Rosyjskie gry globalne czy polityczne zagrywki zachodnich państw?

0

Bez względu na to, czy doniesienia o rosyjskim zaangażowaniu w kampanie wyborcze szeregu państw są uzasadnione, czy nie, Kreml naturalnie miał w nich swoich faworytów – zarówno w przypadku wyborów amerykańskich, francuskich, austriackich, czy niemieckich. I to nie tylko w ciągu minionych dwóch lat, ale także wcześniej, w większości wyborów w Europie, Stanach Zjednoczonych i innych państwach kluczowych dla rosyjskiej polityki zagranicznej. Jednak nie zawsze faworyt spełniał pokładane w nim oczekiwania, a w innych przypadkach jego zwycięski przeciwnik prowadził politykę przyjazną wobec Moskwy. Podobnie jest w przypadku ogólnonarodowych referendów przeprowadzonych w ostatnich latach w Wielkiej Brytanii, Holandii i Włoszech, których wyniki wpisywały się w nurt rosyjskich państwowych mediów. Ich efekty do dzisiaj nie są jednoznacznie korzystne dla Moskwy, a częściowo nawet jej szkodzą. Wzrost rosyjskiej aktywności za granicą to jeszcze nie geopolityczny sukces rosyjskich władz.

Mimo iż w referendum o ratyfikacji umowy stowarzyszeniowej UE z Ukrainą większość Holendrów opowiedziała się przeciwko, to wyższa izba parlamentu poparła ustawę o ratyfikacji, otwierając Ukrainie drogę do zbliżenia z Unią. Oskarżenia wobec Rosji o ingerencję w kampanię przedwyborczą w Wielkiej Brytanii, przedstawione jeszcze w lutym 2017 r. przez Chrisa Bryanta, parlamentarzystę Partii Pracy i powtórzone przez premier Theresę May w listopadzie tego samego roku, doprowadziły do dodatkowych napięć w relacjach dwustronnych[1].

We Włoszech, trzy miesiące przed marcowymi wyborami parlamentarnymi, doniesienia o finansowaniu przez Rosję antyeuropejskich partii populistycznych były wykorzystane przez część prasy i środowiska okołorządowe do ataków medialnych dyskredytujących Ligę Północną oraz Ruch Pięciu Gwiazd, których popularność rośnie. Ponadto przegrane referendum w sprawie zmian konstytucyjnych w 2016 r., w związku z którym Rosja oskarżana jest o prowadzenie działań dezinformacyjnych, nie doprowadziło do upadku rządu Matteo Renzi, co sugerowały rosyjskie media.

W Austrii eurosceptyczna Wolnościowa Partia (FPÖ), która utrzymuje relacje z rosyjską partią rządzącą i przez którą, według doniesień medialnych, jest finansowana, nie wygrała wyborów, lecz została zaproszona do koalicji rządzącej przez zwycięską Partię Ludową (ÖeVP). Jednocześnie nowy kanclerz Sebastian Kurz zapewnił Brukselę, że jego rząd będzie proeuropejski i podkreślił swoje dążenia do bliskiej współpracy z Niemcami i Francją oraz zachowania jedności Europy. Zatem domniemane intencje rosyjskie, by tworzyć antyeuropejskie bastiony, nie ziściły się.

W Niemczech w wyniku ostatnich wyborów parlamentarnych dotychczasowa koalicja rządząca została osłabiona przez wzrost poparcia dla skrajnej prawicy- Alternatywy dla Niemiec (AfD). Faktycznie, poza Unią Chrześcijańsko-Demokratyczną (CDU), czyli partią dotychczasowej kanclerz Angeli Merkel, wszystkie pozostałe ugrupowania przejawiają prorosyjskie sympatie. Jednak to CDU będzie tworzyć rząd, a Socjaldemokratyczna Partia Niemiec (SPD) jest ostrożna w swoich deklaracjach i decyzjach wobec Rosji i to ona aktualnie pretenduje do udziału w koalicji rządzącej.

W Czechach zwycięzcą wyborów parlamentarnych w minionym roku została krytyczna wobec UE Akcja Niezadowolonych Obywateli (ANO), sympatyzująca z Rosją. Jednak jej liderowi, przedsiębiorcy Andrejowi Babišowi, zbyt mocno zależy na europejskich dotacjach (o których defraudację jest zresztą oskarżany), by dążyć do wystąpienia z Unii. Jedynym zwolennikiem „Czexitu” jest Partia Wolności i Demokracji Bezpośredniej z Tomio Okamurą na czele, która w wyborach uzyskała drugą pozycję dzięki swojej antyislamskiej i antyimigracyjnej retoryce. Nie została jednak zaproszona do koalicji z Babišem, który podjął się tworzenia rządu mniejszościowego.

Za największego sojusznika Rosji na czeskiej scenie politycznej uważany jest prezydent Miloš Zeman. To on opowiada się za zniesieniem sankcji wobec Moskwy i uznaniem Krymu za pełnoprawną część Rosji. Jego doradca ekonomiczny Martin Nejedlý, który finansował kampanię prezydencką Zemana w 2013 r., w latach 90. pracował w Rosji, a następnie przeniósł się do Pragi, gdzie otworzył Lukoil Aviation Czech. Gdy biznes upadł i firma zadłużyła się u państwa czeskiego, rosyjski Lukoil spłacił dług Nejedlý’ego, który finalnie nie poniósł żadnych strat finansowych. Zdaniem The New York Times, rozwijanie relacji z pośrednikami w sektorze energetycznym, którzy posiadają rozległe kontakty polityczne, a następnie zostają dłużnikami Rosji, jest tradycyjną rosyjską metodą pozyskiwania zagranicznych wpływów politycznych[2]. I najwyraźniej ta metoda była bardziej dyskretna i skuteczna niż dezinformacja w rosyjskojęzycznych i lokalnych mediach, która zdaniem czeskiego rządu, była inspirowana przez Moskwę w okresie ostatniej kampanii parlamentarnej i prezydenckiej. Bowiem pierwsza tura wyborów prezydenckich, które w Czechach miały miejsce w styczniu tego roku, nie wyłoniła zwycięzcy, a urzędujący prorosyjski prezydent otrzymał znacznie mniej głosów, niż zapowiadały sondaże. Jego przeciwnik, proeuropejski Jirzi Drahosz, ma duże szanse zebrać głosy wszystkich pozostałych kandydatów i zakończyć drugą turę zwycięstwem.

Emmanuel Macron, w wyborach prezydenckich kontrkandydat rosyjskiej faworytki Marine Le Pen, jeszcze przed wyborami we Francji oskarżał rosyjskie władze o stosowanie wojny informacyjnej. Nastąpiło to po tym, jak w Internecie pojawiły się treści e-maili i dokumenty finansowe związane z jego kampanią wyborczą – zdaniem jego współpracowników – częściowo prawdziwe, a częściowo sfałszowane. Jednak tuż po zaprzysiężeniu zaprosił rosyjskiego prezydenta do Wersalu na otwarcie wystawy z okazji 300. rocznicy wizyty cara Piotra Wielkiego w Paryżu. A podczas szczytu G7 na Sycylii podkreślał, że rozmowy z Rosją są kluczowe dla rozwiązania szeregu międzynarodowych problemów. Zatem, mimo że prezydentem nie została kandydatka głosząca zniesienie antyrosyjskich sankcji oraz wyjście ze strefy euro i Schengen, to stosunek Macrona do Rosji okazuje się zupełnie pragmatyczny i pozwala usłyszeć jej głos w międzynarodowych sprawach.

Skandal wokół amerykańskich wyborów prezydenckich „z rosyjskim akcentem” przechodzi kolejne fazy. Obecnie Demokraci z senackiej Komisji Spraw Zagranicznych podjęli się próby nacisku na urzędującego prezydenta i przedstawili raport, w którym oskarżają go o bezczynność wobec rosyjskich interwencji w wewnętrzne sprawy Stanów Zjednoczonych. Zdaniem inicjatora materiału, Senatora Bena Cardina, raport ma za zadanie pokazać amerykańskim obywatelom skalę rosyjskich działań, podważających zachodnią demokrację i zasady prawa w Stanach oraz Europie[3]. Autorzy tekstu wzywają również, by do walki z rosyjską dezinformacją włączyć Centrum Globalnego Zaangażowania (Global Engagement Center) z Departamentu Stanu, powołane w 2016 r. w celu przeciwdziałania wpływom organizacji terrorystycznych. Demokratom nie wystarcza, że w sierpniu ubiegłego roku prezydent podpisał ustawę o kolejnych sankcjach wobec Rosji. Stwierdził przy tym, że czyni to niechętnie, ponieważ ustawa jest niedoskonała, jednak jego zdaniem „agresywne i siejące destabilizację zachowania takich państw jak Iran, Rosja i Korea Północna powinny być ukarane”[4]. Najwyraźniej powiedział to niezbyt przekonywująco, a jako prezydent powinien zdusić w sobie przywiązanie do decyzji ekonomicznie opłacalnych i kontynuować walkę o wartości demokratyczne. Przy okazji dostało mu się od rosyjskiego premiera Dmitrija Miedwiediewa, który nazwał administrację Trumpa „całkowicie bezsilną”[5].

Bez względu na motywację amerykańskich Demokratów, ich wystąpienia wywołują poruszenie w Rosji. Zdaniem Eleny Czernienko, redaktorki działu międzynarodowego rosyjskiego dziennika Kommersant, kolejny raport o rosyjskich ingerencjach w zachodnich państwach dla wielu w Moskwie jest bolesnym tematem i wywołuje sporo nerwów. „Nie jest jasne, czego można oczekiwać od tego dokumentu, ile osób znajdzie się na nowej «czarnej liście», czy będą opublikowane jakieś kompromitujące dane i czy konsekwencją publikacji będą nowe sankcje” – wyjaśnia Nowej Debacie. Najwyraźniej z perspektywy rosyjskiej dyplomacji sytuacja stała się kuriozalna. Czernienko dodaje, że „długie ramię Moskwy”, które jakoby dosięgnęło wszystkich zachodnich państw, stało się już obiektem żartów w środowisku rosyjskich dyplomatów. „Odnosi się wrażenie, że w Waszyngtonie i UE rosyjskie próby wyjaśnienia sytuacji wywołują niemal odwrotny skutek. Im więcej w Moskwie mówi się «to nie my», tym więcej oskarżeń trafia pod jej adres” – uważa Czernienko.

Irytacja zdaje się być obustronna. Zachodnie państwa oskarżają Rosję o działania, w które zaangażowana jest jedynie część struktur państwowych, a oficjalni dyplomaci prawdopodobnie nie są informowani o jej szczegółach i mają inne zadania na międzynarodowej scenie politycznej. Radzieckie tradycje utrzymania konkurencji między instytucjami państwowymi sugerują, że działania poszczególnych struktur niekoniecznie są koordynowane z zadaniami oficjalnej dyplomacji.

Najważniejsze, czego Rosja dokonała w okresie prezydenckich kadencji Putina – czy to się podoba, czy nie – to uzyskanie pozycji międzynarodowej, z którą liczą się kluczowi gracze. Obecnie bez niej nie jest możliwe rozwiązanie wielu konfliktów i sporów międzynarodowych poczynając od Syrii, Iranu, Ukrainy po Koreę Północną i Arktykę. I pozycję tą zdobyła nie atakami hakerskimi na skrzynki pocztowe kandydatów na prezydenta w poszczególnych krajach, o które jest oskarżana, czy też propagandą za granicą. Stało się tak dzięki wieloletniej pracy dyplomatycznej i umiejętności wykorzystywania lokalnych konfliktów od Ameryki Południowej, Afryki po Azję Wschodnią, gdzie wspiera swoich faworytów i prowadzi politykę, której unika na swoim własnym podwórku.

Podczas, gdy Moskwa oficjalnie oskarża Waszyngton o ideową dwulicowość – ponieważ w polityce wewnętrznej promuje wartości liberalizmu, a na scenie międzynarodowej prowadzi politykę hegemona, bardziej przypominającą konserwatyzm – to sama równie stosuje podwójne standardy. Robi to jednak w odwróconym świetle: konserwatyzm i paternalizm w polityce wewnętrznej, a promocja multilateralizmu i niezależności jednostki (w postaci państwa) w stosunkach międzynarodowych (niezależności przede wszystkim od Stanów Zjednoczonych). I chociaż próba odegrania roli wiodącego buntownika wobec ładu światowego była krytykowana nawet przez liberalne środowiska intelektualne w samej Rosji, to przyniosła wymierne korzyści. Ich przykładem są dzisiaj m.in. kontrakty Rosatomu z Kairem, wzmocnienie pozycji na Bliskim Wschodzie po operacji militarnej wspierającej prezydenta Baszszara al-Assada oraz wzrost wpływów rosyjskiego faworyta w Libii – lidera wojskowego Chalifa Haftara. Nawet Egipt, mimo wieloletniej tradycji sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi oraz aktualnych powiązań z zachodnimi instytucjami poprzez pożyczki otrzymywane z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, zdywersyfikował źródła dostaw uzbrojenia podpisując w 2015 r. kontrakt z rosyjską firmą.

Rosja doskonale wykorzystuje dążenia poszczególnych państw do balansowania zagranicznych wpływów na ich terytorium. W Afryce Rosja stosuje metodę zamiany długów na zakup uzbrojenia, gdzie jest jego największym eksporterem (35% eksportu broni na kontynent)[6]. Ponadto Afryka plasuje się na drugim miejscu na liście najważniejszych importerów rosyjskiej produkcji zbrojeniowej (12%). Największym jednak rynkiem zbytu dla rosyjskiej broni jest Azja i Oceania (68% eksportu), gdzie najważniejszymi partnerami są Indie (Rosja zapewnia 68% indyjskiego importu) i Chiny (57% importu)[7]. Zdaniem Paula Stronskiego z Centrum Carnegie w Waszyngtonie, rosyjska sprzedaż uzbrojenia jest częścią szerokiej polityki tworzenia globalnych wpływów poprzez rozwijanie współpracy gospodarczej oraz budowanie zależności od rosyjskich technologii[8]. Argumentem dla handlu bronią na kierunku afrykańskim jest walka z radykalnym ekstremizmem oraz zapobieganie masowym migracjom do Europy.

W Ukrainie, gdzie Rosja dysponowała szerokim wachlarzem wpływów, polityka prowadzona w ostatnich latach na tyle spolaryzowała ukraińskie społeczeństwo i scenę polityczną, że dużą jej część obróciła przeciwko sobie. Dotychczasowe instrumenty wpływu pozostały, jednak ich znaczenie powoli maleje. Pavlo Vierkhniatsky, partner zarządzający w ukraińskiej agencji analitycznej COSA, uważa, że w kontekście dynamiki wpływu i korzystania z instrumentów nacisku Rosji na Ukrainę, dostrzegalny jest spadek rosyjskich możliwości w sferze niewojskowej. Wynika to z osłabienia gospodarczych więzi oraz wprowadzenia antyrosyjskich sankcji. „Energetyczna zależność Ukrainy od Rosji również stopniowo się zmniejsza, jednak wciąż pozostaje wysoka. Bez względu na zmniejszenie ilości zakupu węglowodorów z Rosji i przejście na zakup gazu od państw europejskich, kupiony gaz pozostaje rosyjski ze względu na stosowany system rewersu z Europy, ponieważ faktycznie jego cenę dyktuje Rosja” – zauważa Vierkhniatsky w rozmowie z Nową Debatą. Ważnym mechanizmem wpływu Rosji w Ukrainie pozostają sympatyzujący z nią lokalni oligarchowie, mający mocną pozycję polityczną. Część z nich ma rosyjskie obywatelstwo. „Szereg oligarchicznych średnich bądź dużych klanów jest bądź to bezpośrednio kontrolowanych z Rosji, bądź przejawiają sympatie do sąsiedniego państwa. Te osoby pełnią funkcję promotorów rosyjskich interesów w Ukrainie, czy to poprzez mechanizmy korupcyjne, czy z ideologicznych względów” – komentuje. Jednocześnie, jego zdaniem ogólna atmosfera wśród ukraińskiego społeczeństwa, w tym również biznesu, dyktuje odwrót z rosyjskiego rynku ze względów nie tylko ekonomicznych, ale także moralnych, postrzegając Rosję jako agresora.

Pozostawiając kremlinologom snucie teorii dotyczących motywacji rosyjskich władz, które inspirują je do prowadzenia gier na rzecz zdobywania politycznych wpływów za granicą, wydaje się, że znacznie ważniejsza jest obserwacja wachlarza instrumentów tych gier i ich efektów. Oburzenie ze strony szeregu państw na domniemane rosyjskie działania jest uzasadnione. Jednak skala tych reakcji jest najprawdopodobniej zamierzona, by osiągnąć określone cele. I to te reakcje oraz te cele, a także proponowane przeciwdziałania również powinny być analizowane. Bowiem skandale, które wywołano wokół Rosji sugerują, że ich podstawą mogą być nie tylko rosyjskie działania, ale próba wykorzystania ich do rozgrywki z własnymi oponentami politycznymi.

Część rekomendacji autorów styczniowego raportu amerykańskich senatorów, obejmująca m.in. wsparcie dla organizacji pozarządowych i niezależnych mediów w Rosji, „w sytuacji, gdy nie przestanie ona ingerować w sprawy innych państw” wydaje się być ironiczna. Autorzy jednak zastrzegają, że wsparcie to nie ma na celu ingerencji w sprawy rosyjskie, lecz jedynie ma za zadanie realizować wartości zawarte w helsińskiej Karcie Praw Człowieka. Taką argumentację Kreml wykorzystuje, tłumacząc swojemu elektoratowi, że „demokratyczne wartości” stanowią „zachodni instrument wpływu i ingerencji w wewnętrzne sprawy Rosji”.

Aleksandra Kowalczuk

Jeśli spodobał ci się ten artykuł, podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!

[1] Clear evidence Russia interfered in 2015 UK election, says former Labour minister, 21.02.2017, ww.independent.co.uk, Theresa May accuses Russia of interfering in elections and fake news, 14.11.2017, www.theguardian.com.

[2] How Russians Pay to Play in Other Countries, 30.12.2016, www.nytimes.com.

[3] Democratic report warns of Russian meddling in Europe, US, 10.01.2018, www.washingtonpost.com.

[4] Trump signs Russia sanctions bill, Moscow calls it ‚trade war’, 02.08.2017, www.reuters.com.

[5] Trump signs Russia sanctions bill, Moscow calls it ‚trade war‚, 02.08.2017, www.reuters.com.

[6] SIPRI Fact Sheet, February 2017, www.sipri.org.

[7] SIPRI Fact Sheet, February 2017, www.sipri.org.

[8] Stronski Paul, Russia Looks to the Central African Republic to Beef Up Its Arms Sales to Africa, 10.01.2018, carnegie.com.