest to społeczeństwo otwarte na różne eksperymenty społeczne, na masową imigrację, na interwencje władzy przeprowadzane ewolucyjnie i drobnymi krokami – mistrz Sorosa Popper zalecał wszak „cząstkową inżynierię społeczną” (piecemeal social engineering). Inne, aczkolwiek pokrewne, znaczenie miałaby „otwartość” społeczeństwa rozumiana tak jak w zdaniu: „właściciel zostawił sklep otwarty, co bardzo ułatwiło zadanie złodziejom”. „Społeczeństwo otwarte” byłoby po prostu bezpiecznym żerowiskiem dla wszelkiej maści amatorów cudzej własności.

Skoro według Sorosa podstawę „społeczeństwa otwartego” stanowi pogląd, iż nikt nie ma monopolu na prawdę (taką wykładnię można by od biedy zaakceptować, z tym zastrzeżeniem, że najistotniejsze jest zlikwidowanie monopolistycznego posiadania „środków produkcji prawdy”), to jak pogodzić z tym fakt, iż obywatel Rzeczpospolitej Polskiej, który spalił kukłę Sorosa na wrocławskim rynku, powędruje do więziennej celi za wyrażenie swojej, subiektywnej, prawdy o nim? Czyż nie zakłada to posiadania przez sędziego monopolu na prawdę? Czy zatem w obronie podpalacza kukły Sorosa nie powinna twardo stanąć Fundacja Otwartego Społeczeństwa finansowana przez tegoż Sorosa?

Zanim Soros zabrał się za „otwieranie” społeczeństw, musiał zgromadzić odpowiednie środki finansowe, zajął się więc „spekulacją” walutową – wyjaśnijmy tu, że sam dumnie określa się jako „spekulant”, i rzeczywiście ma powody do dumy, gdyż swoje sukcesy zawdzięcza wysokiej inteligencji i wielkiej kreatywności. Jest wybitnie utalentowanym graczem i strategiem walutowym, obdarzonym intuicją, sprytem oraz innymi cechami i umiejętnościami nieodzownymi dla odniesienia zwycięstwa w dziedzinie „spekulacji”. Podkreślmy, że jego „spekulacje” nie są ani nieuczciwe, ani nielegalne, stąd też nie mają racji wrogowie Sorosa oskarżający go o to, że jest „malwersantem” i „oszustem finansowym”. Albowiem to cały system, w ramach którego działa, a którego nie stworzył, jest oszukańczy. Atakuje się Sorosa, zamiast atakować reguły gry, które wszak nie on ustanowił. On jedynie doskonale, dla własnej korzyści, wykorzystuje możliwości i szanse jakie daje system. Główne elementy tego systemu to: pozbawiony substancji, nie mający pokrycia, dowolnie pomnażany papierowy pieniądz fiducjarny (fiat money), czyli „rządowe skrypty dłużne udające pieniądz” (Doug Casey), stałe powiększanie ilości pieniądza i kredytu wytwarzające spekulacyjny pseudo-kapitał, szczególnie od momentu, kiedy na początku lat 70. ubiegłego wieku zerwana została ostatnia, cienka nić wiążącą pieniądz ze złotem. I dalej: bankowość oparta na rezerwie cząstkowej. I dalej: manipulowanie kursami walutowymi, stopami procentowymi i wartością pieniądza, nadmierne, stale rosnące wydatki państwa, rozbuchane budżety i coraz wyższe zadłużenie rządów, piramidy finansowe zbudowane z państwowych i bankowych obligacji denominowanych w pieniądzu fiducjarnym, giełdy akcji, których cena oderwana jest od rzeczywistej wartości tego, co akcje te reprezentują.

Powiada się, że Soros gra na rynkach finansowych, jednakże – jak podkreślają niezależni analitycy – owe mityczne „rynki”, na których żongluje on państwowym zmonopolizowanym pieniądzem, nie są żadnymi „rynkami”, lecz instrumentami finansowania potężnie zadłużonych państw socjalnych. Soros działa w świecie „kolejnych fal spekulacji, sztucznych boomów, finansowego hochsztaplerstwa” (Roland Baader), możliwych na taką skalę tylko w systemie stałego wzrostu podaży pieniądza i kredytu kreowanego z niczego. Swoją fortunę zawdzięcza działaniu jako „operator” w systemie plutokratycznego neokapitalizmu, monetarnego socjalizm, „finansizmu”, politycznego kapitalizmu, „kolpitalizmu”, czyli kapitalizmu kolesi (ang. cropitalism = crony capitalism).

Do historii „spekulacji walutowych” przeszedł Soros jako „Człowiek  Który Rzucił Na Kolana Bank Anglii” (wrzesień 1992). Pomijamy tutaj przypuszczenia, że na tę operację dostał pieniądze od większych odeń „money masters”, że był wystawionym na pierwszą linię człowiekiem Jacoba Rothschilda i Jamesa Goldsmitha, którzy kryli się w rzeczywistości za powstaniem jego imperium finansowego. Istotniejszą rzeczą jest to, iż cała operacja była możliwa tylko dlatego, że to rząd brytyjski, a nie jakiś „rynek”, podjął decyzję o kursie funta i jego utrzymaniu w, powołanym nie przez „rynek”, lecz decyzją polityczną, Europejskim Mechanizmie Kursów Walutowych, będącym częściowym zniesieniem płynnego kursu walut. Zatem nie było tu żadnej „gry rynkowej”, ale wyłącznie zakład o to, jakie decyzje podejmą instancje polityczne. Przy walucie kruszcowej, parytecie złota, a nawet w samym płynnym systemie kursów walut państwowych Soros by nic nie zarobił, ba, w ogóle by nie zaistniał jako „finansista”. Amerykański inwestor i publicysta Doug Casey szacuje, że 20% gospodarki USA to „przemysł finansowy” – dziesiątki tysięcy „traderów” pakuje, przepakowuje, wymienia, handluje fikcyjnymi aktywami, kręci się gigantyczna branża pieniężna, ponad wszelką miarę rozrasta się aparat finansowo-bankowy. Według Casey`a w normalnych warunkach sektor ten stanowiłby co najwyżej 2% gospodarki. Wielu mniejszych i większych „Sorosów” musiałoby wówczas znaleźć sobie bardziej pożyteczne zajęcie.

Swoimi „spekulacjami” Soros nie stworzył żadnych wartości ekonomicznych (ani jakichkolwiek innych), nigdy nie założył ani nie prowadził firmy, produkującej coś, co miałoby wartość dla szerokich mas i przyniosłoby mu bogactwo. Nie był i nie jest przedsiębiorcą, „kapitanem przemysłu”, wynalazcą, producentem pożytecznych rzeczy i towarów lub dostawcą usług pożądanych przez miliony – zbił wielomiliardowy majątek na całkowicie jałowych operacjach finansowych możliwych tylko w chorym systemie ekonomiczno-finansowym. Gdyby ten system nie istniał, nie byłoby też Sorosa. Zastanawiające jest, że opisując operację Sorosa z funtem, jako rzecz normalną przyjmuje się zazwyczaj fakt, iż „kosztowała Wielką Brytanię ponad 3 mld funtów”. Ale ponieważ, jak wiadomo, „nie ma czegoś takiego jak Wielka Brytania”, zatem koszty spadły – wolno podejrzewać – na barki zwykłych Brytyjczyków.

Oprócz bycia „traderem” na wielką skalę Soros ma również ambicje intelektualne. Są to jednak ambicje na wyrost. Większość niezależnych publicystów, którzy zadali sobie trud przeczytania płodów jego pióra, publicznych wypowiedzi i wywiadów zgodnie twierdzi, że popełnia on dużą nieostrożność zapuszczając się w rejony teorii ekonomicznej, której zupełnie nie rozumie. Mowa jego jest mętna i pełna sprzeczności, niewłaściwie używa on terminologii, tonie w pojęciowym chaosie, nie rozróżnia głównych teorii ekonomicznych, w istotnych kwestiach jest kompletnym ignorantem, stawia całkowicie błędne diagnozy, w wielu przypadkach nie potrafi uchwycić rzeczywistych związków przyczynowo-skutkowych. Jego wywody nie wnoszą niczego nowego, żadnych nowych obserwacji lub argumentów, powtarza komunały, znane od wielu dziesiątków lat – tych banałów wysłuchuje się z udawanym nabożeństwem, zapewne dlatego tylko, że jest bogaty i potężny. Ten „alchemik finansów” reprezentuje w istocie niewysoki poziom intelektualny i uprawia dość prymitywną agitację na rzecz swoich projektów polityczno-ideologicznych. Soros albo nie rozumie w jakim społeczeństwie żyje, albo rozumie, zaś jego „filantropijna” i „ideowa” działalność jest osłoną propagandową dla realnych struktur władzy politycznej i władzy pieniądza, zasłoną dymną dla tryumfującego „kolpitalizmu” i „finansizmu”.

Zważać należy, aby nie demonizować Sorosa, nie przypisywać mu jako jednostce nadludzkich mocy i możliwości, ponieważ taka nadmierna personalizacja systemu przesłania jego mechanizmy i zaciemnia prawdziwy obraz rzeczywistości. Soros jest jednym z wielu współdziałających ze sobą członków całej struktury władzy globalnej (global networks of power), tyle tylko, że bardziej widocznym i głośniejszym niż inni, którzy wolą pozostać w cieniu. Polityczno-ekonomiczne koncepcje, projekty i propozycje Sorosa sprowadzają się do prostej zasady: jeszcze więcej tego samego. Czyli jeszcze więcej kontroli i regulacji, jeszcze więcej centralizacji i centralnego planowania, jeszcze ściślejszej „współpracy” pomiędzy wielkim biznesem, wielkimi bankami, wielkimi politykami, wielkimi instytucjami „global governance”. Celem jest podtrzymanie i umocnienie obecnego systemu polityczno-ekonomicznego, którego Soros jest beneficjentem.

W Magazynie Świątecznym „Gazety Wyborczej” (2-3 lipca 2016) Mariusz Zawadzki opublikował artykuł o Sorosie zatytułowany „Magik, spryciarz, wywrotowiec”. To, że Soros jest „magikiem” i „spryciarzem”, to oczywiste, ale czym „międzynarodowy finansista” i udziałowiec wielkich korporacji i banków zasłużył sobie na szlachetne miano „wywrotowca”? Dlaczego nazywany bywa „Ojcem Chrzestnym lewicy”? Ponieważ finansuje i popiera zawsze i wyłącznie rozmaite manifestacje progresywizmu – socliberalizm, genderyzm, multikulturalizm, imigracjonizm.  Zawsze na wrogów desygnuje partie czy środowiska, które można najogólniej określić jako „konserwatywno-narodowe”. Nie jest zresztą odosobniony w sympatii do „wywrotowych” dążeń. Na przykład szefowa Międzynarodowego Funduszu Walutowego Christine Lagarde na jednej z konferencji, w której uczestniczyli zarządcy globalnego „kolpitalizmu” i „finansizmu”, z aprobatą cytowała jednego z największych wywrotowców – Karola Marksa! Cofnijmy się nieco w przeszłość: „New York Times” z 10 sierpnia 1973 roku opublikował artykuł zatytułowany „From a China Traveler”, którego autor opisywał swoje wrażenia z trwającej półtora tygodnia podróży po Chińskiej Republice Ludowej zachwycając się narodową harmonią, podkreślając autentyczne, powszechne przywiązanie narodu chińskiego do Przewodniczącego Mao i zasad maoizmu: „Niezależnie od ceny chińskiej rewolucji, to w oczywisty sposób odniosła sukces nie tylko w wytworzeniu bardziej efektywnej i oddanej administracji, ale także sprzyja wysokiemu poziomowi moralnemu i poczuciu wspólnoty celu. Ogólny postęp gospodarczy i społeczny robi nie mniejsze wrażenie”. Pod rządami Komunistycznej Partii Chin, „każdy ma skromne pożywienie, ubranie i mieszkanie, ulice i domy są idealnie czyste, opieka zdrowotna znacznie się poprawiła. Przestępczość, narkomania, prostytucja, choroby weneryczne zostały praktycznie wyeliminowane, drzwi zwykle nie zamyka się na klucz; ogromne postępy poczyniono w rolnictwie, zalesieniu, przemyśle i edukacji. 90 procent dzieci w wieku szkolnym uczęszcza do szkól podstawowych, podczas gdy jeszcze 20 lat temu było to 20%”. Autor zauważa wprawdzie pewne wady i niedociągnięcia chińskiego komunizmu, jednakże ostateczna ocena wypada pozytywnie: „Społeczny eksperyment w Chinach pod przywództwem Przewodniczącego Mao jest jednym z najważniejszych i najbardziej udanych eksperymentów w historii ludzkości”. Człowiekiem, który tyle ciepłych słów miał dla („udanego”!) komunistycznego eksperymentu, był nie kto inny jak bankier i multimiliarder David Rockefeller (zm. 2017). Być może więc ma rację niemiecki publicysta Oliver Janich, autor książki Kapitalistyczny spisek, nazywający kastę, do której należą m.in. Rockeffeler, Soros, Lagarde, „komunistyczną elitą pieniądza”.

Ta „komunistyczna elita pieniądza” ma wiele wspólnego z postmarksistami skupiającymi się na permanentnej zmianie w sferze kulturalno-obyczajowej –  reprezentująca globalistyczny neokapitalizm („finansizm”, „kolpitalizm”) również dąży do wykorzenieniu reakcyjnych przesądów i związanych z nimi socjokulturalnych struktur i zlikwidowania narodowych, rodzinnych, klasowych, religijnych tożsamości i lojalności. Rewolucyjną siłą nie jest już światowy proletariat, ale światowy (spekulacyjny) kapitał reprezentowany np. przez Sorosa. Postmarksista i (neo)kapitalista typu Soros to bliźniacza para, obaj akceptują te fragmenty Manifestu Komunistycznego Marksa, które zawierają apologię kapitalizmu jako siły modernizującej, postępowej, rewolucjonizującej stosunki społeczne, sprawiającej, że „wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu, wszystko, co święte, ulega sprofanowaniu”. W Kapitale Marks pisał, że dzięki industrialnemu kapitalizmowi „obalone zostały wszelkie szranki ustalone przez przyrodę i obyczaj, wiek i płeć, dzień i noc”. „Obalenie wszelkich szranków” brzmi jak słodka muzyka w uszach zarówno postmarksistów, jak i sorosowskich globalistycznych (neo)kapitalistów („komunistycznej elity pieniądza”).

Tomasz Gabiś

Jeśli spodobał ci się ten artykuł, podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

 

 

 

 

 

Komentarze

Komentarze

Poprzedni artykułO sztuce rządzenia państwem
Następny artykułRosyjskie gry globalne czy polityczne zagrywki zachodnich państw?
Tomasz Gabiś był w latach 1982-1989 publicystą i współpracownikiem podziemnych czasopism wrocławskich „Region”, „Konkret”, „Nowa Republika”, „Ogniwo”, „Replika”, „Herold Wolnej Przedsiębiorczości”. W 1986 r. należał do założycieli ukazującego się poza cenzurą pisma konserwatystów i liberałów „Stańczyk”. W latach 1986-1989 roku był publicystą i redaktorem naczelnym „Kolibra” – autonomicznej, wrocławskiej części „Stańczyka”. W latach 1990-2004 był redaktorem naczelnym „Stańczyka”. Autor książki Gry imperialne (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008) Przetłumaczył z języka niemieckiego następujące książki: Erik von Kuehnelt-Leddihn, Przeciwko duchowi czasu, Wektory, Wrocław 2008, Josef Schüßlburner, Czerwony, brunatny i zielony socjalizm, Wektory, Wrocław 2009, Roland Baader, Śmiercionośne myśli. Dlaczego intelektualiści niszczą nasz świat, Wektory, Wrocław 2009. Gerhard Besier, Stolica Apostolska i Niemcy Hitlera, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010. Jürgen Roth, Europa mafii, Wektory, Wrocław 2010. Bruno Bandulet, Ostatnie lata euro, Wektory, Wrocław 2011. Philipp Ther, Ciemna strona państw narodowych. Czystki etniczne w nowoczesnej Europie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2012. Reinhard Lindner, Menedżer Samuraj. Intuicja jako klucz do sukcesu, Kurhaus Publishing, Warszawa 2015. Jana Fuchs, Miejsce po Wielkiej Synagodze. Przekształcenia placu Bankowego po 1943 roku, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2016. Maren Röger, Ucieczka, wypędzenie i przesiedlenie. Medialne wspomnienia i debaty w Niemczech i w Polsce po 1989 roku, Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy`ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2016. Pełny życiorys tutaj: http://www.tomaszgabis.pl/zyciorys/

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here