„Niemiłość” i „arytmia” kina rosyjskiego

0

„Ironia losu” na Nowy Rok, „Biurowy romans” na 8 marca, a 9 maja „Do boju idą tylko starcy”. Odkąd pamiętam mniej więcej tak rok w rok wygląda filmowe menu mojej rodziny. I nie tylko nasze. Kultowe radzieckie filmy, w większości komedie, już dawno zdobyły uznanie Rosjan, czego nie można powiedzieć o współczesnym rosyjskim kinie. W dzieciństwie pod wpływem rodziców nabrałam mocnego przekonania, że wszystko co zostało nakręcone przez Rosjan tuż przed i przede wszystkim po rozpadzie ZSRR to „czarne” filmy[1]: „My i tak to wszystko widzimy na co dzień” – mówili starsi ludzie, którzy przypadkowo natrafiali na film „Grając ofiarę” Kiriłła Sieriebriennikowa, i przełączali kanał…

Dopiero od pięciu lat moi rodzice zaczęli znowu chodzić do kina na współczesne rosyjskie produkcje. Co prawda także one dotyczą przeszłości. Z najnowszych produkcji największy zachwyt wzbudził dramat „Ruch w górę” Antona Megerdichewa, o zwycięstwie radzieckich koszykarzy na olimpiadzie w Monachium w 1972 r.

Zdaniem ekspertów, przykład mojej rodziny doskonale wpisuje się w ramy rozwoju rosyjskiej kinematografii zarówno na etapie zniknięcia z mapy Związku Radzieckiego, jak i ponad ćwierć wieku po globalnych wstrząsach.

Państwowa maszyna do heroizacji

Jedną z głównych tendencji współczesnego kina rosyjskiego jest powrót do tematów tradycyjnych dla kina radzieckiego, a w szczególności rewolucji i wojny. W ostatnim czasie szczególnie jaskrawe podobieństwo filmów z tych dwóch epok przejawia się w nadmiernym hiperbolizmie i antagonizmach „czarne – białe” – „dobre – złe”. Jednak widać też i znaczące różnice.

Film Nikity Michałkowa „Udar słoneczny” zupełnie nie wpisuje się w te radzieckie tradycje. Opowiada o cudownych dniach „naiwnego szczęścia i spokoju”, które zostały przerwane przez bolszewików, przedstawionych jako barbarzyńcy i degeneraci. Z kolei cieszące się ogromną popularnością seriale telewizyjne, wyemitowane w głównych rosyjskich kanałach, takie jak „Trocki”, „Droga przez mękę”, „Demon rewolucji”, już od dawna pokazują rewolucję jako absolutne zło.

– Zgodnie z niepisaną umową społeczną rewolucja jest teraz w Rosji uznawana za zło, stąd też wynika jej tragiczna odsłona na ekranie – powiedział w rozmowie z portalem Nowa Debata historyk Aleksander Szpagin i dodał, że II wojna światowa jest postrzegana jako dobra, dlatego wygrywa tu pełna patosu widowiskowość.

Można dostrzec w tym odzwierciedlenie polityki ogłoszonej po przyjściu do władzy Władimira Putina. W poszukiwaniach idei narodowej, w epoce deheroizacji postradzieckiego społeczeństwa postawiono na wartości autokratyczne i heroizację narodu na drodze historycznych sukcesów, z których najważniejszym jest zwycięstwo nad nazizmem. W 2008 r., opowiadając o koncepcji długoterminowego rozwoju Rosji do roku 2020, Putin powiedział o konieczności użycia rodzimej kinematografii jako „najważniejszego instrumentu wychowania, edukacji i formowania systemu wartości społeczeństwa”[2]. W 2015 r. prezydent podpisał dekret o Strategii Bezpieczeństwa Narodowego, gwarantem której w szczególności nazwał „opracowywanie zamówień państwowych na produkcję kinematograficzną” [3],  czyli na tworzenie własnej tożsamości narodowej.

– Idea narodowa została znaleziona: jej imię – wrogowie (Ukraińcy i Amerykanie) lub poprawnie mówiąc- nieprzyjaciele. Bez świadomości istnienia tych nieprzyjaciół naród rosyjski w swojej masie nie może normalnie żyć, zaczyna popadać w bezsensowną złość, i w rezultacie zwraca ją przeciwko władzy i biegnie na Plac Bołotny – wyjaśnia w ten sposób ingerencję władzy w rodzimą kinematografię Szpagin.

Zdaniem[4] socjolog Poliny Borisovej, władza stara się maksymalnie wykorzystać istniejący w tej sferze potencjał ideologiczny (dostępność dużego audytorium, informowanie, wychowywanie, wpływanie na zachowanie, zapewnianie rozrywki) by walczyć w pierwszej kolejności z narzucanym rosyjskiemu widzowi poprzez zagraniczne, głównie hollywoodzkie kino innym obrazem świata.

– 70% odbiorników telewizyjnych na całym świecie codziennie wyświetla amerykańskie filmy. Wygląda na to, że jakaś amerykańska produkcja na zlecenie jest aprobowana praktycznie przez cały światowy rynek, jest to więc w pewnym sensie „kupiony rynek” – mówi z oburzeniem na łamach mediów rosyjski reżyser filmowy Siergiej Seljanow[5].

– Co robią hollywoodzkie blockbustery i to bez względu na tematykę, której dotyczą? Poprawna odpowiedz brzmi, że popularyzują amerykański styl życia i pielęgnują patriotyzm. Kultura każdego kraju jest na to nakierowana. Związkowi Radzieckiemu wspaniale udawało się wpajać swoim obywatelom wartości i postawy patriotyczne. Sam „Wieczny zew” z „Urodzoną przez rewolucję” wart jest wiele. Tak jak i poważniejsze dzieła, które zawsze będą poruszać: „Wniebowstąpienie” Łarisy Szepitko , „Ojciec żołnierza” Rewaza Czcheidze, czy filmy Leonida Bykowa – stwierdza w wywiadzie dla Nowej Debaty doktor sztuki Tomskiego Państwowego Uniwersytetu Pedagogicznego Ada Bernatonite.

„Ten kto nie karmi swojej kultury, będzie karmić cudzą armię” –podsumował w 2015 r. minister kultury Władimir Medinski[6]. Wtedy też pojawiły się pomysły zredukowania do 50% udziału zagranicznych produkcji filmowych w Rosji[7], lub całkowitego zakazu ich wyświetlania jako odpowiedź na zachodnie sankcje[8]. Lub przynajmniej wprowadzenia na nie podatku[9] — pomysł szczególnie bliski Medinskiemu. Jednak wszystkie te działania zostały odrzucone jako nieopłacalne. W rezultacie skończyło się na przeznaczeniu bajońskich sum na rodzime produkcje, zgodne z upodobaniem władzy. W 2016 r. Państwowy Fundusz ds. Kinematografii (Fond kino) przeznaczył na produkcję filmów 4,2 miliarda rubli – w formie bezzwrotnej pomocy. Z wymienionych wyżej filmów „Udar słoneczny” otrzymał od funduszu prawie 225 milionów rubli, a jeden z najbardziej dochodowych filmów „Stalingrad” Fiodora Bondarczuka około 300 milionów rubli.

– Zapotrzebowanie na patriotyzm jest zarówno na górze jak i na dole – stwierdził w rozmowie z Nową Debatą krytyk filmowy Andriej Płachow – Nakręcono wiele filmów o tematyce wojennej, ale do tej pory nie udało się nagrać czegoś na miarę „Ballady o żołnierzu”, „Lecą żurawie”, czy „Dziecko wojny”.

W rzeczywistości filmy „Stalingrad” Fiodora Bondarczuka i „28 panfiłowców” Andrieja Szalopy i Kima Drużynina zaskakują swoją afektacją, przerośniętym patosem scen, a także wewnętrzną pustką. Zawiłe intrygi, efekty specjalne, zwycięska muzyka. Wszystkie postaacie to wyłącznie pozytywni bohaterowie, wielu z nich – wierzących. Nie ma tam miejsca na to co po prostu jest ludzkie.

„Hollywoodyzacja”

Jak zauważa Szpagin, radzieckie kino wojenne dzieliło się na trzy kategorie: filmy, przedstawiające wojnę jako tragedię z antywojennym początkiem („Lecą żurawie”, „Los człowieka”, „Oni walczyli za ojczyznę”, „Idź i patrz”), filmy, w których wojna stawała się widowiskiem – tragicznym acz pięknym („Upadek Berlina”, „Wyzwolenie”) i wreszcie filmy skierowane do masowego widza, gdzie „wojna przypominała grę w „Zarnicę”[10] na obozie pionierskim”. Współcześnie priorytet ma jedynie ten trzeci format. Tym samym nie ma co liczyć na prawdziwe, moralne, humanistyczne oddziaływanie i patriotyczne wychowanie społeczeństwa. Zdaniem specjalisty, w latach 2000 nadzieję dawały jeszcze takie seriale jak „SMIERSZ”[11] Zinowija Rojzmana, i o ile można mieć zastrzeżenia co do tematyki, to jednak panowała tam atmosfera niejednoznaczności i dramatyzmu, ponieważ tak zwani „swoi” pojawiali się w nim jako wrogowie. Sam temat, usunięty z radzieckiej kinematografii sprzyjał powstawaniu dużych historycznych dyskusji i refleksji. Jednak dramatyczno-pokojowy kierunek produkcji filmowej „Kukułka”, „Nasi”, „Karny batalion”, „Człowiek wojny” zniknął, uważa Szpagin:

– Współczesne filmy pozbawione są głębszej refleksji, przyświeca im tylko jeden cel – odniesienie sukcesu komercyjnego. Nie jest to wcale spowodowane poszukiwaniem tożsamości narodowej. Winnymi tej sytuacji są jego wysokość Rynek i jej wysokość Kultura Masowa, które w pełni królują od 2010 r. Wszystko co jest trudne i dramatyczne dla widza może pociągać za sobą ryzyko klapy finansowej.

W ten sam sposób wyjaśnia się też inną tendencję współczesnego rosyjskiego kina – jego „hollywoodyzację”. Interesujące jest porównanie radzieckiego i współczesnego filmu o zwiadowcach w czasach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej, a mianowicie filmów „Kryptonim gwiazda” (ros. „Zviezda”), nakręconych na podstawie powieści Emmanuela Kazakiewicza o tym samym tytule. Film Aleksandra Iwanowa z 1949 r. bardzo prosto, prawie dokumentalnie opowiada o życiu codziennym postaci, które nawet nie marzą, by zostać bohaterami. Chcą wrócić do domu, chcą, żeby zapanował pokój. Z kolei nakręcony ze środków budżetowych remake Nikołaja Lebiediewa z 2002 r. propaguje zupełnie inną ideę: to blockbuster, wypełniony patosem, bohaterami działającymi w pojedynkę, strzelaninami i walką „jeden na jednego” ze śmiertelnym wrogiem – uosobieniem zła we wszechświecie. Pierwszej produkcji przyświeca idea pacyfizmu, a drugiej – oddanie czci bohaterom narodowym.

– Problemem współczesnego kina rosyjskiego jest odrzucenie tradycji literackiej. Produkcje radzieckie w swojej większości opierały się na literaturze, a współczesne opierają się na scenariuszu. A przecież tylko dobra literatura może dać pole dla emocjonalnej duchowej uczty, w której na dobrą sprawę zawarta jest i sama esencja kina – przekazanie dowolnej idei poprzez emocje i pozostawienie przestrzeni na mnogość interpretacji, refleksję – mówi Bernatonite.

Jednocześnie, zdaniem specjalistów, jakie by nie były współczesne historyczno-wojenne dramaty, ważne by je nadal kręcić:

– Żyjemy w niepewnych czasach, dlatego w programach festiwali międzynarodowych znajdujemy dużo filmów antywojennych, np. „Dunkierka” (Oscar), „Do zobaczenia w zaświatach” (Cezar), „Wspomnienia o żołnierzu” i „Wytrwałość” (Międzynarodowy Festiwal Filmowy w Moskwie). I nie chodzi tu o manipulację ludźmi, a o pamięć i zachowanie ostrożności, szczególnie gdy świat toczy wojnę z terroryzmem, zmaga się z wojnami o terytoria. Ludzie stale starają się doprowadzić świat do stanu wojny. Kino pomaga utrzymać równowagę, umocnić się w tej rzeczywistości, gdzie pozostała chociaż odrobina pokoju, dlatego nie ma znaczenia, czy jest to celowa polityka, czy odpowiedź na potrzeby statystycznego widza –  stwierdza Bernatonite.

Również filmy dotyczącej innej tematyki niż wojenna kręcone są ostatnio w stylu hollywoodzkim. Zdaniem Płachowa, finansowe wsparcie państwa utrzymują kinematograficzne próby zasadzenia „zwycięskiego patriotyzmu” na przykład na glebie sportowej: „Legenda No 17”, „Ruch w górę” albo na związanej z kosmosem: „Czas pionierów”, „Salut 7”. Dochodzi przy tym do wpadek, gdy pieniądze otrzymał film, poruszający aktualne problemy rosyjskiego społeczeństwa, niewpisujący się w politykę państwa, i tym samym przyczynił się do wstrzymania finansowania niskobudżetowych produkcji:

– Film „Rosja 88”, będący swego rodzaju odpowiedzią na ignorowany przez władzę problem organizacji nacjonalistycznych, doprowadził do czystek w strukturach przydzielających pieniądze państwowe. Aktualnie trzy czwarte środków zostało przekazane wielkim firmom, które w żadnym wypadku nie zaryzykują stworzenia czegoś co będzie niezgodne z zasadami demokracji sterowanej – zaznacza[12] w jednym ze swoich artykułów na portalu kinoart.ru krytyk filmowy Aleksiej Jusiew.

Od radzieckiej cenzury do rosyjskiej samocenzury

W dzisiejszym rosyjskim przemyśle filmowym nie ma cenzury w radzieckim wydaniu, gdy każdy film musiał pokonać cały szereg przeszkód – na etapie scenariusza, na przedpremierowych pokazach resortowych, a także gdy musiał uwzględniać aktualną sytuację polityczną. Oczywiście jeśli nie oczekuje państwowego wsparcia finansowego.

– Państwo próbuje przejąć kontrolę nad rosyjskim przemysłem filmowym. W rzeczywistości jest to miękka forma cenzury– jeśli mówimy o produkcji przy wsparciu finansowym państwa. Równolegle możliwa jest niezależna produkcja, ale pozyskanie środków na nią jest bardzo trudne. Warto zaznaczyć, że takie filmy, jeśli są dość radyklane, najczęściej nie mają realnych szans na wejście do kin i emisję w telewizji – zauważa Płachow.

Dla przykładu, rosyjski telewidz nie zobaczył serialu o współczesnej rosyjskiej mafii i leżącego w szpitalu kandydata na prezydenta, rosyjskiego wariantu „Doktora House’a” – „Doktora Richtera”[13]. Także nie każdy film o Borysie Bieriezowskim i Czeczeni zostanie wyświetlony.

Najprawdopodobniej jedynym przypadkiem realnej cenzury jest zakaz z początku 2018 r. dotyczący wyświetlania filmu Armando Iannucci „Śmierć Stalina”. Po zorganizowanym przez rosyjskie Ministerstwo Kultury pokazie, komisja w składzie m.in. Nikita Michałkow i scenarzysta Władimir Bortko, opublikowała otwarty list, w którym wyraziła swoje niezadowolenie z powodu „obraźliwego stosunku do rosyjskiego hymnu państwowego” i „nieprawdziwych dekoracji”. Komisja nazwała tę produkcję „paszkwilem na rosyjską historię”, а zawartą w niej treść uznała za „ekstremistyczną i skierowaną na sponiewieranie godności rosyjskiego (radzieckiego) człowieka”. Członek Rady Społecznej przy Ministerstwie Kultury Rosji Paweł Pożigajło zasugerował wówczas, że zgoda na pokaz tego filmu byłaby taką samą „czerwoną płachtą” na komunistów, jak film „Matylda” Aleksieja Uczitiela na wyznawców prawosławia, którzy w dość naciągniętym historycznie filmie o romansie Mikołaja II i baletnicy Krzesińskiej doszukali się obrazy kanonizowanej jako męczennicy rodziny carskiej.

– Gdyby nie skandal to na ten bardzo średni film kostiumowy „a la Disney” o carach przyszedłby zapewne tylko widz nie mający żadnego pojęcia o rosyjskiej historii, а dzięki bardzo silnej nagonce obejrzeli go wszyscy. Uczitiel powinien chociaż połowę zysku ze sprzedaży biletów oddać Natalii Pokłońskiej (deputowana do rosyjskiej Dumy Państwowej z ramienia partii Jedna Rosja, zagorzała przeciwniczka filmu). Cała ta awantura wokół filmu bardzo przypomina przemyślaną akcję PR. Sławę zyskali wszyscy: Pokłońska, Uczitiel i „Matylda” – uważa Bernatonite. – Ogólnie z cenzurą jest zdecydowanie coś nie tak: powinna ona być zaostrzona we wrażliwych miejscach (nawoływanie do przemocy lub seks na granicy dewiacji), i słabsza tam, gdzie to potrzebne (wulgaryzmy są czasem bardzo stosowne, a nawet niezbędne). A sama cenzura zawsze była i będzie, dopóki istnieją państwa, jest nieodłączną częścią państwowości.

Natomiast, podobnie jak w innych dziedzinach – od przemysłu muzycznego aż po media – w dzisiejszej kinematografii szeroko rozwija się fenomen samocenzury.

– Kino współczesne nie do końca społeczne, ale „społeczno-komercyjne” albo społeczno-gatunkowe na tematy najbardziej nurtujące widza, jest bardzo pożądane: „Dwanaście” Michałkowa a tym bardziej komedię społeczną „Dzień wyborów 2” wszyscy przyjęli z zachwytem. Tylko, że takiego kina praktycznie nie ma. Istnieje samocenzura producentów, którzy boją się wypuszczać podobne produkcje, robiąc gimnastyczne uniki i zwody – stwierdza Szpagin – A jeśli w scenariuszu pojawiają się słowa „Ukraina”, „Donbas” lub „Putin”, producenci padają jak żuczki na plecy i w przerażeniu zaczynają nerwowo przebierać nóżkami: Natychmiast wykreślić!!! Lepiej nie powodować napięć. Bo kto wie co potem…

Zdaniem eksperta, 95% rosyjskich producentów chce na filmach wyłącznie zarobić, więc wypuszczają „pewniaki”, które zawsze przyniosą zysk. Najważniejsze by w tych produkcjach był przepych i splendor.

Rzeczywiście od początku lat 90. rosyjska kinematografia była deficytowa. Od 1992 do 2015 r. zaledwie 10 filmów, nakręconych przy wsparciu finansowym państwa, przyniosło zysk, a 81 produkcji ze zrealizowanych w tym czasie 1400 było intratnych[14]. W tym czasie państwo przeznaczyło na rozwój rodzimego kina ponad 2,5 miliarda dolarów.

Udział rosyjskiego kina w stosunku do produkcji zagranicznych na rosyjskim rynku filmowym również pozostawia wiele do życzenia: od 2013 r. utrzymuje się na poziomie 18%[15]. A w skali miesiąca czasem ledwo przekracza 10%. Spowodowane jest to tym, że często wejście na ekrany rodzimych produkcji jest ściśle powiązane ze świętami lub datami[16] ważnych wydarzeń. Producenci dokładają wszelkich starań by produkcja ich filmów zbiegła się w czasie ze świętami noworocznymi. To właśnie wtedy kina inkasują jedną dziesiątą swojego rocznego dochodu.

Odwrócić uwagę i zabawiać

Innym niezawodnym pomysłem jest zabawianie widza. Według rankingów[17] na 40% najpopularniejszych rosyjskich filmów stanowią produkcje o charakterze rozrywkowym. Zaliczają się do nich ekscentryczne komedie, liryczne melodramaty i filmy anonimowane. Te najbardziej dochodowe filmy są dość przeciętne, a nawet niesmaczne: „Gorko!”, „Nasza Russia: jaja fortuny”, „Najlepszy film”. Najpopularniejszym filmem ostatnich 25 lat została okrzyknięta „Ironia losu – ciąg dalszy” Timura Bekmambetowa, któremu bardzo daleko do kunsztu riazańskiego pierwowzoru. Obejrzało go 8,82 miliona widzów.

Producenci nie grzeszą też pomysłowością w odwracaniu uwagi widza – przenoszą go z rzeczywistości, która jest trudna i okrutna do przeszłości albo w ogóle w inne światy. Rzeczywiście, poza komediami Rosjanie najbardziej docenili w ostatnich latach filmy historyczne („Wiking” i  „Admirał” Andrieja Krawczuka, „Gambit turecki” Dzhanika Fayzieva i „Taras Bulba” Władimira Bortko), „fantasy” („Straż dzienna. Kreda losu” i „Straż nocna” Timura Bekmambietowa, „Volkodav” Nikolaya Lebedeva, „Księga mistrzów” Wadima Sokolowskiego) i science-fiction („Przenicowany świat” Fiodora Bondarczuka, „Czarna błyskawica” Aleksandra Wojtinskiego i Dmitrija Kisieliowa).

Taką samą sytuację mamy w telewizji: w programach największych rosyjskich kanałów telewizyjnych większość stanowią komedie (23% w 2016 r.)[18].

O kinie społecznym

W efekcie praktycznie nie znajdziemy na dużym ekranie kina społecznego, poruszającego trudne tematy. Jak powiedział kiedyś członek jury Festiwalu Filmowego w Cannes[19] Joel Chapron: „Dzisiaj Rosjanie nie kręcą filmów o rzeczywistości, о aktualnych problemach. We Francji na przykład widzowie będą oglądać film o ich społecznych problemach, a w Rosji po prostu przełączą kanał. A może to prawda: Rosjanie nie chcą uczestniczyć w życiu społecznym, przywykli myśleć, że i tak nie mają wpływu na rozwiązanie wszystkich kłopotów. Przecież we Francji ludzie są przekonani, że od ich opinii wiele zależy. Pytanie tylko, czy Rosjanie nie chcą widzieć, czy może po prostu nie chcą niczego zrobić? Znając Rosję skłaniasz się bardziej do tego drugiego”.

Jednocześnie znając Rosję chce się wierzyć, że nadejdą zmiany. A ich pierwsze oznaki można dostrzec chociażby w tym, że „Niemiłość” Andrieja Zwiagincewa znalazła się na liście nominowanych do tegorocznego Oscara. Właśnie to zmusiło nawet najbardziej leniwego rosyjskiego widza do obejrzenia (albo chociaż podjęcia próby) filmu trudnego, krzyczącego, ostrego. Historia jednego rozwodu, historia rozstania i samotności nie tylko pary, ale i kilku pokoleń – rodziców i dzieci, dorosłej kobiety i jej starej matki. Historia o coraz bardziej postępującej indywidualizacji, zerwanych relacji ludzkich w rosyjskim społeczeństwie. Zdaniem krytyka filmowego Aleksieja Jusiewa,  Zwiagincew to „cichy lider pokolenia”.

Jego inny film „Lewiatan” wywołał nie mniejsze zainteresowanie. W 2015 r. film stał się pierwszym w rosyjskiej historii, który otrzymał Złoty Glob w kategorii „Najlepszy film obcojęzyczny”. Był on również nominowany do Oscara i nagrody BAFTA. Film porusza jeszcze bardziej „niebezpieczne” tematy: dzisiejsze miejsce człowieka w obliczu władzy, dwoistość współczesnego Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego. Los tego filmu na rosyjskim ekranie był zdecydowanie trudniejszy niż w przypadku „Niemiłości”. Pierwotnie „Lewiatan” miał otwierać program rosyjskiego kina na 36-tym Międzynarodowym Moskiewskim Festiwalu Filmowym, ale dosłownie w przeddzień decydenci doszukali się w nim obecności nienormatywnej leksyki. W konsekwencji nie wydali pozwolenia na to, by film wszedł do kin. Miało to miejsce zdecydowanie później, w dodatku, gdy już wulgaryzmy zostały usunięte. Również i w tym przypadku zakazy wywołały ogromne zainteresowanie Rosjan: miesiąc przed wejściem filmu do kin w Rosji, w Internecie zostały udostępnione pirackie kopie filmu, które obejrzało wielu widzów.

– Ludzie są zmęczeni codziennymi problemami i nie chcą idąc do kina odczuwać dodatkowo ciężkich, negatywnych emocji. Bez względu na to „Lewiatan” i inne filmy Zwiagincewa, mające dużą artystyczną siłę przekazu, mają sporą ilość fanów – zauważa Płachow.

Kolejnym reżyserem, nie mniej ważnym dla pokolenia Rosjan jest Aleksiej Bałabanow. Jego filmy „Brat”, „Brat 2”, „Ciuciubabka”, opowiadające o Rosjanach poszukujących swojej rosyjskiej tożsamości, którzy po upadku swojego państwa znaleźli się w chaosie kryminalnych lat 90., już dawno rozebrano na cytaty. Jednak najprawdopodobniej jego najważniejszym dziełem jest film „Ładunek 200”. Film jest prawie przypowieścią o sytuacji w Rosji i chociaż historia dotyczy końca lat 80., to przeniesienie fabuły do szarego, prowincjonalnego miasteczka przemawia raczej za jej ponadczasowością.  Przypowieść nie jest dla ludzi o słabych nerwach. Sama scena z filmu, w której bezdomny gwałci dziewczynę tuż przy trupie jej narzeczonego – Afgańczyka na oczach obojętnego policjanta, poraża swoim symbolizmem i totalną beznadzieją. Bez względu na skrajne reakcje krytyków filmowych – od tytułowania Bałabanowa wizjonerem, aż po poważny zarzut „czarnuchy”[20] – film otrzymał nagrodę Gildii Filmoznawców i Krytyków Filmowych Rosji na Festiwalu Filmowym „Kinotawr”, a nawet został wyemitowany na Pierwszym Kanale w nocy 12 kwietnia 2008 r.

„Zwariowana pomoc” i „Arytmia” Borysa Chlebnikowa, „Bączek” Wasilija Sigariewa, „Jak Witia Czesnok wiózł Liochę Sztyra do domu opieki” Aleksandra Chanta – wszystkie te filmy są o indywidualnych problemach wyobcowania, o ojcach, dzieciach, miłości i przez ten pryzmat – o współczesnej Rosji. Życie na prowincji, stosunek do starszych i niepełnosprawnych, więzienie i człowieczeństwo w stosunku do pobratymców… Jeśli powstają takie filmy, to i widz się znajdzie. Jak mawiał Tarkowski: „Jeśli na pokazie mojego filmu w sali zostało ośmiu widzów, to ja pracuję dla nich”. A to znaczy, że nadzieja na odrodzenie kina rosyjskiego wciąż istnieje.

Maria Gorkowskaja

Tłumaczenie z jęz. rosyjskiego – Aleksandra Łojewska

 

[1] W rosyjskim kinie, w odróżnieniu od zachodniego, „czarny” film, (z fr. noir) obejmuje problematykę negatywnych zjawisk społecznych, nie tylko tematykę gangsterską, której dotyczyły pierwsze czarne filmy w Stanach Zjednoczonych w latach 40. XX wieku. Przyp. red.

[2] https://www.kommersant.ru/doc/1037437

[3]http://pravo.gov.ru/proxy/ips/?docbody=&nd=102385609&intelsearch=%F1%F2%F0%E0%F2%E5%E3%E8%FF+%ED%E0%F6%E8%EE%ED%E0%EB%FC%ED%EE%E9+%E1%E5%E7%EE%EF%E0%F1%ED%EE%F1%F2%E8

[4] https://vz.ru/opinions/2016/2/8/792981.html

[5] http://polit.ru/article/2007/07/05/c в российских СМИ кинорежиссер Сергей Сельянов.inema/

[6] https://iz.ru/news/587771

[7] http://kinote.info/articles/12402-polovinu-amerikanskikh-filmov-uberut-iz-kinoteatrov

[8] https://ria.ru/culture/20140917/1024472633.html

[9] https://lenta.ru/news/2015/07/20/taxyourself/

[10] Dwie drużyny grają w wojnę: cel – zdobyć flagę wroga. Dzieci mają na ramionach pagony: zerwano jeden—jesteś ranny, zerwano dwa— zabity.

[11] Nazwa organizacji kontrwywiadowczej w Związku Radzieckim w czasie II wojny światowej.

[12] http://kinodata.pro/

[13] https://www.youtube.com/watch?v=CNJL4GsSrcc

[14] http://kinodata.pro/

[15] https://www.vedomosti.ru/technology/articles/2017/01/10/672455-dolya-rossiiskogo-prokate

[16] https://vz.ru/opinions/2016/2/8/792981.print.html

[17] https://regnum.ru/news/2314141.html

[18] https://adindex.ru/publication/analitics/channels/2017/10/10/166352.phtml

[19] http://www.kinoart.ru/archive/2010/08/n8-article13

[20] Czarnucha- z ros. чернуха – stanowi obraźliwe określenie czarnego kina rosyjskiego, przez wielu Rosjan krytykowanego za zbędne przedstawianie beznadziejności życia codziennego. Przyp. red.