Nadzieja w Europie Wschodniej. Czy stary zimnowojenny podział uratuje kontynent?

0

Jedyna możliwość, jaka nam została

Jeśli zapoznamy się z danymi demograficznymi, statystyką zjawisk społecznych, w szczególności dotyczącą przestępstw, a także badaniami dotyczącymi wykształcenia oraz nieformalną strukturą zasad, które regulują życie codzienne lokalnych społeczności, dojdziemy do wniosku, że w niemieckich miastach i regionach już od dawna przeważają standardy i obyczaje niemające nic wspólnego z Europą. Ta dominacja stała się jeszcze wyraźniejsza i silniejsza za sprawą tzw. fali uchodźców. W wielu miejscach o tym, kto ma władzę i przewagę na określonym terenie, decydują czynniki demograficzne, kulturowe, polityczne, społeczne, obyczajowe i religijne. Napięcie związane z konsekwencjami tego stanu rzeczy wywołują reakcję klasy politycznej. Przykładem mogą tu być niedawne próby ograniczenia możliwości publicznych wystąpień polityków tureckich kierowanych do ich rodaków w Niemczech; od dawna takie wystąpienia były mocną demonstracją siły wobec społeczeństwa niemieckiego. Tego rodzaju próby mają charakter czysto defensywny, są zbyt nieśmiałe i podejmowane są o wiele lat, a może dziesiątków lat za późno. Nie zmienią już tego, że całe rejony Niemiec i Europy – nie wyłączając rdzennie europejskich terenów – zostały utracone wskutek ulegania iluzjom, niefrasobliwości, wygodnictwa, oportunizmu i głupoty. Marzenie Charles’a de Gaulle’a o Europie karolińskiej, która stałaby się zalążkiem całej Europy aż do Uralu staje się dzisiaj zwykłą mrzonką.

Jakie nam zostały możliwości politycznego działania? Jeśli zachodni Europejczycy i Niemcy chcą zachować swoją historyczną tożsamość, to prawdopodobnie będą musieli opuścić znaczne obszary swoich pradawnych karolińskich siedzib i poszukać nowych miejsc do zasiedlenia. Nie oznacza to, że trzeba będzie zbudować nowy mur, który oddzieliłby starych Europejczyków od imigrantów. W każdym razie byłoby to niepraktyczne i niesprawiedliwe, gdyż lojalność, światopogląd, styl życia i predyspozycje niekoniecznie zależą od przynależności etnicznej i wyznania.

Na przykład liberalny wykształcony muzułmanin może się okazać lepszym Europejczykiem niż etniczny Niemiec, który swoją predylekcję do samounicestwienia przenosi w sferę polityczną. Można więc sobie wyobrazić, że w wyniku secesji, zmian granic i przesiedleń powstałaby mozaika zachodnioeuropejskich i niemieckich terytoriów autonomicznych, enklaw, korytarzy, protektoratów, kondominiów na podobieństwo patchworku Świętego Cesarstwa Rzymskiego, która wymagałaby ciągłych kompromisów. Rozmycie państw narodowych nastąpiłoby zupełnie inaczej niż wyobrażają to sobie dzisiejsi zwolennicy wielokulturowości. W takim wariancie Europejczycy byliby jednak tylko jedną z wielu grup społecznych.

Koniecznym warunkiem ich przetrwania jako grupy byłoby jednak zastąpienie upadających metropolii zachodnich nowymi intelektualno-kulturalno-politycznymi ośrodkami położonymi dalej na wschód, w „nowej Europie”, którą w trakcie przygotowań do wojny z Irakiem były Sekretarz Obrony USA Donald Rumsfeld przeciwstawił „starej Europie”. Europa Wschodnia byłaby głównym obszarem osiedlania się uchodźców z Zachodu a zarazem gwarantem bezpieczeństwa dla europejskich enklaw na Zachodzie. Granica między zwartym obszarem europejskim na wschodzie a rozczłonkowanym na zachodzie przebiegałaby mniej więcej wzdłuż linii ustanowionej w Jałcie, która obowiązywała do 1989 roku.

W wypadku Niemiec byłoby to rozwiązanie w odniesieniu do landów na wschód od Elby. Przemieszczenie Europy na wschód byłoby najłatwiejsze dla Niemców. Ponadto mogliby oni osiąść w rejonach dawniej zamieszkanych przez Niemców, takich jak Prusy Wschodnie, Pomorze, Śląsk, Czechy, a być może udaliby się jeszcze dalej na wschód i południe w rejony, z których kiedyś zostali wysiedleni. Z pewnością nie mogliby jednak pojawić się na tych terenach z roszczeniami do przywrócenia starych granic, własności czy tytułów prawnych, lecz przybywaliby jako nowi osadnicy, uzgodniwszy warunki swojego pobytu na tych ziemiach z ich nowymi właścicielami przybyłymi tu po 1945 roku.

Może się zatem okazać, że podział Europy, który dokonał się w Jałcie, i powojenne wysiedlenia Niemców choć były okrutne, to zawierały ukryte ziarno późniejszej odnowy, gdyż uchroniły Europę Wschodnią przed masową imigracją z Trzeciego Świata. Gdyby po wojnie Republika Federalna Niemiec sięgała od Mozy po Memel/Kłajpedę, to Danzig/Gdańsk czy Breslau/Wrocław wyglądałyby dziś tak jak wygląda teraz Duisburg w Niemczech Zachodnich. Tymczasem zachowały one charakter europejski, podobnie jak Warszawa, Budapeszt, Praga i Sankt Petersburg. Kto by pomyślał w 1989 roku, nie mówiąc już o 1945 roku, że kilkadziesiąt lat później dialektyka Jałty i powojenne przesiedlenia staną się ostatnią deską ratunku dla Europy?

Thorsten Hinz, urodził się w 1962 roku w Meklemburgii, studiował filologię niemiecką w Lipsku. Publikuje w prasie berlińskiej (m.in. w „Junge Freiheit”). W 2004 roku otrzymał nagrodę dziennikarską Gerhard-Löwenthal-Preis.

Tekst ukazał się 04.01.2018 na portalu equityandfreedom.com

Tłumaczenie z angielskiego: Witold Falkowski

Jeśli spodobał ci się ten artykuł, podziel się nim ze znajomymi! Przyłącz się do Nowej Debaty na Facebooku TwitterzeWesprzyj rozwój Nowej Debaty darowizną w dowolnej kwocie. Dziękujemy!