O Dietrichu Eckarcie, Jean-Paul Sartrze, działaczach Kultury Równości, Żołnierzach Wyklętych, dzwonach kościelnych oraz innych osobach i sprawach

0

„Otwarte społeczeństwo” Poppera otwarte jest wyłącznie na jego własne idee. (Dante Germino)

*****

Kulturalne różnice są tolerowane wówczas, kiedy stanowią atrakcję turystyczną: odrębności architektonicznych ornamentów, sposoby mówienia i ubierania, zwyczaje związane z piciem, jedzeniem i flirtowaniem. Co się tyczy reszty – etyki, polityki i prawdy – różne kraje świata wpychane są w społeczeństwo otwarte à la Popper, które kryształy społeczeństw zamkniętych rozpuszcza w kosmopolitycznej zupie. (…) Nie chcemy, żeby ludzkość podążała gęsiego jedynie rozumną drogą. Dla nas „romantyków” ważne jest, aby ludzkość nadal miała możliwość podejmowania decyzji, nawet jeśli byłyby fałszywe. Nie chcemy zostać zamknięci w społeczeństwie otwartym Poppera. Kiedy już wszyscy uwierzą w te same rzeczy i zaczną działać na tą samą modłę, wówczas ludzkość ugnie się pod dyktatem konieczności. (Sergio Benvenuto)

*****

Według anegdoty przywódca brytyjskich faszystów (po II wojnie światowej gorący zwolennik zjednoczenia Europy) Oswald Mosley miał po lekturze dzieła Karla Poppera „Społeczeństwo otwarte i jego wrogowie”, powiedzieć, że od dawna już podejrzewał, iż wszyscy najwybitniejsi filozofowie Europy, od Platona począwszy, to „faszyści”, jednak teraz dzięki prof. Popperowi wie to na pewno, za co jest mu serdecznie wdzięczny.

*****

Karl Popper namiętnie zajmował się wytyczaniem „linii demarkacyjnej” pomiędzy twierdzeniami naukowymi (empirycznymi) a metafizycznymi, teologicznymi, etycznymi i aksjologicznymi. W związku z tym w kołach filozoficznych żartowano, że niegdyś od wytyczania takiej linii był pope, a obecnie jest Popper.

*****

Po niedawnej śmierci Miloša Formana – osobiście najbardziej lubię jego filmy nakręcone w Czechosłowacji – wspominano głównie o ekranizacji powieści Kesey‘a „Lot nad kukułczym gniazdem”. O tytule filmu tak pisał Jan Garewicz: „Kiedy mowa o tytułach w postaci rozwiniętych zdań, zdarzają się dwojakie trudności. Pierwsza, gdy zdanie do czegoś nawiązuje, co w języku oryginału jest powszechnie znane, a czytelnikowi przekładu nie. Tak było na przykład z tytułem znanego filmu Miloša Formana «Lot nad kukułczym gniazdem». Jest to urywek dziecięcej wyliczanki: «one flew east, one flew west, one flew over the cocoos nest» – w swobodnym przekładzie: «jeden poszedł w prawo, drugi poszedł w lewo, a trzeci donikąd». I tak chyba powinien był brzmieć tytuł filmu: «Donikąd». Albowiem lot nad kukułczym gniazdem nic po polsku nie znaczy, podobnie zresztą jak po niemiecku, gdzie też tytuł przetłumaczono dosłownie”. (Jan Garewicz, „Z warsztatu tłumacza: o przekładaniu tytułów literackich”, „Literatura na świecie”, 1996 nr 5-6).

*****

Klaus Kinski przytacza bulwersującą opinię Celine`a na temat osoby Jean-Paul Sartre`a: „Po ukazaniu się mojej pierwszej książki porównywano mnie z Celine`m, pytano, czy nie miałbym ochoty wcielić się w jego postać na ekranie. Po raz pierwszy usłyszałem wtedy to nazwisko i nigdy nie czytałem jego utworów. Wiem tylko, co powiedział o Sartrze: «Gdzie była ta krótkowzroczna zasrana glista, kiedy lała się krew? Jak kawałek gówna czaiła się we flakach przeklętych. Bo ta żywiąca się ludzkimi odchodami mała fałszywa glista jest właśnie kawałkiem gówna»”. ( Klaus Kinski, „Ja chcę miłości”, przeł. Marzena Wasilewska, Warszawa 1992, str. 238)

*****

Krąży taka anegdota na temat amerykańskiego magnata prasowego Williama Randolpha Hearsta. Otóż na początku 1898 roku wysłał on rysownika (a także rzeźbiarza i malarza) Fredericka Remingtona na Kubę, aby poszukał, obrazującego brutalność Hiszpanów, materiału, który miał zostać opublikowany w gazetach Hearsta. Jednak Remington niczego nie znalazł. Zatelegrafował wiec do Hearsta, by o tym poinformować. Ten miał mu odpowiedzieć telegraficznie: „Pan niech się postara o ilustracje, my się postaramy o wojnę!”

*****

Wyciągnąłem z segregatora pożółkły wycinek z artykułem Piotra Gontarczyka „Historia dla błądzących” opublikowanym w dzienniku „Życie” z 23 października 2000 roku. Gontarczyk ostro krytykuje w nim ustawę o IPN z 18 grudnia 1998 roku, która w artykule 55 przewiduje sankcje karne dla tych, którzy reprezentują odmienne od IPN ( i od posłów, którzy uchwalili ustawę) poglądy w kwestii takich czy innych wydarzeń z przeszłości. Krytyczne uwagi Gontarczyka są aktualne i dziś: „angażowanie autorytetu prawa do ustalania i sankcjonowania jedynej prawdziwej wersji historii, choćby i w imię szczytnych ideałów, wydaje się pomysłem niemądrym”; „dyskusja historyczna jest miejscem zderzenia różnych, niekoniecznie prawdziwych sądów, a nie powtarzania «niepodważalnych faktów», czy sankcjonowanych więzieniem ocen”; „o ile więc korzyści z artykułu 55 ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej wydają się mocno dyskusyjne, o tyle płynące zeń zagrożenia wręcz rzucają się w oczy. Artykuł ten jest bowiem wyraźnym złamaniem zasady wolności słowa i wolności badań naukowych. Ponadto – wbrew intencjom autorów ­– podważa istotę nauki, autorytet prawa i wiarę w zdrowy rozsądek. A już w niedalekiej przyszłości może stać się niezwykle groźnym narzędziem ideologizacji historii”; „Ja jednak z uporem twierdzę – póki jeszcze mogę – że nauka jest dla wszystkich; dla tych, którzy poszukują, eksperymentują, i dla tych, którzy błądzą”. W zakończeniu swojego artykułu pisał Gontarczyk, że to nie ci, którzy podpadają pod paragraf ustawy, stanowią zagrożenie dla nauki, ale ci, „którzy chcą ich wsadzić do więzienia”. Nic dodać, nic ująć.

*****

W tym roku mija setna rocznica końca wzajemnego wyrzynania się narodów europejskich nazywana „I wojną światową”; u jej początku stoi zamach na arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie, dokonany 28 czerwca 1918 roku przez politycznych fanatyków sterowanych przez tajne służby. Dokładnie tego samego dnia, raczej austrofilski i niechętny wojnie, zwolennik trójprzymierza (Austro-Węgry, Niemcy, Włochy) szef sztabu generalnego armii włoskiej generał Alberto Pollio, nagle zachorował; podobno był to atak serca, jednak został nieprawidłowo zdiagnozowany jako problemy żołądkowe, a w związku z tym źle leczony; generał dostał silne środki przeczyszczające i zmarł 1 lipca (podejrzenie otrucia nasuwa się samo). Miesiąc później 31 lipca w Paryżu fanatyk zabił w zamachu kolejnego przeciwnika wojny Jeana Juaresa. Czyżby ktoś sobie zamachami otworzył drogę do wojny?

*****

W historycznej sali BHP Stoczni Gdańskiej odbył się Zjazd Obozu Narodowo-Radykalnego (ONR). W mediach i wśród polityków Obozu Demokratyczno-Postępowego (ODP) wzbudziło to głośne oburzenie i żądania delegalizacji ONR. Moim zdaniem niesłusznie, wszak NSZZ „Solidarność” też był – wystarczy przypomnieć sobie, co pisała o nim prasa pezetpeerowska – „narodowy” i „radykalny”. No i został przez niedemokratyczną władzę zdelegalizowany, podobnie jak (w przyszłości) ONR. Jedyna różnica to taka, że NSZZ „Solidarność” zdelegalizowała władza „niedemokratyczna” a ONR zdelegalizuje władza „demokratyczna”. „Jest ONR spadkobiercą NSZZ-tu”, „Jest Partii spadkobiercą ODP”.

*****

Gdyby biali osadnicy w Ameryce Północnej zamiast „Indianami” nazwali tubylców „Amerykanami”, to nie mogliby mówić, że „dobry Indianin to martwy Indianin” i nie mogliby tak łatwo zabrać im życia i ziemi. Pozbawianie jednostek czy grup właściwych imion jest często pierwszym krokiem do pozbawienia ich własności, wolności i życia. (Thomas Szasz)

„Osobowość narcystyczna” – termin psychoanalityczny oznaczający kogoś, kto kocha siebie mocniej niż swojego psychoanalityka. Narcyzm uznaje się za wyraz poważnej choroby psychicznej, której skuteczne wyleczenie zależy od tego, czy pacjent nauczy się kochać psychoanalityka bardziej a siebie samego – mniej. (Thomas Szasz)

Psychoanaliza funkcjonuje dziś jako religia przebrana za naukę i metodę terapii. Podobnie jak Abraham otrzymał Prawa Boże od Jehowy, do którego miał specjalny dostęp, tak Freud otrzymał Prawa Psychologii od Nieświadomości, do której – jak utrzymywał – ma specjalny dostęp. (Thomas Szasz)

*****

Wprawdzie nasi dziennikarze, komentatorzy i politycy z Obozu Patriotyczno-Godnościowego zazwyczaj z najwyższą podejrzliwością podchodzą do wypowiedzi polityków IV Rzeszy, to przyznają, że czasami zdarzy im powiedzieć prawdę. I tak minister spraw zagranicznych IV Rzeszy Sigmar Gabriel oświadczył: „Niemcy nie są płatnikiem netto, ale beneficjantem integracji europejskiej”. Ponieważ wśród obywateli IV Rzeszy rozchodzą się pogłoski, iż rządzący w Berlinie zbyt dużo wydają na realizację imperialnych celów w Europie i na świecie, a za mało na ich potrzeby, minister musiał widocznie ich uspokoić: „nie obawiajcie się, doimy ich jak się patrzy, każdy Niemiec z tego udoju korzysta”. Kto jest płatnikiem netto w UE, minister nie zdradził. Z kolei komisarz ds. budżetu UE Gunther Oettinger nadzorujący z ramienia IV Rzeszy unijne finanse i dbający o to, żeby IV Rzesza mogła doić pozostałe kraje Unii Europejskiej, przyznał, nie owijając niczego w bawełnę, że „z każdego euro wypłacanego Polsce 80 centów wraca do RFN”. „Euroentuzjazm” obywateli IV Rzeszy niechybnie wzrósł, kiedy się dowiedzieli, że Unia Europejska jest dojną krową Niemiec.

*****

Na „Starym cmentarzu” w Berchtesgaden spoczywa zmarły w 1923 roku, Dietrich Eckart, prekursor narodowego socjalizmu i mentor Adolfa Hitlera znany przede wszystkim jako tłumacz Peer Gynta Ibsena oraz autor broszury o „bolszewizmie od Mojżesza do Lenina” (Der Bolschewismus von Moses bis Lenin. Zwiegespräch zwischen Adolf Hitler und mir). Dziennikarz historyczny Sven Felix Kellerhoff z „Die Welt” – ważnej gazety w systemie medialnym IV Rzeszy – łaskawie przyznał, że nawet taki człowiek jak Eckart ma prawo do grobu, ale po ponad 90 latach, jakie minęły od jego śmierci, grób nie musi przecież nadal istnieć. Do 100 rocznicy śmierci Eckharta władze bawarskiego miasteczka mają jeszcze kilka lat czasu, aby – jak to sformułował Kellerhoff – „usunąć tę hańbę ze swojego cmentarza”. Jednak czy nie lepiej byłoby, gdyby grób pozostał, ba, by utrzymywano go z publicznych pieniędzy? Tak jak w okresie minionym cmentarz odwiedzały delegacje Hitlerjugend, aby uczcić ojca duchowego Wodza, tak obecnie mogłyby go odwiedzać delegacje szkolne, aby napluć na grób Eckarta, a może nawet coś gorszego zrobić? Czyż nie byłoby to pożyteczne z punktu widzenia obecnej pedagogiki narodowej IV Rzeszy? Wzorem mógłby być Jean-Paul Sartre, który – opisuje to w swoich wspomnieniach Simone de Beauvoir – oddał mocz nad grobem François-René Chateaubrianda w St. Malo. Nie wiemy, niestety, czy jego towarzyszka życia też sukienkę uniosła, żeby reakcjonistę swoim płynem fizjologicznym potraktować.

*****

W wiosce Schweringen (Dolna Saksonia) czujni obywatele wypatrzyli, że dzwon na kościelnej dzwonnicy ma swastykę. Nie namyślając się długo, przy pomocy narzędzi ślusarskich skuli świadectwo III Rzeszy. Wcześniej w miejscowości Herxheim am Berg (Palatynat) odkryto, że na tamtejszym dzwonie kościelnym widnieje swastyka i do tego bon mot ówczesnego kanclerza III Rzeszy „Wszystko dla ojczyzny”. Skandal z dzwonami stał się głośny w całym kraju i duchowni głównych wyznań rozpoczęli wielką akcję weryfikacyjną. Już odkryto pięć dzwonów z czasów III Rzeszy, które zapewne trzeba będzie przetopić. Jednakże skandal się rozwija, ponieważ rada gminy Herxheim am Berg – najpewniej zdominowana przez pogrobowców III Rzeszy – nie zgodziła się na usunięcie dzwonu, deklarując, że od teraz ma on „być impulsem do pojednania oraz znakiem pamięci przeciwko przemocy i bezprawiu”. Decyzję radnych potępił Josef Schuster, prezes Centralnej Rady Żydów w Niemczech, pełniący w IV Rzeszy funkcję instancji moralnej a nawet „sumienia narodu”.

*****

Jeśli „pojednanie” polega tylko na tym, że pokonana czy słabsza jego strona widzi błędy i winę wyłącznie u siebie i zgadza się na wszystkie płynące z tego konsekwencje, to nie chodzi o „pojednanie”, lecz o kapitulację (Ernst Nolte)

*****

W swoim dziele „Historia Francji” Hipolit Taine przestrzega przed nazbyt entuzjastycznym udziałem w sadzeniu drzewek przypominając, jak to w miastach i miasteczkach Francji podczas rewolucji odbywało się uroczyste sadzenie „drzewek wolności”. Po każdej takiej uroczystości znajdowano kogoś z nożem w plecach. Drzewko (oraz drzewo, które z niego później wyrasta) może służyć do różnych celów: także i do tego, aby kogoś na nim powiesić.

*****

Dwaj zgłodniali studenci Talmudu dyskutują nad kwestiami społecznymi.

–To niesprawiedliwe, żeby tylko bogaci spijali śmietanę, a biedni jedli zsiadłe mleko. Proponuję, żeby w przyszłości było odwrotnie!

–I jak chcesz to osiągnąć?

–Bardzo prosto, śmietanę nazwę zsiadłym mlekiem a zsiadłe mleko – śmietaną.

(cyt. za: Salcia Landmann, „Śmiech po żydowsku”, Gdynia, 1999).

*****

Diabeł będzie miał nas mocno w garści dopiero wówczas, kiedy uwierzymy, że Hitler jest diabłem (Denis de Rougemont)

*****

W lokalnej „Gazecie Wyborczej” pod nagłówkiem „Czarna noc dla Wrocławia, czarna noc dla gejów” – zamieszczono informację o tym że organizacja Kultura Równości (KR) wystosowała list otwarty do Kazimierza Ujazdowskiego, kandydata na prezydenta Wrocławia. W liście czytamy: „Jako stowarzyszenie zajmujące się prawami lesbijek, gejów, osób biseksualnych, transpłciowych i queer, zastanawiamy się, czy jest Pan gotów być Prezydentem wszystkich wrocławianek i wrocławian. Miesiąc temu, 1 marca, opowiedział się Pan w głosowaniu w Parlamencie Europejskim przeciwko zakazowi terapii reparatywnych. Jesteśmy pewni, że wie Pan, iż homoseksualność nie jest chorobą, a wariantem orientacji psychoseksualnej. Jasno stwierdzają to WHO, Polskie Towarzystwo Seksuologiczne i Polskie Towarzystwo Psychologiczne. Terapie mające na celu zmianę orientacji są dehumanizującymi i brutalnymi procedurami; nie mają żadnego potwierdzenia w obecnym stanie wiedzy medycznej.

Co działaczy z KR obchodzi, kto i jakiej terapii chce się poddać, po co wtykają nos w nieswoje sprawy, dlaczego nie szanują wolności innych ludzi? Chce się ktoś dobrowolnie poddać terapii, jego sprawa, żaden komunista albo faszysta, niczego mu nie będzie zabraniał albo nakazywał! Jeśli ktoś ma płeć męską i chce ją zmienić na kobiecą, to niech sobie zmienia. A jeśli potem uzna, że chciałby powrócić do poprzedniej płci, to żaden zamordysta z Kultury Równości (jako logo pasowałaby im gilotyna) nie będzie mu tego zabraniał! Jeśli jakiś heteroseksualista dojdzie do wniosku, że chciałby być homoseksualistą, i zechce poddać się w tym celu „terapii reparatywnej”, to żaden faszysta albo komunista niech się nie waży mu tego zabraniać! Działacze KR twierdzą, że „terapie mające na celu zmianę orientacji są dehumanizującymi i brutalnymi procedurami”, jednak to właśnie zamordystyczne myślenie i działanie członków KR (dać im władzę, to pokażą co potrafią!) jest bardziej brutalne i dehumanizujące niż terapie, którym ludzie poddają się całkowicie dobrowolnie.

*****

Zdzisław Krasnodębski: „Tusk jest przedstawicielem zupełnie innego obozu, innej tradycji, to człowiek pogranicza kulturowego, wychowany w całkiem innej narracji, niemającej z warszawską akowską historią nic wspólnego” (Krasnodębski „Republikanizm polski” [w:] „Kompendium patriotyzmu”, rozmawiał Dominik Zdort, Kraków 2012, s.31). Jeśli o mnie chodzi, to podobnie jak Donald Tusk niewiele mam wspólnego z „warszawską akowską historią” – w moich rodzinnych stronach, w południowej Wielkopolsce, jedyną żywą tradycją była tradycja powstania wielkopolskiego, obecna zarówno w rodzinnym przekazie, jak i w oficjalnej „polityce pamięci” – w 1978 roku, czyli pod rządami koalicji PZPR, ZSL i SD, w naszej miejscowości wzniesiono (także dzięki ofiarności mieszkańców regionu) „pomnik powstańców wielkopolskich”. Ponieważ podobny – nacechowany lekko krytycznym dystansem – stosunek jak do „warszawskiej akowskiej historii” mam do tradycji „antykomunistycznego podziemia niepodległościowego”, dlatego mogę się swobodnie wypowiadać na temat, czy ówczesna walka zbrojna miała jakiś sens polityczny czy też było to wyłącznie heroiczne samobójstwo.

Najpierw, mała osobista dygresja. Nieżyjący już, najbliższy przyjaciel mojego śp. Ojca (przyjaźnili się przez prawie pół wieku) należał do konspiracyjnej młodzieżowej Polskiej Podziemnej Organizacji Wojskowej działającej na naszym terenie w latach 1948-1949 (przybrał pseudonim „Zaremba”). Miał 19 lat, kiedy został aresztowany i skazany w grudniu 1949 roku na pięć lat więzienia. Najpierw przesiedział 2 lata w więzieniu Rawiczu, potem 8 miesięcy pracował w kamieniołomach w ośrodku pracy więźniów w Piechocinie, skąd przeniesiono go do ośrodka pracy więźniów w Jelczu, zwolniony został na mocy amnestii w 1953 roku. Powrócił do rodzinnego miasteczka, pracował w miejscowych zakładach kolejowych, a po kilku latach został przewodniczącym zakładowego Związku Zawodowego Kolejarzy. Lubiany był przez załogę, gdyż z zaangażowaniem troszczył się o sprawy socjalne i bytowe robotników. Nigdy nie wstąpił do PZPR. Był typem społecznika; w latach 1956-57 roku razem z moim Ojcem brał udział w reaktywowaniu (zakładanej przez Ojca w latach 1946-47) drużyny harcerskiej, której był potem wieloletnim drużynowym i instruktorem, starając się w miarę możliwości zachować autentyczne tradycje harcerskie. Po latach napomykał czasami o swoich przeżyciach z okresu „walki z komunizmem”, jego zdaniem konspiracyjną organizację – której cele i metody działania były całkowicie „księżycowe” – od początku infiltrowała ubecja, stąd też raczej nie było się czym chwalić. Krajowi lepiej dziś służyłaby tradycja społecznikowskiej „pracy u podstaw” realizowana przez „Zarembę” po wyjściu z więzienia niż tradycja udziału w „antykomunistycznym powstaniu”.

Patrząc z historycznej perspektywy można uznać, że w latach 1944–1946 podjęcie walki zbrojnej było czymś naturalnym i posiadającym pewien sens polityczny. Panował wówczas polityczny chaos, ostateczne rozstrzygnięcia na płaszczyźnie polityki międzynarodowej i wewnętrznej jeszcze nie zapadły. Ponieważ był to okres przejściowy, swoiste interregnum, kiedy stosunki władzy jeszcze się do końca nie ustaliły, to rachuby na zmianę sytuacji politycznej nie były wówczas całkiem bezpodstawne. Natomiast później walka zbrojna leśnych oddziałów i działalność innych organizacji konspiracyjnych przestała mieć jakikolwiek racjonalne, polityczne uzasadnienie.

Przypominają mi się w tym miejscu rozmowy z Mirosławem Dzielskim i jego artykuły z połowy lat 80. zeszłego wieku, w których dowodził, że istnienie radykalnego, antypezetpeerowskiego podziemia solidarnościowego zwiększało swobodę politycznego manewru dla Kościoła, dla umiarkowanej politycznie i ugodowej prawicowej opozycji. Analogicznie Żołnierze Wyklęci, wybierający najbardziej radykalne środki działania dawali nieco więcej przestrzeni Kościołowi oraz innym, nie-komunistycznym siłom społecznym i politycznym próbującym znaleźć sobie miejsce w nowym układzie sił politycznych. Są też jednak publicyści, którzy uważają, że „destabilizacja wywołana działalnością podziemia, wpłynęła na zaostrzenie powojennego terroru i że mogło mieć to wpływ na stopień zależności Polski od Związku Sowieckiego, na co zwracali uwagę bezpartyjni polityczni realiści już w latach czterdziestych” (zob. Ariel Orzełek https://konserwatyzm.pl/orzelek-rec-krok-w-dobrym-kierunku-skazy-na-pancerzach-piotra-zychowicza/

Historyk z IPN, autor wielu artykułów i książek na temat antykomunistycznego podziemia niepodległościowego po II wojnie światowej Tomasz Łabuszewski uważa, że „jedynym celem tych, którzy nadal trwali w lasach, stało się przetrwanie – na własnych warunkach”. Według niego „stawką było po prostu przetrwanie kolejnego dnia”. Żołnierze Wyklęci „walczyli o każdy kolejny dzień własnej wolności, mając kulę w łeb jako alternatywę”. Innymi słowy mieli popełnić samobójstwo z obawy przed śmiercią. Jeśli jednak wyjdziemy z założenia, że celem było przetrwanie, aby mimo wszystko móc żyć i pracować dla Polski, to jest oczywiste, że walka z bronią w ręku, w zwartej grupie, dokonującej np. akcji na posterunek MO w powiecie, dając tym sam wrogom znać, że istnieje i działa, zmniejszała szanse przetrwania do zera. Jedynym wyjściem dającym pewną szansę przeżycia było pozbycie się broni, rozdzielenie się, rozproszenie, zatarcie śladów, ukrycie się, ucieczka. Nie dawało to żadnej pewności przeżycia, ale zwiększało jego prawdopodobieństwo. Tak postąpił np. Romuald Rajs „Bury”, który – jak podaje jego oficjalny życiorys – w październiku 1946 roku rozwiązał swój oddział i wyjechał do Elbląga. W lutym 1947 roku przyjechał do Jeleniej Góry, od marca pracował w urzędzie gminy Karpacz. W październiku zwolnił się z pracy w gminie i odtąd wraz z żoną prowadził pralnię, którą kupił kilka miesięcy wcześniej. został aresztowany przez MBP a następnie w 1949 roku stracony. Nie udało mu się przeżyć, ale kalkulował prawidłowo. Rozumiał, że prawdopodobieństwo, iż przeżyje, będzie większe przy prowadzeniu pralni w Karpaczu niż gdyby kontynuował beznadziejną walkę z bronią w ręku w lesie, ponieważ wówczas prawdopodobieństwo śmierci z rąk organów bezpieczeństwa było praktycznie stuprocentowe.

Wielu walczących po 1946 roku Żołnierzy Wyklętych złożyło ofiarę z życia, jednak żadnego celu politycznego nie mogli zrealizować, nie zatrzymali procesu komunizacji i sowietyzacji Polska, nawet go nie opóźnili. Ich poświęcenie świadczy o głębokim patriotyzmie i wielkiej odwadze, jednak w sensie politycznym „antykomunistyczne powstanie 1944–1963” było tylko kolejnym z serii przegranych powstań. Wspomniany Tomasz Łabuszewski mówił: „Większość dowódców podziemia antykomunistycznego, nie mówiąc już o szeregowych żołnierzach, to byli ludzie bardzo młodzi. Mający po dwadzieścia kilka, często nawet kilkanaście lat”. Szkoda, że ci kilkunastoletni chłopcy polegli w daremnej, choć heroicznej walce, nie doczekawszy 1956 roku i zmian politycznych, jakie potem nastąpiły. Mogliby zrobić wówczas coś pożytecznego dla Polski. Być może jest odrobina racji w żydowskim powiedzeniu: „Lepszy żywy pies niż martwy lew”.

Tomasz Gabiś

Poprzedni artykułFacebook to tylko wierzchołek góry lodowej
Następny artykułWalka o Arktykę – ostatni niepodbity rejon świata
Tomasz Gabiś był w latach 1982-1989 publicystą i współpracownikiem podziemnych czasopism wrocławskich „Region”, „Konkret”, „Nowa Republika”, „Ogniwo”, „Replika”, „Herold Wolnej Przedsiębiorczości”. W 1986 r. należał do założycieli ukazującego się poza cenzurą pisma konserwatystów i liberałów „Stańczyk”. W latach 1986-1989 roku był publicystą i redaktorem naczelnym „Kolibra” – autonomicznej, wrocławskiej części „Stańczyka”. W latach 1990-2004 był redaktorem naczelnym „Stańczyka”. Autor książki Gry imperialne (Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008) Przetłumaczył z języka niemieckiego następujące książki: Erik von Kuehnelt-Leddihn, Przeciwko duchowi czasu, Wektory, Wrocław 2008, Josef Schüßlburner, Czerwony, brunatny i zielony socjalizm, Wektory, Wrocław 2009, Roland Baader, Śmiercionośne myśli. Dlaczego intelektualiści niszczą nasz świat, Wektory, Wrocław 2009. Gerhard Besier, Stolica Apostolska i Niemcy Hitlera, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2010. Jürgen Roth, Europa mafii, Wektory, Wrocław 2010. Bruno Bandulet, Ostatnie lata euro, Wektory, Wrocław 2011. Philipp Ther, Ciemna strona państw narodowych. Czystki etniczne w nowoczesnej Europie, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 2012. Reinhard Lindner, Menedżer Samuraj. Intuicja jako klucz do sukcesu, Kurhaus Publishing, Warszawa 2015. Jana Fuchs, Miejsce po Wielkiej Synagodze. Przekształcenia placu Bankowego po 1943 roku, Żydowski Instytut Historyczny, Warszawa 2016. Maren Röger, Ucieczka, wypędzenie i przesiedlenie. Medialne wspomnienia i debaty w Niemczech i w Polsce po 1989 roku, Centrum Studiów Niemieckich i Europejskich im. Willy`ego Brandta Uniwersytetu Wrocławskiego, Wydawnictwo Nauka i Innowacje, Poznań 2016. Pełny życiorys tutaj: http://www.tomaszgabis.pl/zyciorys/